Tereny Valfden > Dział Wypraw

Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy

<< < (9/53) > >>

Lucas Paladin:
Lucas uważnie się rozglądał w drodze. Chciał mieć pewność, że nic ich po drodze nie zaskoczy, nie napadnie. Widok Funerisa był niepokojący. Zimno dawało się we znaki, Hemis to nie był najlepszy okres na podróż w pełnej płycie, bez swetra pod spodem. Miał nadzieję, że cel znajduję się w miarę blisko, bo Lucas miał nadzieję, że nie zamarznie zanim prześwięci paru sekciarzy Orwella. Trzymał się blisko Anioła, żeby mieć go na oku, gdyż to w nim leżało rozwiązanie zagadki owego niepokoju, jaki nastał.

Evening Antarii:
To była dość... ciężka noc. Właściwie jeszcze się nie skończyła. Zmęczona zimnem i wciąż prześladującym ją złym przeczuciem, Eve po zebraniu wszystkich rzeczy z obozowiska, dosiadła Caledusa. Wiedziała, że była dość osłabiona. Spała niewiele, wyobraźnia płatała jej figle, na dodatek martwiła się też stanem Funerisa. I niepokojącymi odgłosami dochodzącymi z lasu.
Potarła twarz dłońmi, by nieco się rozbudzić i zachować czujność. Uczono ją jak być wytrwałą w walce i znosić ból. Przetrwa i to.
Droga prowadziła na północ, a potem skręcała. Grupka konnych rycerzy w ciemnościach znów przemierzała tutejsze szlaki. Eve jednak nie znała tego miejsca.
-Dokąd jedziemy?...- spytała, przerywając ciszę.

Funeris Venatio:
Funeris odezwał się chwili, gdy skręcali na zachód. Niebo zaczynało robić się nieco bardziej szarawe, ustępująca czerń uciekała do swoich mrocznych kryjówek. Naprzeciwko siebie mieli tylko równinę, drogę, strumień trochę po lewej, teraz już niewidoczny. I pewien budynek przed sobą, przy korycie niegdyś większej rzeczki, który stał zrujnowany. Kompania zdawała się na niego nie patrzeć. Nawet nie to, że nie mogli, ale jakoś instynktownie i podświadomie nie chcieli. Jakby z miejsca uznali, że tam nic nie ma.
- Odtwarzamy drogę mojej ostatniej zapamiętanej wędrówki, Wieczorku... - powiedział. Chciał jeszcze coś dodać, ale przez drogę przebiegł cień. Rozpłynął się w mroku.

Evening Antarii:
Coś nie pozwoliło aniołowi dokończyć... Eve rozkojarzały te towarzyszące im cienie. Duchy? Zjawy? Trudno było jej to nazwać. Wodzenie wzrokiem za cieniami nie miało sensu - widziała je tylko przemykające koło nich, przez ułamek sekundy, były ulotne, szybkie, trudne do uchwycenia. W dzieciństwie bała się ciemności. Przy jej łóżku całą noc musiała płonąć świeca. Strach zaczynał się wtedy, gdy podmuch wiatru zgasił tlący się płomyk. Ale teraz nie był to strach, a dziwna bojaźń i... dezorientacja. Niewiedza z czym mogą mieć za chwilę do czynienia. Zastanawiała się, czy innym także towarzyszy takie wewnętrzne uczucie niepokoju jak jej. Wzdrygnęła się tylko i wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z Funerisem. Zwolniła i wyrównała Caledusa z Yodą.
-Co to może być?...- szepnęła. Wtedy też zobaczyła przed sobą budowlę odcinającą się nieznacznie na tle czarnego nieba. Wyglądało to na dom... Lecz całkiem stary i zniszczony, długo nieużywany. Jakaś osamotniona ruina wśród tutejszych pól i lasów położona nad strumieniem. -Pamiętasz tę budowlę?- dodała jeszcze wytężając wzrok przed siebie.

Lucas Paladin:
Cień przemknął, gdy Funeris jeszcze mówił, nie dając Aniołowi dokończyć. Być może jakaś tajemnicza siła nie chciała, żeby dokończył. Lucas widział w swoim życiu wiele rzeczy budzących grozę. Od potężnych demonów, przez posiadłość Boleskine, po stosy ciał przeszytych włócznią, czy dzieci wiszących na hakach kanibali. Ale to sprawiło, że poczuł lęk. On, Lucas Paladin, Marszałek Koronny, Wielki Kanclerz Bractwa ÂŚwitu, święty mściciel i przyszły Anioł poczuł naturalny, po prostu ludzki strach. Cokolwiek napotkał Funeris podczas swojego zniknięcia sprawiało, że rycerza przechodziły ciarki po plecach. Chociaż Gondar, z którym mieli się wkrótce zmierzyć, również do przyjemniaczków nie należał, mimo to nie budził w Lucasie tego przerażenia. Rycerz spojrzał na Funerisa, jakby oczekując jego reakcji na to, co się przed chwilą wydarzyło i zapytał:
- Przyjacielu? Widziałeś to, co my?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej