Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.

<< < (59/184) > >>

DarkModders:
Drżenie narastało. Było tak silne że aż powalało z nóg. Szybkim ruchem chwycił sie gałęzi drzewa i mocno się przytrzymał wpatrując sie dalej w stronę posągów. Nagle dżenie ustało i wszystko ucichło. Puścił sie gałęzi i podszedł kilka kroków w przód. To wszystko było dziwne. Każdy trzymał sie tego czego mógł. Nagle drżenie powróciło, było słabsze ale wyczuwalne. Coś sie poruszało, coś ogromnego. Nagle wyłonił sie wielki smok ociekający lawą i wodą. Widząc to monstrum przewrócił się z tego wszystkiego. Przełknął głośno slinę. Pierwszy raz widział smoka na własne oczy!

Creed Canue:
Elf wiedział że podczas takiego trzęsienia nie ustoi nanogach bo to go przewróci więc położył się na ziemi i czekał aż ziemia przestanie się trząść. Po chwili ustało już miał wstać lecz znowu to przyszło i nagle wyłonił się z za gór olbrzymi smok wszystcy kompani, bynajmniej tak mu się wydawało, zdziwili się na widok tej besti To może jego pupil. creed wstał z ziemi i czekał co zrobią jego towarzysze.

Nawaar:
Dhampir zdał sobie sprawę, że ta postać nie jest żywa ani martwa dopiero, gdy pociągnął nosem kiedy stała od towarzyszy parę metrów. Silvaster dodatkowo wyczuł jakiś mrok okalający istotę, a sam płaszcz stanowił jedynie przykrywę czegoś, co znajduje się pod nim. Wtedy też, Salazar się grzecznie przywitał z postacią, po czym ta mając słowa jaszczura gdzieś odwróciła się demonstrując coś, czego długowieczny się nie spodziewał. Istota zademonstrowała pokaz swojej siły, ale nadal nie wiedział, co będą znaczyły słowa "Będziecie świadkami piękna i cudu!" Do czasu aż ziemia zaczęła się trząść na tyle mocno, że zmęczony Silvaster nie miał siły ustać i po prostu upadł na plecy z wyrazem twarzy, który pokazywało ogromne zaskoczenie, bo owa postać znała techniki magiczne lepsze niż, nie jeden mag. Dhampir próbował powstać  z podłoża, ale nie dał rady, nie mógł przeciwstawić się takiej potędze! Jednakże dzięki wielkiemu wysiłku zdołał podnieść głowę i zaobserwować przebieg wydarzeń.
Następnie wszyscy usłyszeli dwa huk niczym rozdarcie wielgachnej góry na pół. Silvaster, jako że nie lubił wybuchów a ni huków zdołał zakryć swoje wyczulone uszy dłońmi, lecz nic to nie dało, ponieważ to wszystko było zbyt potężne i za bardzo ociekało magią, której nie mógł zrozumieć choćby chciał. Jednakże to, nie był koniec, bo za chwilę pokazała się czerwona łuna światła rozlewająca się po okolicy, niczym gorąca i wrząca lawa paląc i stapiając wszystko wokół.
Długowieczny myślał, że to koniec już demonstracji i pokazanie tego piękną oraz cudu. Stwierdził to dlatego, że drgania ustały, jednak to było zgubne stwierdzenie albowiem jego czułe ciało wyłapało kolejne drgania, które lekko rzucały jego ciałem, tylko że tym razem wydawało mu, jakby jakieś ogromne stworzenie zupełnie nie z tego świata kroczyło w stronę zebranych towarzyszy.
Wtedy za zniszczonych gór wyłonił się, Smok! Jakie było zaskoczenie a jednocześnie radość z ujrzenia takiego gada! Dhampir wiedział, że może zginąć w każdej chwili od jego ataku, ale teraz się tym nie przejmował, bo w swym życiu zobaczył dosłownie wszytko! Bestia z legend i baśni była blisko niego prawie na wyciągniecie reki i już wiedział, że będzie miał dużo do opowiedzenia członkom konkordatu. Niech teraz żałują, że tego nie widzą! Przeleciało mu w głowie wiele razy. Silvaster napawał się widokiem bestii przyglądając się każdemu detalowi, by jego opowieść była pełna! O, ile uda mu się powrócić szczęśliwie z tego archipelagu. Smok był większy od niejednej góry i potężniejszy niż każdy anioł, mag, lynkatrop czy wojownik na wyspie razem wzięci jego łuski ociekały płynną lawą, jakby miał w swoim wnętrzu cały czas gotującą się lawę a z jego paszczy wyłaniał się płomień, który pewnie nie nigdy nie wygasał i nawet hektolitry wody nie byłby w stanie go ugasić!
Dhampir opuszczając ręce z uszu wykrzyczał i wskazał palcem na bestię, bo i tak było mu wszystko jedno.
- Smok!!!
Następnie przyjrzał się jaszczurowi, bo sam nie wiedział w prawdzie, co są w stanie zrobić w takiej sytuacji i czy uda się członkom wyprawy przeżyć to spotkanie?       
     

TheMo:
Ziemia zadrżała. I to dość mocno. Themo całkiem stracił równowagę i usiadł na ziemi. W końcu to było lepsze niż upaść twarzą na piach. Kiedy drgania ustał zebrał siły by wstać. Jednak kiedy to zrobił, o mało nie wylądował z powrotem na ziemi. Tym razem z wrażenia. Bowiem jego oczom ukazał się stwór wielki niczym pałac w Efehidionie. Nie było sensu dobywać broni. Nawet kusza nie przedarłaby się przez jego łuskę. Zwłaszcza, że ociekała lawą. Przełknął ślinę.
-Kurwa, to już czwarty.

Canis:


- Argh! - zaryczał niemiłosiernie ziejąc w powietrze ognistymi podmuchami które z ogromną siłą zderzyły się z taflą chmur czyniąc niebo pomarańczowym a chmury rozpędzając w wirach w różne rejony nieba. - Kto śmiał zakłócić mój sen...



- Ja mój panie, ja cie wybudziłem o wielki i potężny władco wulkanów, Vesuviusie!

Ledwo skończył mówić, a smok rozwarł paszczę ziejąc w jego osobę promieniem lawy niszcząc doszczętnie istotę poszukiwacza. Ogień i promień były tak silne że lawa zaczęła lać się strumieniami od ziemi i rozbryzgiwać na wszystkie strony w okręgu 30 metrów. Gorąc, temperatura i wrząca płynna lawa były tak znaczne i tak blisko was, ze czuliście płonące żywe ognie na waszych ciałach. czuliście jak nagły wzrost temperatury zmusza was do skrycia się by nie zostać poparzonymi od samej temperatury, nie mówiąc już o kroplach lawy.



- To nie mój czas... nie mój... - mówił patrząc w górę swymi złotymi ślepiami.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej