Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.
DarkModders:
Szeklan stanął obok i wpatrywał sie w ruiny. Nie poszedł nigdzie, chciał chwile odpocząć po długiej wędrówce. Usiadł opierając sie o kawałki starej zabudowy kopalni.
Canis:
Gdy w końcu wszyscy poleźli sobie...
Salazar przybliżał dłoń do głowy a zmutowana istota nawet nie drgnęła. Nie mogła? zatraciła takie możliwości? układ kostny, szkieletowy, całe ciało nie pozwalało na to? Zapewne. Skóra, którą macał była strasznie twarda, jednak nie na całej powierzchni, wyłącznie w miejscach guzów i wynaturzeń, czyli połowie twarzy. Istota była bezbronna, nie była zdolna do jakichkolwiek ruchów. w tym ciele gnieździła się dusza, jednak nie była zdolna do jakichkolwiek działań ani obronnych ani agresywnych.
- Ulżę ci w cierpieniu... - powiedział przybliżając swoją twarz na odległość 20 centymetrów. Skupił się i zaczął tworzyć od własnej duszy, do duszy przeciwnika pasożytnicze połączenie, by zacząć wchłaniać duszę. Jaszczur pokierował dłonie do głowy mutanta, wtem energia magiczna duszy zaczęła reagować. Energia strumieniem z kierunku ust zaczęła płynąć w kierunku ust a de facto do duszy jaszczura. Chwilę trwało transportowanie, gdy strumień się zmniejszał, aż wreszcie skończył. Poczwara opadła bezwładnie była już martwa. Lisz czując w sobie nową, dodatkową energię wyssaną z więźnia zaczął oddziaływać na nią. zaczął przeobrażać ją w życiodajne płyny i związki odżywcze potrzebne dla organizmu, które miało zregenerować uszkodzenia organizmu wynikające z obumierania tkanek.
W pełni zadowolony rozejrzał sę puszczając ciało i pozwalając mu gnić i mutować dalej...
Zauważyliście, ze rozsiane tunele, są niczym innym jak drogami prowadzącymi od wejść do kopalni. wejście do kopalni znajduje się na początku każdej z drużek transportowych. nigdzie na dróżkach nie było ani rozsypanej rudy ani ułożonych takich skrzyń, wiedzieliście, że muście pójść do środka kopalni.
Creed Canue:
Elf stał czały czas przy nich, nigdzie nie zauważył czsrnej rudy wiedział że trzeba zejść do kopalni. -Chyba nie mamy innego wyjścia, trzeba wejść do tej kopalni, ale uważajcie bo może być coś zmutowaneho tam, tylko przypominam bo to jest oczywiste. - Rzekł do towarzyszy dzierżąc miecz w dłoni.
Nawaar:
Dhampir rozejrzał się i nic nie zobaczył, żadnej skrzyni, bryłek rudy po prostu nic! Towarzysze, nie mięli wyjścia i musieli zejść na dół w ciemne tunele kopalni czarnej rudy, ale cóż nie mięli żadnego wyboru, pomimo że tam może czaić masa mutantów, która nie miała takiego szczęścia, by umrzeć od mutacji i żyje gdzieś tam na dole. Silvaster przełknął ślinę i zwrócił się do reszty.
- Tak, Creed nie mamy wyjścia i musimy zejść pod powierzchnie, jako że widzę w ciemności chodźcie za mną, ale miejcie w pogotowiu broń cholera wie, co tam może żyć.
Kończąc powoli zbliżył się do jednego z tuneli, aby najpierw wybadać go słuchem! Nim zapuści się dalej w czeluście kopalni.
Creed Canue:
Elf stanął za dhampirem z wyciągniętą bronią i czekał aż on wejdzie do 4unelu by móc ruszyć za nim.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej