Tereny Valfden > Dział Wypraw
Fałszerstwa
Mohamed Khaled:
Dla Kruka, ubranego jedynie w szaty i płaszcz, podróż była katorgą. Hemis... Najgorsza pora roku, wszystko zostaje spowite cieniem, śnieg na traktach, utrudnione przejazdy, narastający gniew i bandyctwo.
- Zimno... - otulił się szczelniej płaszczem, szarpiąc delikatniej lejce.
Koń prychnął niezadowolony i przyśpieszył.
DarkModders:
Jazda przez gruby śnieg była uporczywa. Do tego wzmagał się zimny wiatr wiejący ci prosto w twarz. Droga jednak była nad wyraz spokojna. Wreszcie wjechałeś w droge prowadzącą przez las. Kilkanaście metrów dalej przed tobą leżał człowiek, wyglądał na nieprzytomnego.
Mohamed Khaled:
Kruk niemal natychmiast zatrzymał konia i ściągnął kuszę z pleców. Nałożył bełt na rowek, naciągnął linkę i położył ją delikatnie na grzbiecie konia. Chwilę potem wysunął także katanę i ukryte ostrze. Wszakże, nieznajomy mężczyzna, nieprzytomny do tego, mógł być przynętą. Gdzieś w tych drzewach skrywali się zbóje, czekający tylko na to, by biednego czarnucha okraść...
Podjechał delikatnie do mężczyzny, głośno i wyraźnie wypowiadając słowa.
- No, no.. ÂŁadny kąsek. Może Cię zabije, mhm? A potem ograbię i wykorzystam...? - miała to być swoista prowokacja do ujawnienia prawdziwego oblicza tego przedstawienia.
DarkModders:
Miałeś racje co do zasadzki. Podjeżdżając bliżej koniem zobaczyłeś jak staje na wnykach, które wbijają się w jego nohe. Koń zwalił cie z grzbietu. W tym momencie wyszło zza krzaków trzech bandziorów plus ten, który udawał martwego.
4x Bandytów
//Jeden jest metr od ciebie i stoi nad tobą z mieczem w dłoni. Pozostali są 5 metrów od ciebie, biegną.
Mohamed Khaled:
//Działa na mnie kara co do temperatury, co powoduje iż tracę po jednym finisherze z każdej specjalizacji walki.
Czego można chcieć więcej, gdy ma się przy sobie kuszę, katanę i ukryte ostrze, a nad sobą przeciwnika który nie ma bladego pojęcia że za chwilę zostanie ranny?
Bandyta nawet się nie obejrzał, to była zaledwie sekunda. Kruk korzystając ze sposobności, zwalił własnymi nogami jego napastnika z jego nóg, wysuwając ukryte ostrze i dźgając go na oślep w podbrzusze. Nie wiedział gdzie celował, chciał się pozbyć jednego z napastujących go ludzi... I po częsci mu się udało. Ostrze póki co go nie zabiło,a a jedynie poważnie zraniło - wyłączając tym samym kolegę z walki na pewien czas.
Musiał jednakże nadal się pilnować. Już niedaleko byli jego "przyjaciele", chcący sprawić mu niezwykłą niespodziankę. W ruch poszła kusza. W mgnieniu oka wystrzeliła bełt, który pomknął w tego najbliżej. Niestety, zła trajektoria lotu, śnieg i wiatr, utrudniły mu cel. Zamiast w serce, trafiło w brzuch, zagłębiając się.
Wyeliminował już z gry dwóch. Zostało jeszcze dwóch, którzy już się zbliżyli...
Kusza poszła w odstawkę, teraz liczyło się ostrze. Katana cięła jak oszalała, blokowała i unikała obrażeń jak żywa dusza. W końcu, gdy po czwartym uniku w śniegu, Mohamed miał dość, zdzielił jednego kopniakiem w nogę, a drugiemu ciął wzdłuż szyi. Krew trysnęła, uleciała, a ciało bezwładnie spadło na ziemie...
3x Bandyta - w tym ranny od ukrytego ostrza w podbrzusze + drugi ranny od bełtu w brzuch.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej