Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.
Nawaar:
Dhampir kiwnął głową ze zrozumieniem i teraz ukazał mu się obraz prawdopodobnych władców tych ziem. W myślach te obrazy były bardzo realne. Para drakonów zajmująca się oddzielnymi dziedzinami działała razem dopóki się nie pochorowali i zajmowali wzajemnie sobą to miasto kwitło rozwijając się w najlepsze, ale czasy dobrobytu musiały się kiedyś skończyć i tak się właśnie stało a harmonia został zaburzona. Następną kwestią były artefakty, jakie mogły mogły świadczyć o ich istnieniu, które powinny być ulokowane w miastach, które już mięli okazję zwiedzać i tu zrobiło się szkoda Silavsterowi, że nie miał okazji takiego czegoś odszukać, bo może by to bardziej naświetliło obraz dwóch bóstw.
- Wracając do artefaktów mówiących pozostawionych, przez Erosa i Thanatosa to masz może ich spis, co dokładnie do nich należało? Nie wiem jakaś broń, klejnot czy coś w tym guście? Zawsze byłoby to łatwiej oszukać wiedząc czego szukać.
Zapytał od tak na przyszłość w końcu mięli sporo czasu.
Canis:
- Gdybym wiedział, to bym już je miał. Nie jest znana ich lokalizacja, znane są lokalizacje ich domów, czyli te dwie wielkie cytadele ich grobowce, gdyż grób jednego mieści się w domu drugiego i odwrotnie. Natomiast w domach nie ma nic. możliwe jest, ze artefakty zostały wyniesione i ukryte. znalazłem mapę, która pokazuje jedną z małych wysp tutaj w morzu Enart. jednak nie jestem w stanie na razie określić która, jednak poszukiwania rozpocznę po udanej kolonizacji. nie można kusić losu, nie warto. Mamy misję i musimy ją wykonać. Tym zajmę się w przyszłości. To chyba w słowach Sigala oznaczało to, ze my żyjemy, a według ich wierzeń nie ma życia bez Erosa, ani śmierci bez Thanatosa. czyli nikt nie powinien żyć ani nie żyć a ich zjawy miały być tego dowodami, czyli zawieszonymi miedzy jednym a drugim życiem. taka była ich wiara... My wiemy, ze niesłuszna, obarczona wieloma błędnymi wnioskami, ale każdy lud tłumaczy świat tak jak umie, oni umieli tak tłumaczyć dlatego mieli swoją specyficzną kulturę.
Nawaar:
- Racja! Pewnie byś je dawno miał skoro żeś sprawdził ich prawowite położenie. Myślę jednak, że ktoś na pewno je przeniósł w inne miejsce, ale jak mówisz na to przyjdzie czas! Musimy najpierw zabrać, co się da i pokazać to królowi. Mam nadzieję, że uda nam się cało wrócić zwłaszcza po tylu przejściach. Wracając do ich wierzeń to muszę przyznać są dość specyficzne, ale to każdy lud ma swoje wierzenia takie czy inne, chociaż nigdy w życiu bym nie przypuszczał, że pozostawią tutaj zjawy, które będą skore do rozmowy. Jeszcze wiele rzeczy w życiu mnie zaskoczy.
Kończąc oparł się o ścianę.
Canis:
Salazar zauważył, jak i zresztą wszyscy pozostali, że słońce chyli się ku zachodowi.
- Panowie, możemy ruszać. godzina drogi i będziemy przy porcie linowym...
Jego przemówienie zakłócił pisk wydobywający się zza uchylonych złotych wrót, piski i ryki nasilały sie, coś do was zmierzało z wnętrza kopalni...
- Przygotować się! Do broni!
Dael:
Gdy Dael usłyszał dziwne odgłosy wydobywajace się z kopali, szybko odsunął się od wejścia na bezpieczna odległość, ściągnął łuk z ramienia i założył strzale na cieciwe. Tak przygotowany czekał na to co wyjdzie z wrót.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej