Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Alchemik druidowi bratem

<< < (87/119) > >>

Mourtun:
Wciaz wpatrywal sie w dal nieobecnym wzrokiem czujac sie jak przerzuty przez trola. - No co bede klamal. Jestem zyciowa ciamajda. To juz nie pierwszy raz kiedy wpakowalem sie w takie klopoty. Samo to moje pojawienie sie na Valfden bylo przypadkiem. Nie zauwazylem portalu i przez nieuwage wszedlem. Pewnego razu eksplorujac katakumby, zauwazylem zwloki, jak sie okazalo byl to zombie, zainfekowal mnie, ledwo uszedlem z zyciem. W tym lesie zas poszedlem z Tornem, cos na nas napadlo schowalem sie w krzakach, napadly mnie wilki, odgryzly mi noge i zmasakrowaly tors. - wskazal na blizny i roslinna noge. - Driada ratowala mi noge. Teraz mozna powiedziec ze jestem inwalida. Nastepnie natrafilem na ciebie gdy cie postrzelono, chcialem ratowac, narazalem sie na zlosci Shani, zmarlas wyruszylem szukac twego ojca i przez nieuwage oberwalem od ghula. Zatrul mnie, teraz jestem tutaj i nie zyje. Jestem beznadziejny, do tego zakochalem sie w niedostepnej dla mnie kobiecie. Zycie jest takie niesprawiedliwe. - z jego oka poplynela jedna mala lezka. Przyciagnal nogi do brzucha i schowal w nich glowe.

Rodred:
- ÂŻycie nie jest sprawiedliwe.  Powiedziała zamyślona patrząc w dal.
- Nikt nie mówił, że będzie łatwo.  Oczywiście dorzuciło swoje 2 grosze drzewo.
Rina wydała ci się wręcz oschła.
- Jak myślisz co robi elfka w tych stronach? Nie zauważyłeś aby, że nie ma tu takich jak ja? Nie zastanawiałeś się dlaczego nie żyję w lesie wraz z innymi elfami i driadami? Nie znasz mnie w ogóle a ja nie znam ciebie więc nie mów mi to o miłości.  Mówiła z mocą, ale spokojnie.
- Doceniam twoje poświęcenie, ale nie ma opcji, żeby elfka była z niziołkiem. Nie rodowita elfka i nie w tych czasach. Chcesz widzieć dlaczego zwykły wojak jest moim ojcem? Wyklęta przez lud trafiła do tego podłego miasta. Został dziwką by mieć co włożyć do ust. Nikolajowi spłodziła mnie i zaraz mnie porzuciła nie podejrzewając nawet, że mogę być elfką. Szczęśliwy przypadek sprawił, że przejęłam wszystkie geny po matce. Nikolaj wytrenował mnie na jednego ze swoich. Zostałam członkinią jego drużyny, jego rodziny. Teraz muszę zapewnić ciągłość mojej rasy lub poświęcić się drużynie. Ty ani nie jesteś elfem by spłodzić mi elfa, ani nie dasz mi prawdziwego wojownika. Nie będziesz też godnym członkiem mojej rodziny. Więcej w tobie głupoty niż odwagi. Jesteś ciamajdą, który nie nadaje się na wojownika. Aż wreszcie nie kocham Cię mimo, że Cię lubię.  Zrobiła, krótką przerwę.
- Tak więc nie. ÂŻycie nie jest sprawiedliwe i jeszcze nie raz da ci w dupę.  Po chwili jak by uznając, że była dla ciebie zbyt ostra pogładziła cię leciutko po głowie.

// Jak się przyjrzysz to dałem Ci właśnie szansę zdobyć jej serce. Tylko jest to długo terminowy plan.

Mourtun:
//Tylko ja tego tak jakby troszkie nie widze, az tak dobrze nie czytam pomiedzy wierszami. Ale mam pytanko, bo mam przeswiadczenie ze Nikolaj cos zmienil by w tej sprawie.

- Co do plodzenia dzieci o czym teraz niezbyt chce rozmawiac to chyba widzisz ze elfy maja dominujace geny wszak jestes elfka a moglas byc czlowiekiem. - patrzyl sie w dal. - Cale zycie pod wplywem jednego silnego impulsu mozna zmienic, wiem cos o tym. Jak juz opowiadamy o sobie to dawnej bylem alchemikiem. Samotnym, moja rodzina mnie porzucila, wychowywalem sie w lasach,
Pozniej odnalazlem wlasny maly kat gdzie prowadzilem swoje badania. Oboje wiele przeszliśmy lecz ty miałas i tak lepiej, masz kochającego ojca i drużynę ktora jest dla ciebie rodzina. Ja nie mam nikogo, zyje z dnia na dzien w samotnosci. - posmutnial i znow schowal glowe w nogach.

//Jeszcze jakas mala wskazowka zeby mnie naprowadzic?

Rodred:
// Jakie masz pytanie? A co do wskazówki to Ci jej nie dam.

- Elfy nie mają wszystkich cech dominujących. To był przypadek. I coś Ci nie wierze. Nie byłbyś takim ciamajdą i nieudacznikiem jak byś musiał walczyć o przeżycie każdego dnia tak jak ja. Po prostu już byś nie żył.  Skwitowała z pewnym przekąsem.
- Chyba tam na dole się pogodzili.  Powiedziało drzewo.
Nie wiedząc skąd już jest wieczór. Na dole pali się ognisko przy, którym siedzi cała drużyna z driadą i Tornem wesoło gawędząc. Dzik obraca się na ruszcie a Shani leży oparta o Nikolaja kiedy ten przeczesuje jej ręką włosy.

Mourtun:
- Poprostu wiem jak przetrwac pomimo mojej niezdarnosci. - rzekl spokojnie. - Tak jak juz mowilem, kazdy z nas jest kowalem swojego losu, wystarczy wziac lejce zycia w rece i sterowac. Niczego nie musisz, jestes wolna kobieta wiec mozesz sterowac swym zyciem dowolnie. Jestesmy "inni", wyjatkowi, oboje mamy swoja unikalna historie, nie mozna nas zamknac w scisle ramy i zaszufladkowac. A o dzieci sie nie martw. - spojrzal w dol i usmiechnal sie.

//Pytanie brzmialo: Czy Nikolaj nic by nie zmienil w tej sprawie? :D

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej