Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.
Canis:
Bestie były już przy nich, Salazar zrobił krok do przodu składając ręce ze sobą, słać energię magiczną w formie mrotokinetycznych wiązek energii zaczął kreować mortokientyczny pocisk w dłoniach. Swoista kula energii o twardej, stałej strukturze zewnętrznej, zdolna do wielu zniszczeń była gotowa. Salazar chwycił ją w uścisku słanej energii i przy jej pomocy cisnął nią w nadbiegającego do niego zębacza. Uderzyła w klatkę piersiową łamiąc kości, mostek i zebra doprowadzając do zmiażdżenia płuc i bezdechu bestii, ta przewróciła się na grzbiet próbując łapać oddech, bestia dusiła się i umierała w powolnych męczarniach.
Salazar nie zakończył na tym swojego działania, drugą bestię chwycił za kark śląc tę samą energię magiczną, chwycił ją niczym dwoma dłońmi obok siebie, by w następnej chwili nadać impuls energii magicznej, który nakazał złamanie karku niczym zapałki. bestia duszona w uścisk po chwili miała złamany kark, kręgosłup na odcinku szyjnym, który u zębacza był stosunkowo długi.
Po walce spojrzał po wszystkich...
- Wszyscy cali? Idziemy dalej?
Dael:
Dael wytarl krew w trawę, i rzekł : -Możemy iść.
Melkior Tacticus:
- Cali, możemy ruszać. Swoją drogą... skoro co 100 lat nie da się tu żyć to jak one - wskazał martwe gady - żyją?
Canis:
- Mogły się jakoś może schować, może te warunki, czyli zatrucie powietrza utrudnia ale nie uniemożliwia im życia, może zatrucie wpływa bardziej na humanoidy, a na zwierzęta mniej drastycznie. Są takie gady, które potrzebują dużego zapylenia by w ogóle żyć. Ciężko mi powiedzieć.
Maszerowali i maszerowali, a do portu były jeszcze 2 godziny drogi.
TheMo:
Wbił swój miecz w ziemię, by otrzeć go z krwi. Potem włożył do pochwy i ruszył razem z resztą załogi.
-Kto wie, może ewolucja tu tak zapierdala. To teraz do kolejnego portu? Mam nadzieję, że będzie w takim samym stanie, jak poprzedni.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej