Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Alchemik druidowi bratem
Rodred:
- Panie z ziołami, kłamać to pan nie umiesz i kupca nie oszukasz, ale wścibskość proszę mi wybaczyć, wszyscy mamy swe sekrety.
Na niebie jeszcze było widać poświatę niedawno zachodzącego słońca kiedy dojechaliście do bramy.
Jest ona wysoka mocno zbudowana. Godna nie jednego miasta. Owo miasto okazało się być niewielką wioską rozciągniętą wzdłuż rzeki zaledwie kilometr od lasu.
Przy bramie strażnicy od razu rozpoznali kupca i wpuścili go nawet nie zatrzymując.
Rzeka po środku wsi u wyjścia była dość brudna i śmierdząca. Za to ulice rekompensowały ten fakt. Czyste brukowane aleje, domy z muru pruskiego, duże targowisko, kaplice, kwatery straży, tory łucznicze i wiele innych elementów kultury widzianych w miastach. Szybko spostrzegłeś, że handel i transport skupiają się na rzece. Wte i z powrotem pływają łodzie i kajaki niosąc wszelkiego rodzaju towary.
Kupiec skierował wóz w kierunku targowiska.
- Jeśli chcesz to w pobliskiej karczmie za kilka groszy możesz przenocować. Rano jak byś chciał się o kąpać to radzę w górze rzeki. Tam woda jest krystalicznie czysta. Tylko jak tłok Ci przeszkadza to udaj się tam wczesnym rankiem bo inaczej będziesz się kąpał z całą wioską. Ja mam trochę towaru więc muszę przygotować stragan, żeby od jutra był otwarty. Przejechał jeszcze kawałek po czym zatrzymał się na środku targowiska.
- No to do jutra panie zielarzu.
// Jest 22:00
Mourtun:
Mourtun zmeczony jazda i ogolnymi przezyciami dnia schodzac wozu rzucil krotko. - Bywaj kupcze. Gdy sprzedawca sie oddalil, niziolek zastanowil sie. No dobra, spotkalem przyjaznego kupca, dotarlem do jakiegos dziwnego miasta, wiem gdzie sie wykapac i tak dalej. Ale kurde gdzie sa ci druidzi? Bede musial rano ruszyc na ich poszukiwanie.
Gdy skonczyl rozmyslac, rozejrzal sie wokolo w poszukiwaniu karczmy badz jakiejs wskazowki zdradzajacej polozenie druidow.
Rodred:
ÂŁatwo dostrzegłeś karczmę "Pod Brzozą" niedaleko rynku. Rzeczywiście na drodze zaraz przed karczmą rośnie wysoka brzoza sięgająca ponad dach karczmy. Sama karczma również zbudowana z muru pruskiego dobrze się prezentowała. Wręcz wyglądała na miejsce kulturalne nie to co pierwsza lepsza miejska speluna.
Mourtun:
Po dokladnym zlustrowaniu miasta niziolek ujrzal upragniona karczme. Jaka wielgachna brzoza, o matko. Ruszyl w jej strone, szedl wolnym krokiem starajac sie na nikogo nie wpasc. Gdy stanal przed nia, przeczytal nazwe. Pod brzoza. Hmm... I do tego rosnie tu wielka brzoza, to ma sens. - zasmial sie pod nosem. Zlapal za klamke, nacisnal,pchnal drzwi i wszedl.
Rodred:
Znalazłeś się w dużej izbie. Po środku w ceglanym palenisku wesoło trzaska płomień. Na lekkim uniesieniu na dużej metalowej płycie grzeją się już dawno zrobione jajka sadzone. Zapewne dla tych co się spóźnili na główną kolację. Z sufitu zwisają żyrandole lekko się kołysząc na ciepłym powietrzu z paleniska. Na ścianach widzisz liczne trofea i osławione w boju bronie. Na końcu przez całą szerokość sali biegnie lada. Za nią jeden barman. Za nim na stelażach liczne beczki pełne trunków i puste kufle. Na zapleczu słyszysz krzątaninę. To zapewne kucharki sprzątające po kolacji. Przy palenisku zobaczyłeś 5 ciekawych postaci.
Wielcy barczyści mężczyźni siedzą roześmiani popijając piwo z kuflów i jedząc jajka z boczkiem. Widzisz, że mają na sobie wielkie skóry. Jeden z nich niedźwiedzią reszta wilcze. Są one ładnie skrojone i pięknie przyozdobione, ale nie jak dla szlachcica tylko jak dla wojownika. Widzisz na ich twarzach zmęczenie jak i radość. U jednego na twarzy dostrzegłeś świeżą dopiero co za strupiałą ranę, o której to właśnie dyskutują. Po lewej i prawej stronie izby są drzwi.
Poczułeś głód i zmęczenie.
//22:05
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej