Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.
Canis:
Chciał rozruszać to towarzystwo, by zżyło się ze sobą chociaż jedną chwilą zabawy i imprezy. Odłożył księgę na blat, sam zjechał na dolny pokład siadając tyłkiem na poręczy dając możliwość szybkiego dostania się do beczki. zeskakując na sam koniec poręczy chwycił za kubek i zanurzył go do beczki nabierając pojemność kubełka do 0.2 litra i wyciągając z beczki od razu raczył się łykiem trunku, by następnie przetrzeć twarz po po nim. Nie wzdrygnął się, trunki na jego organizm nie działały tak jak na każdy, więc niestety musiał tylko udać lekkie wzdrygnięcie, by następnie unosząc kufel ku górze robiąc obchód po wszystkich na tej części pokładu, by chociaż stuknąć się kubełkiem z zawartością i upić kolejny łyk niczym ze znajomymi spotkanymi na festynie czy w karczmie unoszącymi toasty raz po raz.
Miał nadzieję, że ludzie zaczną się bawić i zapomną o różnych troskach własnego bytu, by zaznali przyjemności i zabawy nawet w takich warunkach jak te.
Dael:
Dael docenił wesołe nastawienie gospodarza i jego chęć rozweselenia towarzystwa. Stuknął się z nim kubkiem upił potężny łyk walnął go po ramieniu i zaśmiał się na cały głos.
Melkior Tacticus:
Od tej strony Salazara nie znał, może ten jaszczurzy czarodziej nie był takim sztywniakiem na jakiego wyglądał. Elf stuknął się z Salazarem, uśmiechnął się i dopił resztę zawartości kubka po czym uzupełnił zawartość do połowy. Zabawa zabawą, on był w pracy i... A pieprzyć to... Powiedział w myślach i obalił połowę kubka na raz.
- Mocne draństwo! Do domenickówki jej daleko ale ręke krasnoluda w tym czuć. Chyba.
Nawaar:
Dhampir przyłączył się do śpiewania stukając palcem i tupiąc nogą do rytmu lutni.
- Choć Ardeńczyk setkę armat ma,
My nie boimy się.
Więc szpadą tnij, nie przejmuj się,
Niech spada łeb po łbie.
Dalej, hej, a nie obejrzysz się,
A on będzie już na dnie.
Tak biesiadując zapomniał na chwilę, o troskach życia codziennego czyli demonach, zjawach przebywających w jego domku oraz kłótni z Proganem w Hali liści. Teraz wypoczywał póki czas i nabierał sił, od czasu do czasu uśmiechnął się, zanucił melodię to małymi łyczkami popijał wódeczkę z beczułki. Salazar jako kapitan wiedział, co robi dając dostęp do trunku i muzyki. Zawsze takie biesiady były jak spoiwo łączące członków załogi pomimo różnić ich dzielących no i zawsze takie coś zapobiegało buntom załogi przeciw kapitanowi jednostki.
Innymi słowy jaszczur miał łeb na karku!
Creed Canue:
Creed zanużył kufel w beczce i stunkął z salazarem wylewając trochę z kufla. Po czym zaczął śpiewać tańczyć i się bawić. A że był lekko podpity szło mu to o wiele weselej i odważniej.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej