Tereny Valfden > Dział Wypraw
Graal pełen krwi
Nawaar:
Konie z wozami pędziły w kierunku wystrzałów. Niestety odgłosy takiej jazdy a do tego butelki uderzające o siebie sprawiły, że towarzysze od razu dawali znać o swoim położeniu, co mogło dać bandytom szanse skutecznej ucieczki. Gdy dwa wozy zbliżył się do miejsca zdarzenia na około 100 metrów, to dhampir miał, o tyle dobrze, że dzięki widzeniu w ciemnościach mógł dokładnie przyjrzeć się całemu miejscu. Wtedy dojrzał trzy konie oraz trzech mężczyzn jeden z nich miał broń palną natomiast pozostali jedynie miecze. Na widok towarzyszy na wozach uciekli w gęstwinę i gdyby nawet Silvaster chciałby ich gonić nie miałby szans, bo z wozem pełnym butelek nie dojechałby daleko i w takiej sytuacji pozostało zrobić rozeznanie wokół spalonego wozu.
- Salazarze niestety nie dogonimy ich, nie z wozami. Cholera! Dranie uciekli w las. Odruchowo wskazał palcem kierunek, w którym bandyci uciekli, ale to nie był koniec informacji. - Dojrzałem, że jeden z nich miał broń palą a reszta zwykłe miecze. Pewnie zwykli rabusie, jakich pełno ostatnio. Dojrzeli łatwy łup i zaatakowali nieświadomych podróżników.
Silvaster zeskoczył z konia i zaczął się przyglądać pobojowisku zostawionym, przez zbrodniarzy. Timothy przerażony widokiem najpierw płonącego konia a teraz palącym się wozem nie wystawiał nosa spoza wóz. Skulił się w środku starając się, by nikt nie zwrócił na niego uwagi.
Canis:
Salazar wychylił się z konia w kierunku płonącego wozu. patrząc na Silvastera przyłożył palec do ust, aby był cicho.
Dostrzegliście, że na wozie siedzą 2 osoby, mężczyzna i kobieta, oboje z ranami postrzałowymi w okolicach serca, ich ciała były częściowo pochłonięte ogniem nie ruszały się, zaś wóz od kół aż po szczyt płonął w ogniu. Nie był zniszczony, w sensie ataku czy zniszczeń, zawartość była nienaruszona jaka by ona nie była.
- Dobrze, że uciekli! - powiedział głośno. - Ważne, żeby nas nie zaatakowali, w końcu nie mamy takich broni by z nimi walczyć. A nasz towar ma priorytet państwowy. - mówił naturalnie ale głośno i donośnie.
Po tych słowach mrugnął oczkiem i pognał konia na przód.
- Spokojnie, ten łup im nie ucieknie, pójdą za nami... - mówił szeptem, wiedział, że Silvaster to usłyszy.
Nawaar:
Dhampir dostrzegł dwa martwe ciała z ranami postrzałowymi w okolicach serca i częściowo zajętymi już przez ogień. Jedno z tych ciał było kobiece, co naprawdę podminowało Silvastera. Bandyci nie mieli za krzty honoru zabijając kobietę z zimą krwią. Dhampir odruchowo zacisnął pięść i spojrzał jeszcze raz na ciała, z którymi nic już nie mógł zrobić. Jednak on łaknął zemsty na zbirach i przyrzekł sobie w głowie. Pomszczę was! Wtedy odwrócił się w stronę Salazara odchodząc od zajętego ogniami wozu. Dziecko świtu słysząc słowa hrabiego od razu domyśliło się, co jaszczuroczłek planuje. Chciał wybawić zbirów, by ci ruszyli za towarzyszami w ten sposób choć w cale nie zamierzony będzie miał okazję do zemsty na bandytach. Dlatego, gdy Salazar mrugnął dhampir odpowiedział uśmiechem i wsiadł ponownie na konia i popędził go aby znów zrównać się z towarzyszem i pochwalić jego plan, który usłyszał gdy jaszczuroczłek szepnął.
- Sprytnie to sobie zaplanowałeś. Powiedział również szeptem. Niziołek cały czas leżał płasko, by nie zbudzać swojej uwagi. Silvaster za to starał się wyłapać uszami czy bandyci ruszyli za dwoma wozami, aby być szybciej gotowym do walki.
Canis:
- Spokojnie, to potrwa zanim się zdecydują. - Powiedział gładząc grzbiet konia, - Skoro podpalili tamten wóz, nasz może też spróbują podpalić, więc przyjdą z pochodniami... W końcu my też będziemy musieli załatwić sobie światło. Powiedział wskazując na niebo. Po płycie księżyca widać było smugi czerni, chmur napływających z zachodu. Popędził delikatnie konia by jechał dalej. - Jesteśmy wolniejsi od nich, nasze konie ciągną wozy ich jadą bez zatem nas dogonią o ile zaryzykują. Kontynuujmy naszą przeprawę normalnie.
Nawaar:
- Dobrze. Jedźmy zatem dalej choć w głębi liczę na ich rychłe pojawienie się. Mam ochotę zemścić się za tych ludzi a jeżeli tak jak mówisz przyjdą z pochodniami to zdradzą swoją pozycję szybciej, a do tego mam niziołka na wozie, który ostrzeże w porę. Odwrócił na chwilę głowę, by spojrzeć na wóz i wystraszonego Timothyiego. - Nie bój się wszystko będzie w porządku, ale gdy dostrzeżesz niebezpieczeństwo daj znać. Powinienem ich wtedy ściągnąć z łuku nim zdołają tutaj podejść i wrzucić pochodnie, jednakże jeżeli stanie się ten najgorszy scenariusz to zeskocz z wozu, nie mogę sobie pozwolić na twoją śmierć, bo za dużo umiesz. Powiedziawszy to odwrócił się w kierunku jazdy i wtedy przemówił maluch.
- Dobrze. Dam z siebie wszystko. Powiedział siadając i patrząc czy coś nie nadjeżdża. Silvaster smagnął jeszcze raz lejcami przeklętego i ruszyli do przodu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej