Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Alchemik druidowi bratem
Mourtun:
Mourtun zasmucil sie bardzo. Spojrzal na umierajaca kobiete a pozniej na mezczyzn. - Zaufajcie mi. Ja ja uratuje, musicie mi ja tylko dac na rece. Bedzie zyc lecz wy nie mozecie isc ze mna, robicie szkode dla lasu. - mowil pewnie, odslonil swoja bio noge. - Spojrzcie na moja noge, uratuje ja tylko musicie odejsc.
Rodred:
- Zamknij się padalcu. Odezwał się jeden pewnie już cię obwiniając za tą sytuację. Reszta popatrzyła na ciebie z pogardą i złością. Wtedy szef ryknął przez łzy.
- Róbcie co karze! Dajcie mu najszybszego konia! ÂŻołnierze chwile stali w osłupieniu, ale nagle rzucili się do pracy. Ten z, którym siedzisz na koniu od razu zeskoczył wręczając Ci wodze. W dwójkę złapali Rine i położyli ją na koniu przed tobą. Odezwał się wódz.
- Jak nie wrócisz padalcu to cię znajdę i rozerwę na strzępy! Ryknął w furii po czym klepnął konia w zad. Ten ruszył galopem przed siebie. (w dobrym kierunku na szczęście.)
Wtem zdałeś sobie sprawę, że nie umiesz jeździć konno.
Mourtun:
- Cholera! Jak tym sie steruje!? - krzyknal, zlapal konia za lejce i targał nim w strone drozki prowadzacej domku Shani. - Rina, kochanie, trzymaj sie. - mowil z troska, poglaskal ja jedna z lapek po glowie i ponownie chwycil lejce.
Rodred:
Do domku Shani nie ma ścieżki. właściwie nie wiesz jak tam dojść. Co do głaskania Riny to raczej się na niej położyłeś, żeby nie spadła z pędzącego konia.
Przejechaliście kawałek, aż wreszcie na swojej drodze 100 merów przed tobą zobaczyłeś Shani. Stoi i patrzy się podejrzliwie jak pędzisz w jej stronę.
Mourtun:
Niziolek ku ratowaniu Riny na cale szczescie ujrzal driade. Puscil lejce i zlapal konia za glowe, z calej sily scisnal mu szyje i przyciagnal do siebie by on sie zatrzymal. Krzyknal. - Shani! Ratuj! Ratuj ja! Ona umiera! - w jego glosie bylo slychac smutek. - I zatrzymaj to bydle bo wpadniemy w drzewo.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej