Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.
Nawaar:
ÂŻelazny grot ugodził zjawę pozbawiając jej awatara na tym świecie! Co spowodowało lekki uśmiech na jego twarzy.
Zjawy dzięki bezbłędnej celności strzelców zostały zdezintegrowane i zniknęły z tego świata choć na kilka minut, tyle wystarczało długowiecznemu do odrzucenia łuku i sprowadzenia pozostałych szkieletów w jedno miejsce nim znów pojawią się duchy. Oczywiście te z kajdanami zostawił!
Canis:
Salazar uporał się z szatą rzucając ją na kupkę szkieletów, w tym momencie pojawiły się tuż za nim, zdążył rozsypać garść soli na kupkę kości pokrytych skórzaną resztką szaty.
6 zjaw zaatakowało plecy Salazara. Nie przebiły się przez pancerz, jednak siła ciosów była na tyle silna, ze stracił równowagę i przewrócił się na przód.
- Spalić! Pochodnie rzucić!- wrzasnął sięgając po szablę i wymachując ją by odgonić zjawy od siebie, od organów, od ciała które pozostawało osłonięte, czyli głównie głowa...
6x Zjawa - atakują napierśnik Salazara pojedynczymi zmasowanymi ciosami...
Nawaar:
Dhampir rzucił się na pochodnie, którą wyrzucił jakiś czas temu. Dzięki swoim naturalnym zdolnością w ciągu paru sekund miał już w rękach płomyk w tunelu, który powinien załatwić sprawę. - Uwaga leci! Silvaster rzucił pochodnią prosto w stertę kości owiniętych szatą licząc na to, że ta szybko się zajmie i da ukojenie zmarłym, którzy przemienili się w zjawy.
Malavon:
Szybkie bydlaki Z energią skumulowaną w swych dłoniach zbliżyłem się do Salazara. Szybko uwolniłem pokłady mocy, dodając krótkie słowa zaklęcia. -Anoshu! Z moich dłoni wydobył się lodowy podmuch, który skierowałem na atakujące zjawy. Jednocześnie uważałem żeby nie trafić niczym Salazara. Chciałem jedynie odpędzić czy pozbyć się paskudnych zjaw.
Canis:
Gdy Silvaster rzucił pochodnie, skóra błyskawicznie zajęła się ogniem spalając od razu pokryte nią kości. Zjawy błyskawicznie zajęły się ogniem i płonęły lewitując w powietrzu. Malavon oddziałując zaklęciem obszarowo w promieniu od swoich dłoni ukrócił ich męki niszcząc manifestowane pokłady energii magicznej. Po krótkiej eskalacji ogień zniknął tak jak i zjawy, kości zaś mieniły się w proch.
- To było mocne... - powiedział okręcając się na brzuch i wstając z ziemi o własnych siłach.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej