Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.
TheMo:
Widząc elfa, który właśnie wstał, sam wrócił do reszty towarzystwa.
-Kapitan mówi, że o świcie. Skoro wstałeś i jesteś wypoczęty, możesz mnie zmienić
Mówiąc to, wygodnie się ułożył na ziemi. Zdjął hełm, a pod głowę położył dłonie i zasnął z twarzą zwróconą ku niebu. Potrzebował chociaż odrobiny odpoczynku przed kolejnym dniem wędrówki w tych tropikach.
Dael:
Dael wzruszył ramionami i stwierdził: -Bez problemu Skoro themo stróżował, to teraz on może trochę popilnować. [/i] Wyprostował sie i obserwował otoczenie.Sprawdzał czy wszyscy uczestnicy wyprawy są bezpieczni.
Canis:
A Silvastera dopadła myśl, ze najlepszym miejscem na pochówek jest miękka ziemia, a taką można znaleźć w dżungli, chociaż zarośla i trawy były by trudne do obkopania bez łopat których nie mieli.
Minęło 6 godzin. o świcie gdy pierwsze promienie słońca nastały, Salazar wstał i zawołał do siebie Dariusa.
- Czy są jakieś puste beczki? Wystarczą dwie. - Powiedział Salazar, a Darius ruszył do swojego wozu, przejrzał beczki i zauważył, że jedna z pieczywem i jedna z mięsem są już puste. Wrócił do swojego pana zawiadomić o tym. - Włożysz szkielety do beczek i zamkniesz je. przeturlasz na skraj dżungli i ukryjesz w trawach. z czasem same zaginą. Jak wrócisz podjedź tu ze swoim wozem.
Dariusz przyturlał beczki do wózka z węglem i przełożył resztki ciał do nich. Założył wieka i turlał każdą z osobna na skraj dżungli, gdzie kopnął je w trawy i zniknęły mu z pola widzenia. Wrócił do Salazara. Przyciągnął wraz ze sobą swój wóz który i tak był kłopotliwy w ciągnięciu zwłaszcza niewyważony z powodu braku tych 2 pełnych beczek.
Salazar skierował swoje obie dłonie w kierunku wózka z węglem. śląc energię magiczną w formie mortokinetycznych wiązek energii, oplótł nimi skrzynkę zaciskając więzy i tworząc swoiste przedłużenie swoich ramion. za pomocą siły woli uniósł 100 kilogramowy wózek i przeciągnął go nad drewniany wóz niewolniczy. Następnie za pomocą swojej woli delikatnie nakazał opuszczenie kopalnianego wózka usadzając go w miejscu, gdzie brakowało 2 beczek. Gdy proces zakończył się sukcesem zwolnił uścisk energii zrywając mortokinetyczne więzy.
Salazar spojrzał dookoła i spojrzał ponownie w niebo. słońce zaczynało wschodzić leniwie rzucając promienie słońca znad horyzontu, jednak nad waszymi głowami kłębiły się czarne i ciemne chmury zwiastujące srogi deszcz.
- Jedźmy, panowie, dość odpoczynku, musimy dotrzeć na skraj wyspy i odnaleźć kolejny port, by przepłynąć na wyspę Hadur.
Powiedział wracając na utwardzony szlak, wraz za nim najemnik Darius, oraz pozostała czwórka najemników Melkiora, która ruszyła za nami, chwyciła za wozy ciągnąć je za Salazarem.
Melkior Tacticus:
Elf wstał, zwinął prowizoryczne posłanie z płaszcza narzucając go na siebie. Zbliżył się do Salazara.
- Możemy pogadać w drodze? Mam pewną sprawę.
Canis:
- Słucham? - odpowiedział krótko ale zwięźle patrząc przed siebie, temperatura była znośna, jednak wiedział, ze za kilka godzin znowu osiągnie pułap cholernie nieznośny, na ratunek jednak po lewej stronie szlaku którym szli, była dżungla, gdzie będą mogli skryć się w cieniu... Wiedział też, ze odległosć od portu to około 5 godzin drogi tym traktem, nie dotrą tam na przyjemne warunki, jednak krótko spędzą czas na przepłynięciu, wierzył, że dadzą radę...
//Jest godzina 6.00, temperatura 25 stopni, zaczyna rosnąć.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej