Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Alchemik druidowi bratem
Rodred:
Shani popatrzył na ciebie i zamilkła po czym obróciła się z powrotem w stronę Nikolaja i podparła boki.
- Skruchę? Nie, nie mam zamiaru okazywać skruchy bo nic nie zrobiłem. Słuchaj no driado. Czy wasz lud nie je? Też jecie bo sprawdzałem w żołądku nie jednej która nas zaatakowała. To że każda sobie sama poluje to inna sprawa. W tym lesie jest tyle zwierzyny, że mały uszczerbek nic im nie robi. My polujemy, żeby wyżywić całe miasto. Stąd ciągniemy zwierzynę za końmi. Mówisz, że hałasujemy i straszymy zwierzęta. A co wilk nie straszy owcy? hm? To normalne, że nas unikają bo jesteśmy myśliwymi. ÂŻadna z was by nie ucierpiała gdybyście nas bez ostrzeżenia nie atakowały. My nigdy nie byliśmy agresorami.
Widzisz, że Shani patrzy na niego złym wzrokiem. Dokładnie tak jak na ciebie kiedy była zła ale brakło jej do tego argumentów. Patrzy i nic nie mówi. Wódz zdaje się irytować tą przedłużającą się ciszą.
Mourtun:
Niziołek przysłuchiwał się z podziwem i zainteresowaniem. Gdy wódz skończył mówić on zaczął. - To fakt że driady zaskakują, właśnie przez takie coś Rina nie żyje, nie tylko ci wojownicy szkodzą leśnej społeczności driady też, elf też jest dzieckiem lasu i został zabity, tutaj w lesie, zupełnie bez powodu. Ale nie o tym chcę mówić. Wódz dobrze gada w lesie co rusz każdych gatunków przybywa trzeba je trochę uszczuplać gdyż w końcu pewne osobniki wyprą swoją liczebnością i siłą inne, słabsze i mniejsze, co przyczyni się do wymierania gatunków. Odstrzał powoduje regulację liczebności co nie tyle szkodzi lasom co im pomaga ponieważ przywraca balans w ilości zwierzęcych jednostek. - wziął głęboki oddech. -Lasy to jedyne miejsca dane nam przez bogów z których możemy wszyscy równo korzystać. Od zawsze wilki polowały na zające czy owce, a ludzie na te wilki. Taka jest kolej rzeczy że silniejszy zjada słabszego. Tak kręci się okrąg bytów. Po za tym każde stworzenie na ziemi, w wodzie czy w powietrzu musi jeść i je, natura wcale im tego nie wypomina, dlaczego więc ci mężczyźni którzy też starają się zaspokoić podstawowe potrzeby bytowe rasy ludzkiej szkodzą lasom? - zapytał driady. - Mówisz że drzewa się złoszczą, ale dlaczego? Wszak drzew nie niszczą tym że polują na zwierzęta. Powinniście sobie podać ręce w akcie zgody gdyż wina leży po obu stronach, wy jako obie strony mordujecie się nawzajem tak naprawdę bez celu ponieważ w tym przypadku każdy z was zabija zwierzęta, jak by tego zabijania nie tłumaczyć, usprawiedliwiać i tak nim jest... - i zakończył.
Rodred:
Nikolaj popatrzył na ciebie dziwnie po czym pokiwał głową przyznając ci rację. Widzisz, że driada gryzie wargę i się denerwuje. Nic dziwnego. Właśnie się dowiedziała, że to co robiła całe życie, czyli broniła lasu jest bez sensu. A co najgorsze brakło jej argumentów. Widzisz jak Nikolaj odpina zatrzaski metalowej rękawicy, która z hukiem spadła na ziemię. Postąpił do przodu i wyciągnął ją. Widzisz że driada skrzyżowała ręce na piersi i obróciła się na pięcie strzelając typowego focha. Wyglądało by to uroczo gdyby nie fakt, że została Ci tylko ponad godzina życia.
// 6:55
Mourtun:
- Proszę Cie nie obrażaj się. Rinie nie zostało zbyt wiele czasu a mi jeszcze mniej. W mych żyłach płynie toksyna ghula. Konsekwencja mojego nocnego wypadu do lasu po wojowników. Mogę zaraz wyzionąć ducha a ty fochasz się. No proszę cie... - rzekł wesoło. - A jeśli nie chcesz ustąpić to daj medykowi kawałek stołu i moździerz, potrzebuję odtrutki. Shani... - pierwszy raz wypowiedział imię driady przy wojownikach. - Nastawiam karku i ryzykuję życiem dla Riny, chcąc ja ratować dostałem od ghula, w konsekwencji czego polamal mi nogi i zatruł organizm. Tutaj liczy się czas nie ma czasu na zbyteczne nerwy, no proszę cię, pogódźcie się z wojownikami, spójrz Nikolaj już wyciągnął swą dłoń, jemu zależy na tym aby było dobrze. Czy ty nie chciałabyś aby kiedyś ktoś o ciebie tak walczył? Czy nie chciałabyś aby ktoś był gotów oddać za ciebie życie, pomyśl sobie, przykladowo jesteś bliska śmierci, twój wybranek walczy o twoje życie, a w tym momencie ktoś działa przeciw temu, burząc cały jego plan i możliwe że niosąc też śmierć tobie i nie wiadomo czy tylko tobie czy też i przypadkiem nie temu wybrankowi... - troszeczkę się zamotał w ostatnim zdaniu ale dał chyba jasny obraz jednoczesnie grajac driadzie na emocjach.
Rodred:
Shani się obróciła i po patrzyła na ciebie oceniając twój stan.
- Przecież on umiera! Wykrzyknęła. Szybko podbiegła do wodza potrząsnęła mu ręką i podbiegła do ciebie.
- Torn pomóż mi! Powiedziała. Goblin szybko się zjawił. Złapali cię i ruszyli na górę.
- Panowie zaczekajcie tu zaraz przyjdę. Medyku choć z nami tylko w tej zbroi się tu nie wczołgasz. Powiedziała jak już wchodziliście do domku.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej