Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.
Nawaar:
Oni, nigdy nie zrozumieją! Myślał tak, gdy podszedł do niego Dael podnosząc go z ziemi. - Tak. Bywało gorzej. Odpowiedział mu podnosząc bronie i nadal starając się je utrzymać w dłoniach. - Te wyczulone zmysły czasami potrafią uratować życie, ale w takich warunkach mogą doprowadzić do szaleństwa. Mówił spokojnie, bo już się ogarnął i ruszył dalej za pochodem. W końcu minęli to piekło, bo nareszcie las tropikalny w końcu ustępował i robił się rzadszy i dhampir wraz z nastaniem poranka poczuł przyjemny powiew morskiego wiatru we włosach i zdał sobie na dobre sprawę, że gdzieś tutaj powinien być punkt B, który wskazywała mapa czyli port linowy, o ile rzeczywiście przetrwał ten czas! Długowieczny zaczął się powoli za nim rozglądać, ale niestety usłyszał ryk a raczej wiele ryków dużych stworzeń, których nigdy nie spotkał! Jednak to go nie odrzucało i nakazał wszystkim przygotowanie się na walkę! Z przeciwnikiem znacznie liczebniejszym od grupy towarzyszy.
- Szykować się do walki! Siedemnaście wielgachnych i głodnych bestii czai się za tym wzniesieniem- wskazał palcem dokładny kierunek - Nie wiem co to jest, ale łatwo nie będzie! Skończył gadać, bo każdy już wiedział, co i jak. Dlatego, nie czekając nałożył strzałę na cięciwę łuku, którą mocno naciągnął czekając na pojawienie się bestii. Mimo zmęczenia i bólu wywołanego hałasem postanowił walczyć.
Dael:
Dael słuchał przez chwilę ryku, po chwili usłyszał słowa Towarzysza o ilości stworzeń. I o tym że zapewne są wielkie ... Wyjął łuk i przygotował strzałę, nie bał się walki, dawno żadnej nie było, szkoda że musieli zabijać zwierzęta. Nigdy tego nie lubił lecz cóż ... Takie życie walki w grupie.
TheMo:
W końcu wydostali się z gęstej dżungli. Dodatkowo w końcu słońce wróciło na niebo i nie trzeba było już wytężać wzroku. To będzie bardzo przydatne podczas nadchodzącej walki. Starcie było bardzo prawdopodobne. Dłoń, która od dłuższego czasu leżała na rękojeści, zacisnęła się na niej. Wyjął miecz z pochwy i skierował ostrze przed siebie. Drugą ręką sięgnął za plecy i poluzował rzemień do którego był przytwierdzony uchwyt tarczy. Ta zaczęła lecieć ku ziemi, ale Themo złapał za krawędź i zmienił pozycję puklerza tak, że znalazł się przed nim. Podrzucił go nieco w górę i włożył dłoń w imacz. Tak uzbrojony był gotowy na nadchodzące zagrożenie. Wystawił się nieco przed szereg, by szybciej być przy stworach które mogą wyskoczyć. Jednocześnie starał się nie zasłaniać celu łucznikom i kusznikom.
DarkModders:
Dżungla robiła sie coraz rzadsza aż wreszcie ustąpiła piaskom. Dotarli na wybrzeże skąd mieli przejść do portu. Jaszczur rozprostował sie i podążył dalej za kompanami. Wreszcie dotarliśmy do wybrzeża. Pomyśał i wtedy jego myśli zakłuciły ryki. Energicznie odwrócił sie w strone tych ryków i dobył swój Negocjator. W pobliżu coś było i to nie było samo. Czyżby czekała ich kolejna walka?
Creed Canue:
Creed na początku nie wierzył w słowa dhampira że są tam bestie ale po chwili usłyszał ryk, nie wiedział ile ich jest ale to nie był ryk jednego potwora co to jest, nie chce być zjedzony przez jakiegoś potwora. - pomyślał sobie i rozglądał się skąd słychać te ryk.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej