Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Alchemik druidowi bratem

<< < (88/119) > >>

Rodred:
- Nie wiem w kontekście czego to mówisz.  Powiedziała lekko zmieszana.
- Dobrze gołąbki!  Przerwało wam drzewo.
- Ciała gotowe. Schodzicie na ziemie czy chcecie mieć jeszcze chwilę dla siebie?

Mourtun:
- Jeszcze minutke. - rzucil. - Mowie to w kontekscie tego co mowilas, ze musisz urodzic elfa lub poswiecic sie druzynie. Jestes wyjatkowa i to co bylo nie powinno miec znaczenia. Nie musisz - puscil jej oczko. - Zawsze mozesz zaczac zycie od nowa, zapomniec o przeszlosci. - mowil troskliwie.

//Czyli zepsulem sobie ta szanse z jej sercem? ;[

Rodred:
// Ekhem.. Czy myślisz, że pisząc, uwaga cytuje: "// Jak się przyjrzysz to dałem Ci właśnie szansę zdobyć jej serce. Tylko jest to długo terminowy plan." Miałem na myśli 2 posty? Podpowiem: nie.

- heh Sama sobie narzuciłam te cele i muszę je wypełnić. Z podejściem "nic nie muszę" już dawno leżałabym martwa i zgwałcona w rynsztoku.  Podsumowała po czym rzuciła w eter:
- Możemy ruszać drzewo.
I w tym momencie odpłynęliście. Straszny bul przeszył całe twoje ciało. Nie wiesz co się z tobą dzieje.

Mourtun:
//Zapominam sie ;)
//Tak btw ta kobieta mnie rozpierd*la. Co bym nie powiedzial to go zripostuje xD Az takie slabe mam argumenty?

Ach, kobiety. Oho znowu sie zaczyna. - zacisnal zeby i staral sie nie krzyczec z bolu. Nie mial pojecia co sie dzieje chociaz podejrzewal ze wlasnie wszedl w ranne cialo.

Rodred:
// Mówiąc szczerze to słabe, płytkie, proste oraz przeplatane kiczowatym przymilaniem się i użalaniem nad sobą. :P Na przykład ta z palca wyssana historia życia ni w pięć ni w dziesięć pasuje do twojej postaci. Ale muszę Ci powiedzieć, że jesteś wytrwały. Mimo, że już w jej pokoju dałem Ci do zrozumienia, że nie jest dla ciebie i nie będzie łatwo (teraz daje tego dowody) to ty i tak dzielnie poświęciłeś dla niej życie. ;)

ÂŚni Ci się, że toniesz...
Obudziłeś się w ciasnym zielonym naczyniu. Obłaziły cię wszędzie wokół jakieś zielone plączące się nitki. Tym razem było gorzej bo wchodziły Ci do ciała wszystkimi możliwymi otworami, którymi się nawet nie spodziewałeś, że do ciała wejść się da. Najgorsze było jednak uczucie przyziemności i wszech obecnego bólu. W porównanie z błogością śmierci, której zaznałeś ten ludzki świat jest jak rynsztok domem dla szlachty. Czułeś się okropnie. Zdałeś sobie sprawę, że już nigdy nie zapomnisz jaką rozkoszą jest tamten świat.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej