Tereny Valfden > Dział Wypraw

Graal pełen krwi

<< < (9/22) > >>

Canis:
Przy ciałach znalazłeś po 5 grzywien, zaś odzyskałeś 2 strzały wyjęte z rąk, ramion ciała podżegacza, pozostałe zostały zniszczone. Odzienie, które zacząłeś zdejmować z ciała podżegacza zostało zniszczone podczas prób zdjęcia go z ciała, na tyle zniszczone i uszkodzone, ze nie mogłeś założyć jego na siebie, gdyż rozdarcia w szwach, które zrobiłeś uniemożliwiają skorzystanie z tego odzienia. Sztylety zostały uszkodzone podczas upadku ciała na ziemię, zaś miecz zniszczony, gdyż upadek na kamień dokonał okrutnych zniszczeń na ostrzu miecza, co również uniemożliwia wykorzystanie go.

//Poprawne statystyki otrzymasz na koniec wyprawy.


- Kurde! - rzekł piskliwy głos podczas kopnięcia ręki przez niziołka. osoba wycofała dłoń i zniknęła z pola widzenia niziołka. Silvaster wracający do wozu też niczego nie zauważył, czy też nie zdążył zauważyć, gdyż wrócił zbyt późno.


Bandyta trzymany przez Salazara zaczął tracić przytomność. Salazar przybliżył swoją twarz do głowy bandyty na odległość 20 centymetrów, czując narastające pragnienie i tłumiony od wielu dni głód, zwolnił swoje hamulce i zaczął badać duszę trzymanego humanoida. Salazar zaczął słać energię w kierunku duszy przeciwnika poprzez swoją głowe, swoje usta, energia zaczęła łączyć się z dusza humanoida i zniekształcać ją tak, by móc rozrywać duszę kawałek po kawałku i transportować zasobność jej energii do siebie. Stworzył więź, która rozpoczęła wspaniały proces pożarcia duszy. Energia kawałek po kawałku była transportowana do duszy Salazara, by tam być niszczona na czysta energię magiczną, a następnie wykorzystywana do regeneracji tkanek w ciele. proces trwał chwilę, gdy załe ciało zostało ogarnięte nową strukturą połączeń, gdy każda komórka doznała połączenia z nową zasobnością i nowymi pokładami energii. Gdy energia zaczęła odżywianie tkanek efekty były zaskakujące. Ciało zaczęło odzyskiwać właściwy jemu wygląd. łuski nabrały koloru, a pęknięcia gnilne zaczęły cię zalepiać. Po zakończonym procesie ciało wyglądało jak nowe, brak było uszkodzeń, było w pełni pierwszej świeżości. Salazar puścił ciało, gdyż bandyta padł martwy po zakończonym procederze pożarcia duszy.

Jaszczur w pełni zregenerowany rozejrzał się dookoła... 3 martwe szkapy 1 bandyta podżegacz 2 bandytów... ładnie...

Nawaar:
Dhampir wrócił niestety z większością zniszczonych bądź uszkodzonych rzeczy. Jednak na prawdę posmutniał gdy zbroja z hydry była całkowicie do niczego, ale chyba umożliwiały naprawę go w przyszłości  i z takim nieciekawym nastroju dotarł do miejsca postoju wozów, gdzie zauważył stojącego i bohaterskiego uśmiechającego się niziołka, który cieszył się z tego, że ocalił wozy oraz konie.
- Stało się coś? Zapytał, Timothiego podchodząc bliżej.
- Tak. Ktoś szperał przy butelkach, gdy obserwowałem okolicę. W sumie miałem już wiać, ale postanowiłem walczyć i kopnąłem szperającą dłoń, ale ciężko mi powiedzieć do kogo należała ani dokąd udała się ta postać, ponieważ zniknęła ta szybko jak się pojawiła, jednakże mówiła normalnym dialektem, więc sądzę, że to była istota rozumna i pewnie teraz nas obserwuje, a tobie jak poszło szefie? Zapytał od tak, by nieco rozluźnić atmosferę.
Dhampir uśmiechnął się słysząc dobre nowiny. - Dzielnie się spisałeś i chyba po powrocie nauczę, cię lepiej walczyć. Wracając do mojej walki to załatwiłem trzech drani dając spokój zabitym przez nich ludzi, przy okazji  i zabrałem im ekwipunek. Przydać się może później, ale niestety będą one wymagać naprawy. Powiedział i wrzucił wszystko na wóz, by rozejrzeć się dookoła w poszukiwaniu jaszczura oraz tego, który miał czelność okraść wóz jednak nie widząc nikogo powiedział do niziołka.
- Widzę, że Salazara jeszcze nie ma. Dziwne sądziłem, że upora się z nimi szybciej ode mnie, cóż trzeba będzie poczekać. Tymczasem usiądź sobie i odpocznij.  Rzekł to spoglądając na miejsce,w  które udał się hrabia a niziołek usiadł na belce patrząc w innym kierunku, by ewentualnie dostrzec inne niebezpieczeństwo. Teraz miał około siebie wojownika, więc mógł odetchnąć.

Canis:
Salazar wycofał się do wozów, by zabrać butelki.
- Chodźcie, konie do oskórowania, zebrania krwi, zebrać trzeba krew z ciał poległych i tak dalej, co wy, na polowaniu jesteśmy, każda zdobycz dobra.

Powiedział biorąc z wozu skrzynię z litrowymi butelkami i od razu wracając na miejsce poległych bandziorów.

Nawaar:
Salazar wyszedł z lasu, by zabrać butelki i zawołać dhampira oraz niziołka. Zanim hrabia poszedł tam gdzie walczył, Silvaster przemówił. - Ktoś chciał ukraść puste butelki. Powinniśmy uważać na innych złodziei. Dodał znów się rozglądając. Jednakże słowa jaszczuroczłeka dotarły do głowy łowcy. Dlatego ponownie przemówił. - Dobrze pójdziemy z tobą, ale razem nie zamierzam ryzykować śmierci mego niziołka. Timothy weź również dużą skrzynkę z butlami i idziemy za nim. Później wrócimy na miejsce mojej walki i również zabierzemy krew z poległych bandziorów. Tak, jak powiedział tak zrobili. Timothy zabrał skrzynkę i udali się w ślady za jaszczurem.

Canis:
Machnał ręką, na przewrażliwionego dhampira i jego troskę o niziołka. Zadowolony ruszył i dopadł się doc iał bandytów. Przeszukał je, znajdujac po 5 grzywien przy każdym z nich, nastepnie zabrał się do rozcinania i zdejmowania pancerzyw  okolicach tętnic udowych i żył transportowych. Biorąc kolejno butle i uciskając żyły, zmuszając krew do wypływania konkretnymi ranami, obracając ciałami na boki po ziemi zlewał krew z dwóch bandytów i bandyty podżegacza. W tym czasie powiedział do Silvastera:

- Oskóruj te szkapy, nie potrafię tego dokonać...

//Pozyskuję:

15 litrów krwi człowieka

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej