Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.

<< < (125/184) > >>

Dael:
Dael przyglądał się z namysłem,wyspa było niedaleko, nie powinno być tak źle z przeprawą na drgugi brzeg. Chyba że jest przeciwny prąd albo potwory morskie.Wszedł na łódź za resztą i ustawił się koło łańcucha, chwycił go mocno i zaczął ciągnąć.
//Spokojnie,ns początku wyprawy miałem 28 strzał zostały mi 22 jeśli dobrze policzyłem ;) w każdym razie do powietrza jeszcze braknie :D

DarkModders:
Wreszcie ukazał sie kolejny morski brzeg i łódki. Wozy czekały na zapakowanie je na łodzie. Złapał za łańcuchy i zaczął je pchać w stronę łodzi. Piaski utrudniały to jednak wóz szybko znalazł sie przy łodzi. Z trudem zapakował go na łódź, ściągnął z łódki łańcuch i sprawnie wypchał ją z mielizny pakując sie na nią. Powoli łódka zmierzała w stronę kolejnej wyspy. Siedział na łodzi oparty o jej burte wpatrując sie w ląd. Krajobraz był nie powtarzalny, którego brakowało mu na Valfden. Po chwili wpatrywania się ułożył sie na łodzi by odpocząc chwile po długim marszu.

Canis:
//Dael - musisz mieć tego odzwierciedlenie w karcie postaci, ze tyle masz strzał i odejmować je na bieżąco wraz z wykorzystaniem, nie robisz tego, dalej widzę, ze twój kołczan ma ich 30ci.

Salazar i Darius ciągnęli łańcuchy zapierając swoje nogi o krawędzie łodzi, powoli aczkolwiek sukcesywnie nadawali rytm ciągnięcia łańcucha, wprawiali tym samym swoją łudź w stały i ciągły ruch wzdłuż łańcuchów. była to okrutna wysiłkowo praca, w końcu wykonywali ją niegdyś niewolnicy, nikt nie dbał o ich przyjemność i komfort pracy.

Płynęliście i płynęliście, minęła godzina drogi, gdy z oddali dostrzegliście ląd. Była to stosunkowo wąska cieśnina, którą mieliście do przepłynięcia. Podróż minęła bez wielkich ekscesów.

//Jest godzina 10.00 temperatura otoczenia wzrosła do 29 stopni, stale rosła a była to nadal młoda godzina, do najwyższych temperatur brakowało jeszcze kilku godzin, a temperatury była już uporczywa.

DarkModders:
Z powodu braku jednej ręki ciągnięcie łańcuchów szło mu ciężej. Pot lał mu sie z czoła ciurkiem jednak uparcie ciągnął je dalej. ÂŁódka powoli zbliżała sie z każdym centymetrem w stronę cieśniny. Co chwile wpatrywał sie w horyzont wyczekując przybicia do lądu. Zaschło mu w gardle jednak nie zamierzał robić przerwy, opóźniło by to tylko podróż w strone kolejnych ruin.

Nawaar:
Dhampir ciągnął łańcuchy, nie gorzej aniżeli jaszczur ze swym najemnikiem. Nawet fajnie i równo im wszystkim szło, gdy barki rozbijały wodę oddając taki miły dla uszu szum pojawił się na na twarzy długowiecznego mały uśmieszek. Oczywiście wszytko było przyjemne do czasu, gdyż wystarczyło zobaczyć skrawek cieśniny a za nim ląd, by znać o sobie dała temperatura! Silvaster czuł jak jego ubranie staję się suche, po ulewnym deszczu a zarazem mokre od potu i ciągnięcie łańcuchów znów było nieznośne! Jednak on nieutrudzenie ciągnął dalej a wszytko zawdzięczał odpoczynkowi, snu i w końcu pełnym żołądku. Wszystkie trzy aspekty dodawały mu sił, które wkrótce będzie zmuszony zregenerować, chyba że nastała by noc, ale niestety do niej jeszcze trzeba było czekać.
Dhampir mimo to walczył z łańcuchem jak mógł wyczekując dostania się na ląd w głębi cieszył się, że nie musi teraz walczyć albowiem byłby teraz mało przydatny, ale jednak nie wiadomo było dlaczego spod spoconych włosów nadal się uśmiechał. Tutaj pojawia się pytanie dlaczego to robił?   

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej