Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.
Canis:
- Mhm... Zbierzemy zwłoki w jednym miejscu, dalej sobie poradzę. ÂŻelazne bronie i idziemy! Wszyscy walczymy, kazdy kto znajdzie zjawę, musi ja zabić, zabrać jej ciało, będzie w pobliżu i będzie podobne wyglądem, przeciągnąć i ułożyć stosik... Niekoniecznie będzie ich tylko 5... - Powiedział sięgając po bułat przypięty do pasa. Posłał kulę światła na przód i wymijając Aranasa ruszył w głąb nasłuchując niepokojących dźwięków.
Nawaar:
Niekoniecznie pięć? Czyli może być więcej? Zapytał sam siebie biegnąc za Salazarem - Zatem do dzieła Odpowiedział na słowa jaszczura dotyczące taszczenia zwłok jak i walki z nietypowymi umrzykami. Dhampir mając żelazny miecz w dłoni a drugiej pochodnię oświetlał wnętrze tunelu wszystkim członkom, którzy mieli walczyć ze zjawami. Długowieczny biegnąc korytarzem w dół rozglądał się za swoim przeciwnikiem, bo niewątpliwe jakiś zaraz powinien się pojawić. Wiedział, że będzie musiał dać z siebie wszystko inaczej będzie z nim ciężko.
Dael:
Dael przygotował łuk do najszybszego jak tylko może wystrzału. Był gotowy. Ruszył za Kapitanem ufając mu i przyjmując za dobra monetę jego słowa.
Anette Du'Monteau:
Anette załadowała swoją kuszę i ruszyła naprzód w poszukiwaniu zjaw, duchów oraz ich ciał. Im mniej czasu spędzą w tym miejscu tym lepiej. Kobieta zawsze wolała mieć przed sobą bardziej materialnego przeciwnika niż zjawy i duchy.
Malavon:
Westchnąłem głośno.
-Ech, pech chciał że nie mam nic żelaznego z sobą. Poza zapewne przedstawicielką żelaznej kobiecej logiki. U tych to nigdy nie brakuje tego elementu. Mimo to poprawiłem miecz przy pasie, no i poszedłem za resztą zgrai. Być może oni wesprą mnie swoim żelastwem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej