Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Alchemik druidowi bratem
Mourtun:
- Rina jest cała i bedzie zdrowa. Nie mozesz jej zobaczyc, z pewnoscia jest teraz gola gdyz wiesz, pluco, klatka piersiowa. Nie radziłbym tam iść, lekarki mają "ciezkie dni" czy mowiac poprostu okres i widzac chlopa, rzucaja sie z bronia. Ledwo uszedlem z zyciem. - stal i nie mial zamiaru sie ruszac. - Wszystko bedzie dobrze, zaufales mi raz, zaufaj drugi! spojrzal na oczy wodza. - Co laczy was z Rina oprocz wspolnego fachu? Widzialem jak plakales. - zapytal.
Rodred:
Zobaczyłeś na jego twarzy wrogi grymas, gdy wspomniałeś o jego . Nastąpił na ciebie koniem przewracając cię. Po czym zawrócił, a reszta za nim.
- Wrócimy jutro. Powiedział na odchodnym. Gwizdnął jeszcze głośno tak, że po chwili usłyszałeś konia wracającego spod domku Shani.
Mourtun:
//Czy u ciebie wszyscy musza miec "wściek d**y"? I traktowac Mourtuna jak smiecia? Zamiast dawac mi frajde to zaczyna mnie to dobijac... :(
Niziolek wstal, wyminal konia i wrocil pod domek. - Torn! Gdzie jestes? Przyjdz tutaj na chwile! - wolal goblina.
Rodred:
// Moja wina, że sobie na to pozwalasz? Driada się z tobą bawiła to sobie na pozwalałeś. A to, że teraz wszyscy są na ciebie wkurwieni to tylko i wyłącznie twoja wina. Przykład pierwszy co mogłeś zrobić, żeby nie było problemów. Nie rozpłakać się jak baba i nie zadawać głupich pytań Tornowi to by się nie wściekł. 2 Dać Rinie umrzeć, a Shani odejść i zostać z wojownikami. 3 W ogóle nie iść z goblinem tylko wrócić do miasta i razem z wojownikami i Riną wyruszyć do lasu. (Przypominam, że to jest cel twojej wyprawy a każdy dzień zwłoki może mieć tragiczne konsekwencje.) Miałbyś okazje zbliżyć się do Riny, która w przeciwieństwie do Shani może się w tobie zakochać. 4 Nie przyprowadzać Riny do Shani i razem z nią i Tornem wyruszyć na północ. Nie moja wina że próbujesz wszystkich ocalić i wybrałeś 5 opcję, gdzie się zachowujesz jak przydupas i chłopiec na posyłki. Nie podoba Ci się twoja obecna sytuacja? To ją zmień a nie żal się mi...
Po chwili z góry zszedł Torn. Widzisz, że jego (były twój) kubrak jest zakrwawiony. Jak był już przy tobie z posępną miną powiedział.
- Shani nie jest pewna, czy uda się jej ją uratować. Strzał był zbyt celny. Miał ponieść śmierć i poniósł. Dodał po chwili.
- O co chodzi?
Mourtun:
// Hmm... No kurde, twoje wyprawy są poprostu takie że się nie chce wracać gdzieś tylko posuwać fabułę do przodu. Ta postać poprostu ma być taką ciamajdą, uratuj mi tą elfkę i spieprzam stąd. Bardzo prosze. Bo mi się posypie cała fabuła :( Tak btw. To nigdy nie wpadłbym na to że było tyle opcji do wyboru, widocznie zbyt słabo dawałeś do zrozumienia że można coś zrobić inaczej... :/
Niziołek stanął prosto i patrzył się pewnym wzrokiem na goblina. - Zróbcie wszystko co dacie radę by ją uratować! Jak tylko będzie w stanie się samodzielnie poruszać wynoszę się stąd wraz z nią. Potrzebujecie czegoś? - zapytał chłodno. - Moglibyście ją wsadzić do tego czegoś, tych takich liści? Zrobiłbyś to dla mnie? Bez elfki czuje że nie będzie przymierza...- powiedział równie chłodno.
//Nie dopuszczam takiej możliwości że ją uśmiercisz...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej