Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.
Nawaar:
Wiatr rozwiewał włosy długowiecznemu, który przyjrzał się mapą i zdał sobie sprawę, że teraz dopiero wszytko się zaczęło, bo rozkazy padły dość proste albowiem na początek mieli wypłynąć z portu. Silvaster widząc, że zapanował ruch na okręcie to sam postanowił coś zrobić, ponieważ trap został zdjęty i jedyną drogą ewakuacji pozostało jedynie wskoczenie do morskich otchłani i przypłynięcie do portu o własnych siłach. Długowieczny patrząc jak orkowie wciągają kotwicę postanowił im pomóc, by cała sprawa przebiegła szybciej i sprawniej. Podchodząc do nich rzekł.
- Pomogę. W końcu sam mam siły za dwóch. Dodał i zaczął wciągać ciężką kotwicę z morza. Do wyciągnięcia kawałka ciężkiej stali wystarczyło kilka przekręceń kołowrota, a kotwica znalazła się jeszcze na suchym pokładzie okrętu. Kawał stali był oblepiony mułem i wodorostami a nawet zdało się zauważyć oznaki korozji, ale nie były one zbyt duże, żeby trzeba było wymieniać całą kotwicę razem z łańcuchem. Na sam koniec przywiązał ją, by ona nie szurała po pokładzie podczas sztormu i nie zrobiła nikomu krzywdy, dhampir przy okazji usłyszał, że dwójka osób została poproszona na rozmowę do kajuty kapitana, czyli można było stwierdzić, że podróż się zaczęła. Silvaster kończąc wszystko oznajmił, że kotwica została wyciągnięta.
- Kotwica została wyciągnięta! W tedy zaczął rozglądać się za inną robotą, która przyspieszy proces wypłynięcia.
Canis:
Salazar podszedł do Anette, nim poszedł do swojej akjuty pogadac z Malvaonem i Rakbarem.
- My się już znamy, pamiętasz pani? Miałem rpzyjemnosć gościć u ciebie i odebrać pewne dokumenty. Oto klucz dla ciebie. - Powiedział dając klucz od kajuty pierwszego oficera. - To klucz do kajuty pierwszego oficera. Tam będzie Twoje lokum, byś nie była zmuszona do spania z resztą załogi w jednej głównej sypialni. Mam nadzieję, że warunki będą odpowiednie.
Powiedział i udał się do steru, gdzie pierwszy oficer już zarządzał sterem, a był nim ork Durshlak.
- W razie chęci odpoczynku, Twoja sypialnia jest tam gdzie reszty załogi. Nie mam tutaj więcej osobnych lokum, by móc uhonorować twoją funkcję. - Powiedział mrugając oczkiem.
Powiedział i udał się do swojej kajuty wpuszczając Malvaona i czekając na Rakbara. Wskazał miejsca siedzące przy okrągłym stole, gdzie również sam zasiadł.
Darius schował trap pod pokład, wiedział, ze ludzie mogą być głodni i otworzył beczkę z wędzonym mięsem i wodą, wyjął kubki i metalowe talerze. otworzył skrzynie z pieczywem.
- Jeżeli ktoś jest głodny lub spragniony można przyjść i wziąć, chleba mamy dużo, trochę mięsa i wody, niestety na więcej nie możecie liczyć! - Mówił spod pokładu przez kratowaną część luku ładunkowego, gdzie pod spodem urządzona była mała stołówka.
Dael:
Dael nie był głodny ale nie był przyzyczajony do morskiego powietrza, a słońce niemiłosiernie paliło przez co jego pragnienie było wielkie. Podszedł i wziął kubek wody, gdy napił się do pelna, zaczął pomagać jednemu z orków w naciąganiu liny. We dwóch szło to dużo sprawniej. Praktycznie wszyscy na pokładzie byli mu nieznajomi, czuł się jak obcy na przyjęciu na którym się wszyscy znają.
Canis:
Darius po przygotowaniu stołówki i daniu możliwości samowolnej obsługi wyszedł na pokład i podszedł do Daela.
- A pan tak sam? Z nikim nie rozmawia? tutaj dużo znanych osób, warto się zakręcić i poznać szlachciców i hrabiów, warte funkcje mogą nieść korzyści. Wyglądają wrednie a niektórzy wręcz dziwnie, ale to wporzadku ludzie, czasami dziwni ale w gruncie rzeczy jak mówi mój Pan, Normalność to przeciętność, nie można byc normalnym by być nieprzeciętnym, trzeba być innym niż wszyscy. - Mówił podając rękę Daelowi. - przepraszam, jestem najemnikiem, skazanym za przywłaszczenie mienia o dużej wartości, nie chcę być nieuprzejmy i nietaktowny, ale mam nadzieję, że uściskanie dłoni nie będzie aż takim obrzydliwym aktem, którego się dopuszczę... - mówił lekko speszony faktem, ze wyciągnął dłoń do jednak nieznanej osoby, która ma wyższy status społeczny niż on w gruncie rzeczy.
- Widzę, że niezbyt dobrze znosisz morską żeglugę, nie mam nic na to, najlepiej uważać, z czasem możesz się źle poczuć, w końcu choroba morska to nieciekawa sprawa.
Anette Du'Monteau:
Anette kiwnęła głową w podzięce Salazarowi. Faktem było że jakoś nie wyobrażała sobie spania z resztą załogi. Poza tym nie lubiła pokazywać swoich wdzięków każdemu napotkanemu mężczyźnie. Osobna kajuta mogła jej się również przydać do innych celów. W tej chwili postanowiła skorzystać z daru i rozejrzeć się nieco.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej