Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Alchemik druidowi bratem
Mourtun:
- Wodzu jak ci na imię? ÂŹle mi tak się zwracać. Chyba powinniśmy jechać we dwóch ale musisz się uspokoić! Z tego co wiem nie jesteście tam zbyt mile widziani, no wiesz drzewa maja bol dupy. - rzekl spokojnie. - Tylko może lepiej ja będę mówił booo... - urwał na chwile. - Bo tak będzie lepiej, jesteś porywczy wodzu. Z tego co wiem driada jest równie porywcza i jeśli coś palniemy to wszyscy zginiemy. - rzekł równie spokojnie lecz z szacunkiem dla wodza. - Tak więc jak? - zapytał. -Chociaż wciąż mam przeświadczenie że nie powinniśmy tam jechać. Wodzu powiedz, jesteś gotów oddać życie dla Riny? Bo ja tak, zakochałem się w niej...
Rodred:
- Zwę się Nikolaj. Później jak powiedziałeś, że się zakochałeś w Rinie zobaczyłeś jak nienawiść buchnęła z jego oczu. Wtem ktoś złapał cię z tyłu. To Franciszek przeciągnął cię na swojego konia.
- Gdy to się skończy rozgniotę cię jak robala! Krzyknął Nikolaj grożąc Ci palcem. Jesteście już całkiem blisko domku Shani.
- Moja drużyna to ja! Powiedział po chwili. - Jedziemy wszyscy! dodał.
// 6:30
Mourtun:
- Powiem wprost wodzu! Ratuję Rinie życie, gdyby nie ja biedaczka bezpowrotnie zmarłaby już po 30 minutach od otrzymania tego strzału, stawałem na głowie by ja ratować, pomagałem ją szyć, widziałem jej zimne ciało i ty śmiesz jeszcze się tak do mnie zwracać? - rzekł lekko oburzony. - To ja musiałem znosić wybuchy hormonów driady, ja dostałem wpierdol od Ghula chcą was odnaleźć. Chcę ratować. Nadstawiam głowy, narażam życia aby ratować twoją wojowniczkę i co słyszę z twoich ust? Samą nienawiść, pogardę i złość. Nie wiesz jak dojechać na miejsce i dopóki nie okażesz skruchy nie zabiorę cię tam. To ty będziesz miał Rinę na sumieniu bo odkąd kobieta oberwała cały czas jesteś nabuzowany. Rozumiem że jesteś wodzem szanowanej drużyny wojaków i musisz być przywódczy i charyzmatyczny, chwała ci za to ale teraz nie w tym rzecz. Złością nic nie zdziałamy... - i skonczył swoją wypowiedź, bał się że teraz wodz go zaszlachtuje ale musiał to wyrzucić z siebie.
Rodred:
Widzisz, że wódź przez krótką chwilę spojrzał na ciebie. Zobaczyłeś coś dziwnego na jego twarzy. Wdzięczność... Szacunek... Podziw... I głęboko pod grubą skorupą wściekłości na twarzy ujrzałeś ogromny Strach przed stratą i Wielką, Bezgraniczną i Bezinteresowną Ojcowską Miłość. Ta krótka chwila wyjaśniła Ci całe zachowanie Nikolaja. Zobaczyłeś jak po jego ogorzałym policzku spływa jedna samotna łza. W następnej chwili gdy skończyłeś mówić spojrzał z powrotem do przodu a jego twarz wykrzywiła wściekłość. Wściekłość, która zawsze była jego najpotężniejszą bronią na każdym polu bitwy.
- Nie będziesz mi rozkazywał śmieciu! Ryknął i popędził konia. Widzisz na jego twarzy ogromną zaciętość.
- On jest mądrym wodzem. Powiedział Ci na ucho Franciszek.
- Zaufaj mu tak jak on zaufał tobie.
Mourtun:
- Nikolaju... - rzekł spokojnie do wodza. - Wierzę w ciebie...- rzekł z szacunkiem i podziwem jednoczesnie. Oby tylko teraz nie było problemow, oby Shani nie utrudniała, bogowie, prosze was. - wznosil modly w myslach. Po kilku sekundach przemyslen z modlami na czele szepnal do medyka. - Franciszku! Czego konkretnie, w sensie jakich warunkow potrzebujesz by ta odtrutke zrobic i jak oceniasz moje rany, nie wykrwawie się? Musze jak najpredzej dotrzec do druidow nie moge sobie pozwolić na zwloke... - spojrzal na swoje nogi i rzekl juz glosno. - Co z moimi nogami? Nie czuje ich wogole?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej