Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Alchemik druidowi bratem
Mourtun:
Pan mniejszy wszedl do karczmy podspiewujac sobie wesolo pod nosem. Jego oczom ukazalo sie wyjatkowo zadbane wnetrze, lecz wzrok przykuly postacie odziane w skory. Postanowil je najpierw poobserwowac by pozniej zagadac. Wpierw musial zaspokoic glod ale nie przygod, jego zoladek domagal sie posilku i czegos na przetrawienie. Dalo sie slyszec charakterystyczne burczenie. Mourtun skierowal sie w strone lady, na widok jajek na twardo pociekla mu slina, lecz szybko ja otarl. Usiadl za barem i zagail.
- Serdecznie witam i o zdrowie pytam. Gospodarzu rad bym byl cos zjesc. Me oczy uderzyl widok pysznie wygladajacych smazonych jajek. Moznaby kilka? Do tego jeszcze zapytam, co macie dobrego na przetrawienie? Widze tu cala game wszelakich trunkow, lezakujace? Co polecasz i w jakich ilosciach? Rad bym byl nie miec jutro kaca. - rzekl wesolo.
Rodred:
Karczmarz odłożył właśnie wytarty kufel.
- Witaj witaj. Widzę, że jakaś nowa twarzyczka! Rzadko ktoś tu bywa. Czyżby podróżny wzdłuż rzeki czy może kolejny szaleniec, któremu druidźkie skarby się zachciało zdobyć? Z postury nie tęgiś to raczej do lasa nie idziesz. Takoż do miast hm? Czyżby handel wzywał, a możeś jaki giermek rycerski w tych stronach zagaił. Podobno niedługo turniej jakoby u dołu rzeki miał się odbyć. Karczmarz ewidentnie ucieszył się z nowego klienta i pewnie kontynuował by lawinę pytań gdyby sobie nie przypomniał, że jesteś głodny.
Zawołał na zaplecze: - Dawajcie no tu szybko dwa dobre jajca i szklaneczkę kwaśnego wina, hej! Potem bardziej już do Ciebie. - Ono idealnie wspomaga trawienie i sny lepsze przychodzą. ' ;) '
- Pewno i za noclegiem się uny się rozgląda taa? Widać od drzwi, że ledwo na nogach stoisz. Czyżby ciężka podróż za mości panem była? Zapytał i w porę się pohamował przed kolejną falą pytań.
Mourtun:
Niziolek z taka :o mina siedzial zdziwiony na stolku i wsluchiwal sie serii pytan. No, no, niby taki niepozorny karczmarz a pytania produkuje z szybkoscia podmuchu wiatru.
Gdy karczmarz chcial zaczac kolejna serie pytan, Mourtun postanowil sie odezwac.
*ekhem* - Tak wiec juz tlumacze, jestem kolekcjonerem. Zbieram rozne gatunki roslin do mej prywatnej kolekcji. Hmm... To poprosze ta strawe i pokoik, ile mnie to wyniesie? - zapytal.
Na chwile jego wzrok skierowal sie na mezczyzn w skorach. - Co to za jedni? Ich wyglad jest conajmniej intrygujacy. - zapytal nie spuszczajac z nich wzroku.
Rodred:
Karczmarz dość mocno cię klepnął.
- Nie gap się tak bo ich zdenerwujesz. To tutejsza elita. Najlepsi z najlepszych. Jedyni, którzy chodzą do północnego lasu polować. Wielcy wojownicy i bohaterzy. Potem spojrzał na kartkę na stole i powiedział.
- Czterdzieści grzywienek się należy, jako że przyjezdny to panu trochę spuściłem. Po chwili przerwy.
- Skoro zbieracz to pewno nadziany musisz być i stać cię na ochronę do lasa?
Mourtun:
Niziolek zrobil tak. <huh>
-Panie cholernie drogo tu macie. Kto to pomyslal 40 grzywien za jajka i troche wina. Podobna kwote to ja za bogato zdobiony sztylet dalem. Toz to rozboj w bialy dzien a raczej ciemna noc... Panie ostatnia koszule pan ze mnie zedrzesz? Co jak co ale nie wiesz pan ile kosztuje utrzymanie sie na Valfden... - patrzyl sie karczmarzowi w oczy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej