Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
Funeris Venatio:
- Tak mi się wydaje... Wy też widzieliście sarnę przemykającą przez drogę, prawda? Mocno krwawiła... - rzekł niepewnie. Potrząsnął głową jakby chciał odrzucić od siebie tę myśl albo sprawdzić, czy na pewno to była prawda. Spojrzał w prawo, patrząc w mrok. Nikt nie wiedział, czego szuka, on sam też nie wiedział. Szturchnął lekko Yodę piętami, by ruszył przed siebie, lecz zrobił to tak lekko, że koń ledwo co zaczął człapać traktem.
Evening Antarii:
Sarna? Evening z konia nie widziała dużo. Na pewno nie zauważyłaby tego, że zwierzę krwawiło. Choć wiadomość o tym, że była to tylko zraniona łania, uspokoiła dziewczynę.
-Uciekła drapieżnikowi? W tych lasach nie ma wielu myśliwych...- mimo to jechała dalej. Spotkać sarnę na obrzeżu pól i lasów to przecież nic dziwnego. Chore zwierzęta też się zdarzają. Nie uznała tego za bezpośredni powód do paniki.
-Fun, w ciemności niewiele można dostrzec- dodała, gdy zauważyła, że jej ukochany patrzy się w mrok. Zupełnie nie wiedziała po co, bo niczego szczególnego tam nie dostrzegała. Choć domyślała się, że to miejsce mogło przywoływać wiele złych obrazów w jego głowie. Chciała go trochę uspokoić. -To tylko cienie i poruszające się gałęzie drzew. W lesie jest mnóstwo zwierząt. Jedna sarna to nic szczególnego...- wypowiadała te słowa bez przekonania... jakby sama w nie nie wierzyła. -Jedźmy dalej w pobliże tej ruiny.
Jednocześnie spojrzała się na Lucasa pytająco z nadzieją jakiejś wskazówki. Albo żeby chociaż potwierdził jej słowa. Chciała dowiedzieć się, co on o tym myśli. Być może tylko jej umykały jakieś ważne sygnały?
Funeris Venatio:
- Jakiej ruiny? - spytał szczerze zdziwiony. Kula światła Lucasa nadal świeciła nad ich głowami, więc gdy rycerz mijał miejskie spotkania cienia, bądź sarny, spojrzał na trakt. Nie było śladów racic, nie było śladów krwi, nie było nic. Nic nie wskazywało na to, że przed chwilą przebiegło tędy jakiekolwiek zwierzę.
Evening Antarii:
Na twarzy dziewczyny malowało się zdziwienie. Spostrzegła, że Funeris szuka śladów na trakcie, lecz i ona nic na nim nie ujrzała. To ją jeszcze bardziej zaniepokoiło. -No widzisz? Zdawało ci się- rzekła pocieszającym tonem, gdy rozejrzała się wokół traktu. Zdała sobie sprawę, że wolałaby jednak, gdyby na ścieżce były te ślady, że nie były to zwidy, lub gorzej - majaki.
-Chodzi mi o ten stary dom przed nami... Nie widzę wiele... Może ty dokładniej pamiętasz to miejsce? Zbliżmy się tam i zbadajmy je
Funeris Venatio:
Funerisowi przed oczami stanął widok ciągnący się aż po horyzont - zwierzęta nabite na pal. Ociekające krwią, z wyprutymi na zewnątrz wnętrznościami, z wydłubanymi oczami. Smród wywracający żołądek na drugą stronę, lepki i słodki, przeraźliwie nieznośny i nie do wytrzymania. Zobaczył ten właśnie młyn, który majaczył w szarówce przed nimi - znowu stał w ogniu, znowu płomień był niebezpiecznie blisko i smalił jego ciało. Płomień, który zdawał się być czerwony i wręcz niewypowiedzianie czarny.
Anioł potrząsnął głową i zdał sobie sprawę, że wszystko jest normalne. Młyn nie płonie, a zwierzęta nie konają w męczarniach. Ale na jego napierśniku wyrosła plama krwi. Powiększała się z każdą chwilą. Jego pióra, zawsze nieskazitelnie białe, teraz pokryte były krwią. Funeris jechał przed siebie i zdawał się tego nie dostrzegać, chociaż Yoda zaczął się robić nagle dziwnie niespokojny, zupełnie tak jak i inne wierzchowce.
- Zartacie... - odezwali się niemalże równocześnie rycerze jadący z tyłu, zamykający pochód. W ich głosach słychać było przerażenie i niedowierzanie.
//Teraz zacznie robić się gęsto i mrocznie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej