Tereny Valfden > Dział Wypraw

Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy

(1/53) > >>

Funeris Venatio:
Nazwa wyprawy: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
Prowadzący wyprawę: Funeris Venatio
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: przynależność do Bractwa ÂŚwitu
Uczestnicy wyprawy: Funeris Venatio, Evening Antarii, Lucas Paladin



Yoda stał w stajni dziwnie niespokojny. Boks obok niego swoje miejsce zajmował Tancerz, również parskający i prychający na każdego. Nie chciał dać się uspokoić stajennym, którzy dwoili się i troili przy jego masywnej sylwetce, by tylko udobruchać wierzchowca ważnej zakonnej osobistości. Z drugiej strony koń Wieczorka stał niewzruszony, dziwnie wręcz apatyczny. Nie reagował na nic, poddawał się czyszczeniu z niespotykaną obojętnością.

Evening Antarii:
Caledus tylko przez chwilę wydawał się apatyczny. Wcale taki nie był. Już dawno wyczuł zbliżającą się podróż przez zabiegi pielęgnacyjne stajennych. A gdy po długim czasie ujrzał swą właścicielkę, tym bardziej się "ucieszył" w taki swój zwierzęcy sposób.
Eve pogłaskała go po białej łacie na policzku, a potem jeszcze po brzuchu. Sierść miał wypielęgnowaną, jakby szedł na wystawę. A przed nim przecież trudy długiej wymagającej wędrówki.
Sprawdziła uprzęże, paski i paseczki przy siodle, lejce. Rzekła do Caledusa kilka uspokajających słówek. Głos starała się zachować spokojny i stonowany. Wyprowadziła konia z boksu i dosiadła go, czekając na towarzyszy.

Lucas Paladin:
Lucas zauważył zaniepokojenie swojego przyjaciela. Tancerz stanowił jedność z mścicielem, Lucas nie pozwoliłby, żeby cokolwiek złego działo się ogierowi. Podszedł do konia i delikatnie poklepał go po pysku i uspokoił paroma słowami. Spojrzał na Evening i Funerisa. Wiedział, że święci się coś poważnego, ale był gotów do drogi. Jak zawsze.

Funeris Venatio:
Yoda strzepnął łbem, gdy Funeris podszedł do niego. Nadal nie mógł się przyzwyczaić do myśli, że coś się zmieniło w jego właścicielu. Nie tyle zewnętrznie, bo zapewne koń nawet nie dostrzegł przekrwionej białkówki lewego oka, ale wewnętrznie - wierzchowiec wiedział, że oto stoi przed nim jego dawny pan, ale czuł, że obok niego stoi ktoś jeszcze. Ktoś tak zupełnie inny i identyczny zarazem, że aż wszystkie zwierzęta wokół nie wiedziały jak zareagować. Jedne były niespokojne, drugie dziwnie apatyczne. Jakby czytały bardziej jedną bądź drugą stronę jego... nowej duszy. Uczucie dziwne, które samemu Funerisowi doskwierało bardziej niż komukolwiek innemu.
Po niedługiej chwili byli już na trakcie. Funeris z Lucasem i Evening z przodu, jadąc strzemię w strzemię, a za nimi w dwóch dwójkach rycerze Derek i Goler oraz paladyni Plamer i Monte, tworzący ariergardę. Pogoda była wcale przyjemna, nie wiało. Przed nimi długie kilometry podróży.

Lucas Paladin:
Lucas nie do końca wiedział jak się zachować przy Evening i Funerisie. Wiedział, że są parą, potrzebowali intymności, a on czuł jakby nie do końca był właściwą osobą przy tej dwójce. Owszem, uważał ich za swoich przyjaciół, nienmniej jednak nie zamierzał im przeszkadzać. Zwłaszcza, że Funerisa tak długo nie było. Odjechał więc delikatnie na bok oddając się swoim myślom. Czekał na to, co stanie się gdy sam zostanie Aniołem. A przede wszystkim rozmyślał. O sekcie Orwella, niebezpiecznym czarnoksiężniku, który jeszcze nie tak otwarcie, ale zagrażał Bractwu oraz o tym czy sam kiedyś będzie szczęśliwy jak Ci dwoje. Poklepał przyjaźnie Tancerza po ramieniu i jechał dalej ze wszystkimi.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej