Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Alchemik druidowi bratem
Rodred:
Dziwnie się na ciebie popatrzyła jak bezwstydnie do niej podszedłeś. Wszakże ona się zasłania.
- Daj spokój. Powiedziała odsuwając rękę i odwracając głowę.
- Tato mnie uratuje jak zawsze. Powiedział patrząc w duł na ludzi tam zebranych. Widzisz, że wasze ciała są wynoszone na zewnątrz.
- Uparta Shani w końcu się przekonała. Trochę mi to zajmie, ale odtworzę wasze ciała i prześle wasze dusze do nich. A i daj sobie spokój niziołku, ona cię nie kocha. Odezwał się głos gdzieś z góry. Widzisz, że Rina się zawstydziła i jeszcze bardziej odwróciła głowę.
- Nie musiałeś tego mówić. Szepnęła.
Mourtun:
Niziolek tylko sie zasmutal, opuscil glowe, zalamal warge i siedzial tak sobie, odsunal sie od niej troche. Zakryl przyrodzenie dlonmi. - Czyli mowicie mi ze narazalem zycie nadaremno? - zapytal smutno.
Rodred:
Rina nic nie mówiła tylko patrzyła w dal.
- Nie naraziłeś tylko straciłeś. I nie na darmo jeżeli twoim celem było uratowanie Riny.
Mourtun:
Spojrzal w dol aby zobaczyc co sie tam dzieje, po czym skierowal glowe na elfke. - Rino! Bylem gotow oddac za ciebie zycie i oddalem. Kocham cię! - patrzyl sie jeszcze przez chwile na nia po czym spojrzal w gore. - Glosie, czym jestes? Bogiem? Duchem drzewa? Lesnym duszkiem? Drzewem czy czym? - zapytal lekko ale to lekko poirytowany.
Rodred:
- Wiem. Powiedziała tylko cichutko elfka.
Głos z góry się lekko zaśmiał.
- Nie Bogiem nie jestem. Jestem tylko drzewem.
Na dole zobaczyłeś, że Shani z Tornem, żywo dyskutują z wojownikami, a wasze ciała są zawinięte w dziwne kokony przy drzewie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej