Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.
Melkior Tacticus:
- No dobra, to teraz pokażmy klasę panowie. Słowa te skierował do Szeklana i Thema, byli w końcu najemnikami i szkolili się do tego typu akcji. Melkior wątpił by coś tu było po za kurzem i antycznymi resztkami mebli i ceramiki. Chwycił Matyldę w ręce i ruszył powoli i ostrożnie do miasta, prowadząc jakoby resztę grupy.
Nawaar:
- Jasneeee..... Przewrócił oczyma dhampir, o tak <ignorant>, bo widocznie jaszczur zapomniał swoje słowa, które powiedział do dziwadła.
Tak pchając beczkę w zupełnej ciszy towarzyszę mijali inne posągi, które pokazywały draconów czyli w sumie założycieli tej cywilizacji jaszczuroczłeków. W końcu dotarli do miasta, które zostało zachowane dość nienagannym stanie, no może poza większymi budynkami, wszak je ugryzł ząb czasu. Teraz nadeszła pora na poszukiwania, czegokolwiek co mogło się przydać na dalsze wyprawy a być może odszukania czegoś cennego. Jednak nie szedł zupełnie bezbronny, bo już w rękach miał łuk oraz jedną z żelaznych strzał albowiem w tym mieście również mogą czaić się jakieś umrzyki albo, Bogowie wiedząc co jeszcze. Tak przygotowany do zwiedzania starożytnego miasta pewnym krokiem poszedł do przodu idąc w dzielnice handlowe i mieszkalne, wszak może w nich znajdzie coś, co będzie miało dalsze zastosowanie a przy okazji znajdzie coś cennego dla siebie, nie zwracając zupełnej uwagi na jaszczura, który skrył się pomiędzy budynkami.
Canis:
Nic nie zwiastowało kłopotów, chociaż kompletna cisza również nie należała do nadmiernie uspokajających. Mijając niewielkie domki, najpewniej mieszkalne, bo zatęchłe domki, małe i większość kompletnie zniszczona nie zwiastowała niczego ciekawego, natomiast dotarliście do pasa murów, które były przerwane w trzech miejscach schodami prowadzącymi na górę, był to grupy wysoki kamienny mur zdobiony różnymi rycinami, które niestety nie miały większego znaczenia, a ich wygląd był nieczytelny ze względu na uszkodzenia. prowadził on jednak na wewnętrzny skwer, gdzie mogło znaleźć się coś innego. U podnóża schodów znajdowała się przewrócona kamienna tablica, połamana, popękana, która miała skrytą mapę w swych zgliszczach.
Gdy odsunęliście resztki kamieni i przesunęliście je, by mogliście spojrzeć na coś, co było prawdopodobnie mapą.
DarkModders:
- Prowadź Melkiorze. - powiedział do kompana podążając za nim. W ręku trzymał swój czarny Negocjator przygotowany do walki. Takie akcje należały do jego specjalizacji. Szedł tak obok Melkiora wpatrując sie w okolice miasta.
- Ciekawe czy znajdziemy tu coś cennego oprócz sterty głazów.
Creed Canue:
Creed toczył beczki, miną posągi draconów bez skrzydeł, a chwilę później dotarł do miasta, większość budynków była w dobrym stanie, ale niektóre a szczególnie te większe zostały poniszczone, najprawdopodobniej przez upływ czasu. Elf słyszał jak rashery dzielą się na grupę, długouchy wolał iść sam, dobył więc swój miecz z szarej rudy i ruszył w uliczki dzielnicy mieszkalnej, cały czas miał się na baczności chodź na walkę się nie zapowiadało.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej