Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.

<< < (89/184) > >>

Nawaar:
- Po pierwsze, nie patrzyłem się na Ciebie, bo ciągle starałem się wyłapać uszami inne ważne dźwięki, po drugie sam mówiłeś, że nie wiadomo jakie stworzenia tutaj żyją i chyba zapomniałeś, że to nie jest Valfden! Szkoda gadać, bo to i tak nic nie da. Mówiąc to zignorował każde następne słowo wypowiedziane przez jaszczuroczłeka, ponieważ idąc dalej znów jego zmysły szalały, nie dając mu spokoju. Dhampir w pewnym momencie złapał się za głowę upadając na kolana, jednocześnie wypuścił łuk wraz z strzałą. - Niech to się skończy! Wrzasnął, kiedy dźwięki był tak natarczywe dla jego uszu i umysłu. Cała ta zaistniała sytuacja była podobna do tej, którą przeżył w głębi podczas spotkania z jednym przedstawicieli Daby. Wtedy jego mózg został sformatowany na nowo! Tutaj sytuacja się powtarzała, ale była troszkę mniej dokuczliwa. W końcu wrzasnął jeszcze raz. - Są wszędzie! Nie wiem gdzie, ale słyszę je! Te słowa powinny dać wiele do zrozumienia innym członkom wyprawy. W sumie liczył też na to, ze ktoś go łaskawie podniesie.   

Canis:
- Niezależnie czy jesteśmy tu czy na Valfden, wszędzie zwierzyna przystosowuje się do warunków w jakich żyje, ty jako doświadczony myśliwy powinieneś o tym wiedzieć, ale lepiej próbować innych obrażać niż samemu pomyśleć.

Zignorował teksty Silvastera i szedł dalej.


Szliście następne godziny przez dżunglę, gdy dźwięki ucichły, a dżungla zaczęła robić się rzadka. Coraz rzadsze drzewa, niższe trawy i szum wód. wiedzieliście że w końcu docieracie na kraniec wyspy. Gdy wyszliście z dżungli i stanęliście na miękkich piaskach wiedzieliście, że gdzieś w pobliżu będzie cel podróży, punkt B na mapie.

//Zaczyna świtać, jest godzina 6 rano. Dalej panuje temperatura około 20 stopni.

Dael:
- Wreszcie na razie koniec dżungli... Powiedział Dael, poprzednio podniósł Silve z klęczek, czułe zmysły były czasami przekleństwem ... tak jak w tym przypadku -Jak się czujesz ? Zapytał Silvy po czym spytał kapitana: -Są jakieś punkty orientacyjne byśmy mogli łatwiej zorientować się w naszej pozycji i jak blisko lub daleko jesteśmy od punktu B ? Zapytał.

Creed Canue:
Co ten silvaster wyprawia? - pomyślał sobie i poszedł dalej nie zwracając na niego uwagi, tak za wozami z kapitanem pomału zaczeli wychodzić z dżungli a w dodatku zrobił się już ranek, według elfa to było dobrze ale nie wiedział co tu może go czekać, bo nikt żywy z tej wyspy jeszcze nie wrócił.

Canis:
- Jestem pierwszy raz tutaj tak jak i ty, najpewniej gdzieś nie daleko, musimy iść wzdłuż wybrzeża, znajdziemy ten po... - przerwał słysząc wycie z oddali.

Był to ryk niczym lwa, dochodził z plaży za wzniesieniem, brzmiało to jak ryk budzącego się drapieżnika. Tuż za nim rozbrzmiały gromkie wtórowania.

Silvaster mógł swobodnie wyczuć, że jest to w odległości 30 metrów za wzniesieniem, do którego było jakieś 15 metrów od was. Naliczył dokładnie 17 osobnych ryków lwów morskich (o ile spotkał kiedyś te zwierzęta!).

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej