Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
Evening Antarii:
Dziewczynę ogarnęło złe przeczucie. Nie potrafiła powiedzieć co było jego źródłem. Dokuczające zimno? Zmęczenie? Może coś, co majaczyło w ciemnościach, lecz jej ludzkie zmysły były za słabe by to wychwycić? Miała wrażenie, że gdy się odwróci, za nią będzie stało zło w najczystszej postaci. Z wybałuszonymi oczami, najstraszniejszą twarzą jaką można sobie wyobrazić - taką z koszmarów. Pełną blizn, zadrapań, świeżych ran, paraliżującego spojrzenia... Bała się, że nie zdąży uciec, że demoniczna siła porwie ją w najczarniejsze czeluści...
To tylko wyobraźnia...
Evening w zasięgu wzroku miała ognisko i krążącego po lesie Lucasa. Nieznośna woń czegoś niespodziewanego unosiła się w powietrzu, na pozór niewyczuwalna. Może jedynie przy pomocy szóstego zmysłu, w nadprzyrodzony sposób.
Przemieściła się blisko obozowiska. Cząsteczki jej ciała odtworzyły się idealnie w miejscu, które wcześniej upatrzyła.
-Fun...- rzekła zaniepokojona, gdy znalazła się bliżej anioła- także do niej dotarł stukot. Dla niej złowrogi, ale to przez wyobraźnię... Przynajmniej tak sobie to tłumaczyła. Echo niosło się, nie było głośne, ale w jej uszach niemal dudniło.
Zariel:
Funeris również to poczuł, poczuły to wszystkie anioły. Jasność Zartata odczuwana dotąd silnie zmalała, coś bardzo mrocznego przysłoniło to światło. Niepokój ogarnął anioła.
Funeris Venatio:
Funerisa uderzyły dwie rzeczy na raz. Najpierw jakby ktoś zabrał cząstkę jego, wsadził ją do glinianego naczynia i zakopał głęboko pod ziemią. Niby ona tam była, niby wiedział dokładnie gdzie i jakoś ją tam słyszał, ale było to jednocześnie tak odległe, że najzwyczajniej w świecie czuł jakąś stratę. Właśnie teraz, w tym momencie, ogień Zartata żarzący się w jego duszy... przygasł. Ktoś go przysłonił, włożył do niewidzialnego i odpornego naczynia i zakopał gdzieś bardzo głęboko. Nie miał pojęcia co to może być. ÂŻadnych wskazówek. Było to jednak tak nagłe i nieprzyjemne, że aż go zemdliło. W ustach poczuł niesmak, głowa szumiała i świat jakby na moment skręcił się o kilka stopni w jedną stronę.
Anioł podźwignął się na nogi i spojrzał w stronę, skąd dobiegał głos. Udało mu się to zrobić tylko przez chwilę, gdyż tak jak każdy obecny w obozowisku, mimowolnie odwracał wzrok. Chciałby spojrzeć, chciałby zerknąć i pomyśleć o tym, ale nie potrafił. Jakkolwiek mocno by się nie starał, po prostu tamten kierunek był dla niego owiany tajemnicą, nieprzenikalną ścianą złożoną z grozy i strachu.
Lucas dotarł z powrotem do obozowiska.
Lucas Paladin:
Widok Funerisa zmartwił rycerza. Nie był Aniołem i nie znał tajemnic Zartata, ale potrafił dostrzec niepokój na twarzy przyjaciela. Lucas natychmiast podszedł do niego i postarał się go przytrzymać. Wiedział, że musi teraz być przy jego boku, podtrzymywać go i wspierać. Tego wymagała od niego przyjaźń.
- Czcigodny... - odezwał się lekko niemrawo - Co Ci jest?
Funeris Venatio:
- Czcigodny... Gdzie? - spytał trochę z braku zrozumienia anioł. Nie wiedział o kim Lucas mówi, już chciał się obejrzeć wokół, gdy zdał sobie sprawę, że przyjaciel stoi przy nim. Postanowił później poruszyć ten temat, w wolnej chwili.
Wstał z kolan, ocenił niebo i rozejrzał się po obozie. Do świtu pozostało jeszcze kilka godzin, ale jest hemis, więc i tak wstaje ono późno. Dlatego wydał rozkaz zwinięcia obozu i ruszenia dalej. Ich droga szła na północ, lecz szybko zakręcała na zachód, przechodząc koło strumienia i tego młyna, na którego nikt instynktownie nie chciał zwracać uwagi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej