Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.
Dael:
- Zwierzęta żyją, ale zauważ, czym taka temperatura jest dla Maurena. Prawie niczym. Więc chodzi tylko o przystosowanie się.Hmmm, kopalnia złota... może być dość ciekawie tylko mam nadzieję że będzie w lepszym stanie niż kopalnia węgla Powiedział Dael idąc koło kapitana.
Anette Du'Monteau:
//: Jest coś co by wskazywało, że wiem iż ten sztylet należał do tej grupy Erosa? :D
-Mnie bardziej zastanawia rozległość tych złóż oraz to jak bogate są. Skoro wyspa była zasiedlana wciąż i wciąż...Po pewnym czasie normalnie ziemia byłaby ograbiona z swojego cennego kruszcu.
Creed Canue:
//ok
Creed udał się do Szeklana melkiora i themo.
Nawaar:
- O, ile wrócimy. Zaśmiał się, gdy wspominano temat powrotu. Dla niego był to daleki temat, że nawet o nim nie pomyślał, ponieważ on miał jedynie nadzieje na powrót z tego miejsca. Jednak szedł dalej nie bacząc na tymczasowe przykrości chodzenia w pełnym słońcu. Dhampir ponownie wtrącił się do rozmowy słysząc o walce dwóch smoków podczas obalenia trującej mgły.
- Tak słyszałem, o tej walce dwóch smoków od mojego kuzyna Nathaniela, ale to było tak niesamowite, że nie mogłem mu uwierzyć. Teraz jednak na własne oczy zobaczyłem przedstawiciela tej wymarłej już rasy. Smoki istnieją, kto by pomyślał. Wracając do tego urządzenia to również wspomniał, że było wstanie zniszczyć toksyny z mgły okalając swoją mocą cały statek i dzięki niemu mogliście normalnie oddychać, jeżeli byśmy mieli takie urządzenie, ale o większej sile może coś, by to dało. Jednak na magicznych urządzeniach i magii to się nie znam od tego jesteście wy, byście ogarniali takie technologie, ale jak sam powiedziałeś mamy na te rozważania 79 lat i trzeba być dobrej myśli. Powiedział prawdę, bo na magii i ich zabawkach był laikiem jakich mało i tego nie ukrywał. Silavster szedł twardo dalej dopóki nie poczuł nagłego wzrostu temperatury. Długowieczny poczuł się, jakby zaczynał się topnieć, rozpływać na tej patelni zwanej pustynią. Pot zalał całe jego ciało wypompowując resztki wody z jego organizmu nawet odechciało mu się wycierać oczu i głowy, którą już opuścił patrząc sobie pod nogi, co spowodowało zwolnieniem tempa marszu a nawet lekki zataczanie się na boki. Na szczęście usłyszał, że dochodzą do kopalni, gdzie będzie okazja uzupełnienia płynów i odpoczynku, po sprawdzeniu jej czeluści.
- Jak tak dalej będzie zaraz się odwodnimy. Musimy przyspieszyć, bo skoro jaszczuroczłek ma ciężko, co tu mówić o nas.
Powiedział mając już w ustach "pustynie" i wziąwszy się w garść starał się dotrzymywać kroku, nie mogąc się doczekać wejścia do kopalni.
DarkModders:
Jaszczur szedł obok Melkiora i wozów. Upał był nieznośny, pot lał sie z czoła niemiłosiernie spływając do jego oczu podrażniając je. Co chwile przecierał oczy. Wreszcie ściągnął hełm by przetrzeć głowe. Droga dłużyła sie a w tej temperaturze była katorgą. Nie mniej nie narzekał na to, szedł za kapitanem w stronę kopalni.
- Wooody... - przeszło mu przez gardło, które zdążyło mu wyschnąć ze zmęczenia. Ciekawiło go to najbardziej, jak jego przodkowie żyli w takich trudnych warunkach kilmatycznych.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej