Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.
Canis:
Salazar sięgnął do korków przy buteleczkach z krwią zawieszonych na korpusie, chowając szable szedł na przód na wzniesienie, by dojrzeć cóż jest za nim. Gdy wdrapywaliście się na wzniesienie, które blokowało wam widok, dojrzeliście 17 lwów morskich na plaży, lecz 13 z nich było już w wodzie i usłyszeliście głośny plusk gdy cała 15 tka wypłynęła z plaży na głęboką wodę chowając się pod taflą wody.
Pozostałe 4 były w połowie zanurzone w wodzie, wiec na piaskach, zaczęły ryczeć i wyć, powolnie, lecz nieudolnie zwracać się ku wodzie, by również zniknąć w tafli wody.
- Unieruchomić je! Zabić! - Wrzasnął przygotowując się do własnego ataku.
Machnął ręką nad fiolką krwi zawieszoną na korpusie, oddziałując jednocześnie na krew zawartą w niej, by oddzielić i wydobyć konkretną ilość płynu, całe 200 mililitrów. Wąskim strumieniem wypłynęła z dłoni formując w dłoni lisza kulę.
- Arashiz uruesh!
Energia magiczna poprzez dłoń przepłynęła do kuli z krwi oddziałując na jej wiązania i strukturę. Zaczął tworzyć się idealnie okrągły pocisk wrzącej krwi unoszący się nad dłonią maga. Delikatna struktura wokół kuli trzymała ją w całości, by w następnej chwili Salazar chwycił ją w mortokinetycznym uścisku i cisnął w głowę lwa morskiego, wycofującego się do wody.
Pocisk uderzył w twarz parząc ją całą. W miejscu trafienia pojawiły się pęknięcia na skórze, rany krytyczne wywołujące krwotok. Bestia padła twarzą w wodę, próbując ochłodzić miejsce parzącego uderzenia, jednakże skutki były okrutne, bestia zaczynała umierać...
4/4 Lwy morskie (3 w pełni sprawne uciekają do wody, 1 leży na w pół w wodzie, obejmuje go kara rany krytyczne, czyli jest słabszy, a jednocześnie potrzeba 1 finiszera mniej by go dobić). Pamiętajcie, że to nie takie byle jakie stwory, bez bohaterstwa, najlepiej nie opisujcie śmierci stworzeń, tylko walkę.
Są w odległości 30 metrów od was.
Za kwami morskimi dojrzeliście na wodzie usadowione 5 niskich, szerokich i długich łodzi, były niczym tratwy z burtami o opływowym kształcie. Na plaży usadowiony były kamienne postumenty, z których ciągnęły się długie łańcuchy, które były połączone swymi ogniwami wraz ze wszystkimi pięcioma łodziami i naprężone ciągnęły się w bezkresną dal wody.
(Znacie mosty linowe miedzy przepaściami? dwie liny między 4 słupkami na przeciwległych krańcach przepaści i pod nimi drewniany niestabilny mościk ;>? Taka sama zasada ;) . Tylko łodzie swymi burtami przyczepione do łańcuchów i można je przeciągać na drugą stronę bez wiosłowania po tafli wody, wykorzystując siłę mięśni.)
Creed Canue:
Panowie, nie jest zbyt ciekawie, to są lwy morskie a nie jakiś ścierwojad. - elf schował swój miecz, i ściągnął łuk z pleców, następnie wyciągnął jedną strzałę z kołczanu i nałożył na cięciwę a potem naciągnął użył swojego sokolego oka i wypuścił strzałę w łeb rannej bestii. Nałożył kolejną strzałę na cięciwę.
// atakowałem rannego lwa morskiego.
Nawaar:
Dhampir wdrapał się na górkę, aby mieć lepsze pole manewru i móc dokładniej rozeznać się w sytuacji, która nastąpiła. Silavster się nie pomylił z ilością przeciwników albowiem było ich 17, lecz dopiero teraz dowiedział się, że to są lwy morskie! Niestety większość morskich bestii uciekła do morza chowając się w jego odmętach, tylko całe szczęście w tym, że kilka sztuk a dosłownie czterem ta sztuka się zbytnio nie udała, bo wciąż byli w zasięgu ataku. Salazar odkrył swoje karty i pokazał wszystkim, że jest magiem! Okrutnym magiem, ponieważ rzucone zaklęcie poważnie degenerowało żywą tkankę wywołując wiele bólu na paszczy biednego lwa morskiego! Dobrze jednak się stało, że elf Creed strzelił do zwierzaka aby ukoić jego cierpienie.
Długowieczny również wziął udział w walce i mając już gotową strzałę oraz łuk rozpoczął swój pojedynek z morskim stworzeniem. Silvaster nałożył żelazną strzałę na cięciwę mithrilowego łuku, którą mocno naciągnął i zaczął powoli mierzyć, przystosowując się do przeciwnika wolno uciekającego do morskiej wody. Dhampir posiadał mistrzowskie umiejętności w posługiwaniu się łukami refleksyjnymi, więc bez problemu mógł trafić w oddalający się cel i oddać strzał po kilku sekundach. ÂŁowca w końcu wypuścił żelazną strzałę, która przeleciała piaszczyste tereny i świeże morskie powietrze lecąc w kierunku łba a konkretnie w potylicę morskiego potwora. Licząc na to, że zabije go na miejscu bez konieczności dobijania!
W międzyczasie podnosząc głowę dojrzał łodzie, o których wcześniej mówił kapitan i ku zdziwieniu długowiecznego przetrwały one ten trudny okres jaki tutaj panował, przez tyle lat! Trzeba było przyznać, że inżynierowie znali się na swojej robocie i potrafili robić łańcuchy chyba z nowego materiału niepodatnego na korozję! Normalnie istny majstersztyk! Choć w głębi spodziewał się, że one również zostały zakonserwowane krwią niewolników, lecz tymczasowo tego nie dojrzał dzięki Bogom!
Dael:
Dael usłyszał stwierdzenie Salazara że są to lwy morskie. W życiu nie widziałem takich zwierząt Pomyślał po czym zobaczył atak Salazara i skrzywił się z współczucia dla zwierzęcia. ÂŚciągnął łuk i wycelował w stronę jednego z uciekających lwów. Wycelował w jego głowę z użyciem sokolego oka. Po 2 sekundach celowania wypuścił strzałę... ten strzał był celny lecz miał wrażenie że nie udało mu się przebić czaszki z głowy zwierzęcia popłynęła posoka ale dalej biegł w stronę wody. -Potężne stworzenia Mruknął sam do siebie.I przygotował się do konieczności dobicia.
3/4 (2 ranne)
Canis:
Creed wypuścił strzałę, która uderzyła w głowę bestii. raniona tkanka łusek i głowy pokryta pęknięciami była podatna na głębszą penetrację. strzała przebiła swobodnie łuski godząc w czaszkę, która pękła i uszkadzając mózg. bestia błyskawicznie straciła zdolność samoistnienia, czyli zmarła.
Silvaster oraz Deal strzelali do tej samej istoty. strzały wasze były nieugięte i przebiły się przez łuski lwa morskiego, jednak strzała Deala, po przebiciu łusek była niewystarczająco silna, by przebić się całościowo przez grube i twarde kości czaszki dzikiej bestii. strzała uderzyła tworząc pęknięcie w czaszce, jednak nie przebiła jej. Strzała Silvastera miała więcej szczęścia, po przebiciu łusek i uszkodzeniu czaszki zatopiła się w głąb na 5 centymetrów uszkadzając mózg i dobijając stworzenie ostatecznie.
Nie zdążyliście zareagować, gdy dwie pozostałe bestie zniknęły w wodzie.
- Cholera... ciężko będzie przebyć to wodą... skoro było ich 17, zabiliśmy 2, to 15 czeka na nas w wodzie... Możemy chwilę przeczekać nim wypłyniemy. Może zrezygnują i oddalą się. Co wy na to? Chwila odpoczynku? Załadujmy wozy i beczki na statki, rozłóżmy się i popodziwiajmy okolicę przez godzinę albo dwie. Może odpłyną dalej, to się z nimi nie spotkamy. - Powiedział mając nadzieję, ze taki plan ma szansę się ziścić. Chociaż znał lwy, wiedział, ze raczej nie odpuszczą.
Mając czas na przyjrzenie się okolicy i daleki zasięg obszaru widzenia. patrząc w głąb archipelagu, w prawą stronę co do kierunku z którego szliśmy (czyli na morze Enart otoczone wyspami), wodziliście unoszące się białe opary z tafli morza, była to oczywiście para wodna, której ogromne ilości przedostawały się do atmosfery. patrząc na odległe szczyty gór wulkanicznych, widzieliście ciemne chmury, błyskawice, słyszeliście delikatne uderzenia i huki błyskawic.
- Morze paruje... woda która się przedostaje idzie nad góry i już tam jest jej wystarczająco dużo by generowała obfite deszcze, zatem jest tutaj woda, deszczowa. Zawsze to woda, jeżeli są to duże ilości to mamy źródło wody. są lwy morskie, coś było w dżungli, czyli są zwierzęta a zatem jest możliwe zdobycie mięs. Skoro rośnie tu dżungla, to jest możliwość na takich terenach uprawiania czegoś co lubi takie klimaty, więc jakieś rolnictwo można tu uprawiać... Jest dobrze panowie i pani! Bardzo dobrze! - mówił zadowolony z chytrym i przebiegłym uśmieszkiem na twarzy.
ÂŁodzie były osadzone na mieliźnie, dostęp do nich był bezproblemowy. nie były niczym pokryte, zwykłe drewniane prymitywne łodzie okute od środka i zewnątrz mithrilem. ÂŁańcuchy i kotwiczki również były mithrilowe, dlatego nie uległy rdzewieniu, ani innym wpływom naturalnym. Drewno tych łodzi z kolei porządnie zostało zdegenerowane. niszcząca moc soli dała o sobie znaki, jednak było możliwe ich wykorzystanie dzięki okuciom i wyściółce węglowej.
Salazar podszedł do wód wewnętrznych, znad których tafli unosiła się woda, musiał się upewnić. Delikatnie zamoczył rękę nabierając odrobinę wody, była ciepła, bardzo ciepła. jej temperatura wynosiła 20 stopni jeżeli nie więcej, więc temperatura otoczenia. przyłożył do ust i napił się jej, by w następnej chwili na jego twarzy pojawił się grymas obrzydzenia.
- Nie pijcie tej wody pod żadnym pozorem, okropnie słona, przynajmniej 5 razy więcej ma soli w sobie niż zwykłe wody morskie czy oceaniczne. - mówił oceniając "na oko" a właściwie to "na kubki smakowe".
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej