Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Alchemik druidowi bratem
Mourtun:
//No to w takim razie skad mialem wiedziec ze umka nie zadziala?
Opadł dupa na ziemie, nabral mocy, przypial bron do pasa i zaczal krzyczec. - POMOCY! POTRZEBUJE POMOCY!
Rodred:
// Nie miałeś wiedzieć. Ale widzę, że bardzo chcesz zginąć gdyż popełniasz kolejny błąd drąc gardło w pustym i co kilka razy ci podkreślałem, bardzo niebezpiecznym lesie. Myślę nawet, że Isu na to pozwoli.
Słyszysz jak twój głos rozchodzi się echem odbijając od drzew. Jakaś anielska pomoc nie nastąpiła, za to jeżeli coś nie wiedziało, że tu jesteś to teraz już na pewno wie.
//2:05
Mourtun:
//Bo moglbys przyslac kogos do pomocy zwlaszcza ze obok jest wioska driad... Moglbys sie tak nie "panoszyc"? Juz sie ogarniam...
Niziolek postanowil znalezc jakies przewalonego drzewo i schowac sie pod nim. Jesli takowe zauwazyl to przeczolgal sie pod nie i nakryl liscmi oraz galeziami. Chcial przeczekac do rana.
Rodred:
// Ja się panosze? Jak? I skąd wziąłeś wioskę driad? Na dodatek taką, która jest obok? Nie tworzysz przypadkiem własnej, rzeczywistości? I ogarniaj się szybko jeśli chcesz, żyć. Teraz jesteś tak bardzo w dupie, że się porządnie zastanawiam jak Ci dać cień szansy na przeżycie...
Całe szczęście drzewo się znalazło. Wczołgałeś się pod nie co cię nie mało bolało. Położyłeś się i wtem coś na nie z dużą siłą naskoczyło. Potem zeskoczyło z drugiej strony. Jeszcze z pobliskich krzaków wybiegły z dużą prędkością dwa kształty. Na pierwszy rzut oka, owe zwierzęta przypominają Ci twoich starych przyjaciół - Zębacze. Przybiegły do miejsca w którym jeszcze przed chwilą leżałeś. Właśnie się zabrały do węszenia kiedy jeden z nich uniósł łeb i gdzieś pobiegł. Reszta poszła w jego ślady. Właśnie otarłeś się o śmierć. Sen przyszedł szybko i przyniósł ukojenie.
Mourtun:
//Co rusz krzywdzisz postać... Przecież nie każdy błąd powinno się karać. Ostatnio poprostu nie ogarniam na tej postaci. A jeśli cię wnerwiam to przepraszam...
//A to niedaleko nie ma przypadkiem domku Shani? Wszak doszedłem tylko na miejsce spotkania.
Mourtun był przerażony tym co się stało tego dnia więc bardzo szybko zasnął, obudził się rano. Czy był wciąż cały, tego nie wiedział. Nie otwierał narazie oczu, nasłuchiwał tylko.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej