Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
Lucas Paladin:
Lucas trzymał się nieco z tyłu, jednak nadal blisko Funerisa i Evening. Nie zwracał zbytnio uwagi na całe zamieszanie, ostatnio nie zwykł przejmować się trywialnymi problemami. Kiedy więc minęli targ w Rizli i dotarli na zamek, rycerz poczuł ulgę. Jak widać Zuesh nie narzekało już na zniszczenia po wojnie z demonami, a handel kwitnął, miasteczko żyło, a rasa Kunan rozwijała się na swoim lądzie. Po wejściu na dziedziniec Lucas, podobnie jak Eve i Funeris dosłyszał krzyki.
- Oho, czeka nas oficjalne przywitanie?
Funeris Venatio:
Małe poruszenie było całkiem zrozumiałe. Oto w zamku pojawiło się ścisłe kierownictwo Bractwa ÂŚwistu, Wielki Kanclerz z Marszałkiem, do tego najznamienitsza wojowniczka tych czasów. Wszyscy oni przybyli do Chevalier bez zapowiedzi, jakby w odwiedziny u starego przyjaciela z wojska, z którym nie widzieli się wiele lat, a wiedzieli tylko, że nadal mieszka na starych śmieciach. Ăw przyjaciel, Robin Hobb, pojawił się po krótkiej chwili. Wyszedł z kordegardy i od razu ruszył w stronę trójki przybyszów. Funeris wystąpił mu naprzeciw, ściskając człowieka w silnym i krótkim, bardzo męskim uścisku. Namiestnik Bractwa na Zuesh skinął głową najpierw kobiecie, potem mężczyźnie. Tak go wychowano.
- Bracia, siostro, rad jestem, że was widzę. Całych i zdrowych.
//Ogólnie to mam nadzieję, że weźmiecie udział w rozmowie, ja będę głównie kierował teraz NPC.
Lucas Paladin:
Czyli Lucas miał rację, fakt, nie zawsze w placówce Bractwa zjawiały się najważniejsze osoby organizacji, w tym Anioł. Mściciel nie znał Robina, więc odwzajemnił mu ukłon, czyniąc to z szacunkiem godnym zarządcy tego wspaniałego zamku. Chevalier iście robił wrażenie, to była placówka idealna dla żołnierzy Bractwa ÂŚwitu, którzy w ten sposób mogli spokojnie mieć pieczę na terenami Zuesh w razie niebezpieczeństwa ze strony demonów. A nikt lepiej nie znał się na ich zabijaniu jak rycerze Zartata.
- Witaj, Bracie. - odrzekł Lucas - Widzę, żeście nieźle się urządzili na tej wyspie, zamek przypomina mi naszą siedzibę na Valfden. Jak sytuacja? Demony przegnane zupełnie?
Funeris Venatio:
- One nigdy nie zostaną przegnane zupełnie. Faktycznie, nie panoszą się już po runiach miast, nie chadzają po gościńcach, ale jednak nadal w pojedynczych ilościach można je spotkać po jakichś zakamarkach. Z nielicznymi ganiamy się jeszcze po Bisorze. - Robin cały czas mówił, jednocześnie zapraszając gości w głąb zamku. Przeszli przez dziedziniec i minęli wejście do kaplicy. Za następną linią murów znajdował się zamek właściwy, gdzie znajdował się kapitularz. Tam właśnie zmierzali.
- Coś czuję, że w tych ruinach coś się niedobrego zagnieździło. Nadal nie wiemy dokładnie, za czym demony tak podczas tutejszej wojny kopały. - Zasiedli przy stole po drugiej stronie sali. Nieliczni zgromadzeni tam zakonnicy pozdrawiali ich bezgłośnie.
Lucas Paladin:
- Oczywiście, że nie Bracie. - Lucas odpowiedział banalnie na stwierdzenie, że demonów nie da się ostatecznie przegnać. Rycerz pobieżnie też przyglądał się architekturze Chevaliera i musiał przyznać, że chłopcy poradzili sobie nader dobrze. Natomiast następnie zdanie wypowiedziane przez Robina wyraźnie Lucasa zmartwiło. Taka moc, z którą starli się wcześniej mogła sugerować nawet boskiego demona. Podejrzewał też, że nie znaleźli się na Zuesh przypadkiem. Ktoś chciał, żeby tak było.
- Możesz powiedzieć coś więcej, Bracie?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej