Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.

<< < (65/184) > >>

Dael:
Myśli Daela podążały cały czas podobnym tokiem co Kapitana.- Chcąc nie chcąc wychodzi na to że musimy w jakiś sposób znaleźć ten kult i go zniszczyć by mieć jakiekolwiek większe lub mniejsze możliwości na tej wyspie co do badań.Czy nie wyczuliście czegoś od tej istoty która tutaj była ? Tej sylwetki w czarnej szacie? ÂŻadnej wskazówki w formie  magicznej ? Spytał Dael. Wolał się upewnić.

DarkModders:
- Nie, nie jestem aż tak wyczulony na magie ale zbyt normalnie ta postać nie wyglądała. - powiedział do Daela tocząc beczke. Nke odczuwał teraz takie zmęczenia jak wcześniej.

Creed Canue:
Creed zaczął turlać beczki trochę szybciej by dogonić załogę gdy dotarł do nich rzekł:
-Ten smok coś kombinuje, ja bym mu nie ufał i nie pomagał, tylko jak kapitan powiedział trzeba poszukać wyjście z tej całej sprawy z tymi erupcjami.

Nawaar:
- No, tak 79 lat to rzeczywiście dużo czasu na przemyślenia, jak z tego wybrnąć i pewnie mądre głowy znajdą sposób na rozładowanie energii wulkanu, bo raczej wątpię w dobre serce smoka, który zaprzestałby tego procederu, ale ma u mnie plusa za oszczędzenie nas oraz to, że z nami porozmawiał i pokazał się w pełnej krasie. Dłuuugo to wydarzenie będę wspominał- dhampir przeciągnął słowo i mówił dalej- ale wiecie, co zamiast poszukiwać tego całego kultu, po tym całym archipelagu to sprawmy, żeby to Oni się nami zainteresowali, wszak będziemy przeczesywać każdy zakamarek to w końcu się pokażą. Jeden już zaczepił Salazara wcześniej czyli jest ich pełno i rozstawieni pewnie będą wszędzie, a zwłaszcza tutaj na ich siedzibie czyli całych wsypach. Następnie powrócił do tematu poszukiwacza. - Wracając do tej istoty to powiem wam, że ona nie była żywa ani martwa na bestię też nie wyglądało. Wydawał mi się, że to był cień, który skrywał się pod szatą właściwie to ciężko określić, czym to było, jest i jakie może przyjąć formy. Podzielił się swoimi odczuciami jakie wyłapał jego czuły nos, przy tym nietypowym spotkaniu.

Canis:
- Ja swoje wiem. - odpowiedział kończąc temat pseudo domysłów i wymysłów Silavstera, który nie mógł wyczuć ani wiedzieć wielu rzeczy, które rozpowiadał.


Mijaliście wielkie posągi magów, najpewniej draconów, chociaż bez skrzydeł wykute w skale. By w następnej chwili dojrzeć w kotlinie miasto zbudowane niczym efehidońskie miasto, bez murów okalających, którymi de facto były góry, lecz zwyczajne zabudowania układające się w 3 oddzielne dzielnice układające się w okręgi miasta. w samym centrum górowały podniszczone niszczycielską mocą czasu budynki duże, większe zabudowania kontrolne miasta, zaś w osobnych dzielnicach zwykłe domu nie przypominające żadnych istotnych rzeczy, najpewniej mieszkalne czy handlowe.

- Spotkajmy się na placu targowym, ja idę do budynku władz i sądu, wy zaś przejdźcie się po innych miejscach. Znajdźcie miejsce na magazyn naszych zapasów, tu gdzieś na wylocie miasta, byśmy mieli łatwiejszy dostęp. poszukajcie jakichś wozów ręcznych, które ciągnęli kiedyś jaszczury niewolnicy z minerałami, będziemy musieli jakoś brać część zapasów ze sobą. czekają nas długie wycieczki. Szukajcie czegoś wartościowego istotnego, nie wiem, czegoś, co może się przydać. - Powiedział i jakby nigdy nic wszedł w zabudowania szybko znikajac wam z oczu między budynkami, jakby chciał się ukryć.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej