Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Alchemik druidowi bratem

<< < (78/119) > >>

Rodred:
// 6:20

-  O co chodzi?!  Warknął dowódca. Reszta nie odważyła się mu przeszkadzać. On sam nie siadał tylko patrzył na ciebie z góry z wrogim grymasem.

Mourtun:
Niziołek spojrzał w oczy wojownika i narazie grał na czas ale postanowił wyłożyć kawe na lawe jak to mowia. - Rana Riny była bardzo precyzyjna, udało nam się ją zoperować została leczona mocą driad, rana była tak głęboka że lecząca ledwo uszła z życiem. Wszystko wskazywało na to że będzie dobrze, niestety jak się okazało później... - załamał wargę. - Rina odeszła, nie żyje, zmarła. Lecz jest jeszcze szansa ją uratować. Jej dusza przez jeden dzień będzie przetrzymywana przez magiczne drzewo takie samo oddało mi nogę, jeżeli dostarczycie mi a ja potem driadzie dowód na to że nie krzywdzicie lasu to drzewo ją uratuje, ożywi. Nie mamy wiele, czasu, musimy się śpieszyć! Choćbym miał oddać życie to zdobędę od was ten dowód, nie pozwole Rinie umrzeć! - mówił szybko, z nutą żalu lecz z wielką determinacją w głosie.

Rodred:
-  Rina leczy się u tych leśnych dziwek?!  Wrzasnął wódz i złapał za miecz. Widzisz jak dwóch z jego obstawy złapało go i odciągnęło na bok. Patrzy na ciebie z nienawiścią. Podszedł do ciebie ten lekarz. Widząc twoją przerażoną minę powiedział.
-  Nie przejmuj się on się o nią bardzo boi. A jak wiesz... nie żyjemy w zgodzie z driadami. Jakiego dowodu potrzebujesz? 

Mourtun:
- Rina nie żyje i prawdopodobnie ty wodzu będziesz musiał dać jakiś dowód tego że zależy ci na jej życiu. - rzekł donośnie w stronę tego wodza. Spojrzał na medyka. - Nie chciała powiedzieć co, chodzi o to aby wasz dowód pokazywał że macie dobre intencje i nie chcecie tudzież nie szkodzicie lasowi. Drzewa maja swoj system powiedzmy ze postrzegania świata i pokuty nie dostarczymy im dowodu na to że macie czyste sumienia, bądź poprostu żałujecie tego co robicie drzewo nie wskrzesi Riny. - odsapnął i spojrzał na wodza. - Tak więc zaprzestań się denerwować i pomóż Rinie, mi i nam wszystkim ogółem. Czy już mówiłem że mamy jeden dzień i czas ucieka? - zapytał niepewny. Szepnął na ucho medykowi. - Nie masz nic na tą trucizne co? To już drugi raz gdy mam w krwioobiegu trutkę i niezbyt to miłe.

Rodred:
-  Ze składników, które mam jestem wstanie przygotować antidotum ale muszę mieć do tego warunki i czas.  Powiedział fachowo medyk.
-  Więc chodźmy do tej dziwki wyperswadować jej jakimi milutkimi i grzecznymi chłopcami jesteśmy! Drużyna! Na koń!  Powiedział wskakując na swojego potężnego konia bojowego.
-  Weźcie niziołka, może się przydać! Prowadź nas do Riny niziołku!  Mówiąc to złapał cię i posadził przed sobą. Znowu sprawiło ci to nie mały bul.
-  Franciszek zajmie się tobą później.  Powiedział i skinął głową w kierunku medyka.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej