Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
Funeris Venatio:
Funeris postąpił podobnie jak Evening. Zebrał w sobie część boskiej energii, skumulował ją myślą w postać zaklęcia i wypowiedział dwa słowa, które zadziałały jak katalizator, wyzwalając tę energię w eter. Jego ciało pokryło się ochronnym balsamem, niematerialnym, lecz odpowiednio skutecznym. Anioł tak pokierował zaklęciem, by ochronić się przed mocą ognia. Tym właśnie żywiołem władał biały demon. Wypowiedziane słowa brzmiały ashush upash. Piekielny pomiot cały czas pilnował wejścia do portalu, przyjmując obronną, lecz cały czas niebezpieczną postawę. Stał przed matrycą prowadzącą w nieznane, zionąc swoim piekielnym ogniem i próbując trzymać dwójkę wojowników na dystans. Funeris Venatio był jednak aniołem i miał kilka środków, które z powodzeniem mógł teraz wykorzystać. Szybko zebrał w sobie to, co było jego naturą, co kryło się głęboko w duszy i jednocześnie wszędzie w jego ciele. Przelał tę energię do swojej prawej dłoni, w której dzierżył Nelthariona. W momencie, gdy demon na ułamek sekundy skupił się na stojącej po drugiej stronie Evening, Wielki Kanclerz Bractwa rzucił swoim mieczem. Wykorzystał jednak do tego jedną z łask bojowych, której nauczył się od Zariel. Jego broń pomknęła po łuku w stronę korpusu demona, raniąc go dotkliwie i wytrącając z równowagi. Przebiła obojczyk, pokonała twardą skórę i przecięła diabelskie płomienie. Chwilę później demon zawył z wściekłości, gdy jego prawe ramię opadło na piasek przy portalu. Skracał dystans do Funerisa bardzo szybko, podrywając się w powietrze i atakując znowu płomieniami.
Walka była zacięta. Rycerz kontrował, atakował, wyprowadzał cięcia i sztychy. Używał wszystkich swoich sztuczek, jednak nie mógł uzyskać znaczącej przewagi nad swoim przeciwnikiem. Zdawało się nawet, że w pewnym momencie zaczyna się niecierpliwić, jakby ktoś stał nad nim z batem i kazał mu szybko skończyć pojedynek. Jakby coś się miało zaraz wydarzyć.
Gdy diabelski pomiot w powłoce Funerisa podniósł do góry rękę i przeniósł siebie i Lucasa do innego wymiaru, grał na czas. Wiedział, że pozbawi go niektórych przywilejów dostarczanych przy pomocy kontaktu z Zartatem, więc narzucił swoje warunki gry. I udało mu się odnieść połowiczny sukces. Gdy jednak poczuł, że ta cząstka świadomości, którą odebrali aniołowi, wyrywa się i chce połączyć się ze swoim prawdziwym gospodarzem, zmienił nieco taktykę. Usunął się z iluzorycznego wymiaru, dał wygrać Lucasowi, stracił swoje życie na tym świecie, ale zawezwał białego demona, który miał go przetransportować przez Komnatę. Wielki miał otworzyć jedną z wersji tego pomieszczenia, tę z niestabilnym portalem. Lucas miał jednak przeżyć.
Przeżył więc, chociaż mogło mu się wydawać nieco inaczej, gdy zaczął spadać. Z wielkiej wysokości, widząc pod sobą niewielką plamę, która po chwili okazała się wyspą. Powiększającą się w oczach.
//Jak chcesz, to opisz jakieś uczucia, pierdółki i takie tam. Nie pisz tylko, że uderzyłeś w ziemię, bo... bo nie.
Lucas Paladin:
Pojedynek był zacięty, Lucas nie spodziewał się, że trafi na tak silnego rywala jakim był Zawisza. Kiedy w końcu wydawało się, że mściciel rozwiązał tajemniczą zagadkę innego wymiaru, znów stało się coś, czego się nie spodziewał. I na pewno nie chciał. Zaczął spadać, bezwładnie, w dół, z ogromnej wysokości. Nie wiedział czy to wszystko jest prawdziwe, czy znów iluzją, ale mimo niematerialności ciosy Zawiszy bolały całkiem serio. Lucas przestraszył się nie na żarty. Cóż to za potężna siła władała tym miejscem? ÂŚmierć wydawała się rycerzowi na wyciągnięcie ręki, wystarczyło tylko zakończyć spadanie. Całe życie przeleciało w tym miejscu Lucasowi przed oczami. Jego dzieciństwo, śmierć rodziców, pierwsze kroki w Bractwie ÂŚwitu, przyjaciele, znajomi. Ukochane Valfden. Ale nie bał się, wiedział, że Zartat go uchroni przed śmiercią.
Evening Antarii:
Zaraz za ciosami Funerisa, gdy demon biegł w jego stronę, nie koncentrując się teraz na dziewczynie, mściciel wykorzystała ten moment by zaatakować. Płynęła w niej teraz boska moc, co wyraźnie czuła i musiała spożytkować na walkę. Zaczęła szybko biec w stronę szarżującej białej bestii. Biegła za demonem, który z wściekłości zmierzał w stronę anioła. Odległość wystarczała, by posłać w przeciwnika kilka śmiercionośnych pocisków. Izeshar upishosh! wymówiła inkantację, wcześniej pobierając łaski od Zartata, i skierowała oślepiający słup światła w plecy białego demona. Zaklęcie z żywiołu życia powinno co najmniej mocno osłabić przeciwnika, albo chociaż nie pozwolić mu dopaść do anioła.
Eve od pomiotu z otchłani dzieliło jakieś kilkadziesiąt metrów. Przemieściła się bliżej niego, wciąż przeraźliwie płonącego, wybierając miejsce 15 metrów od niego, omijając jego leżące ramię. Tam wprawiła kiścień w ruch. Uskoczyła jeszcze przed pędzącym w jej stronę ostrzem rozwścieczonego demona. ÂŚmiercionośna broń w jej dłoni obracała się szybko. Zmniejszyła swój dystans do kilku metrów i znalazła się z boku jego demonicznej nogi.
Wkrótce Eve zaczęła obracać się z dużą prędkością, a jej broń wirowała razem z nią. Pomknęła przed siebie, obrazy zlewały się w jedno, ale wreszcie srebrny kiścień zetknął się z demoniczną skórą, raniąc dolną kończynę wiele razy. Kolce rozrywały jego tkanki, gruchotały kości, pozostawiając po sobie jedynie wielkie spustoszenie. Po wykonaniu tornada pożogi oddaliła się nieco, chroniąc się przed rozwścieczonym demonem. Nie chciała zostać zgnieciona, gdy ten upadnie.
//błysk niebios, przemieszczenie, tornado pożogi
Funeris Venatio:
Bez ręki, bez nogi, lecz nadal śmiertelnie niebezpieczny. Na szczęście na obydwu wojowników nałożony był jeszcze ochronny balsam chroniący przed żywiołem ognia, który pozwolił chociażby zbliżyć się do demona. A na pewno nie pozwolił na spalenie się w jego obecności. Gdy kobieta zaatakowała jego dolne kończyny, a Funeris odrąbał prawą, demon na moment stracił równowagę. Chciał poderwać się do lotu, bijąc swoimi wielkimi skrzydłami, lecz nie dane mu to było. Anioł dopadł momentalnie, przemieszczając się obok niego. Wylądował z tej strony, gdzie nie miał ręki, żeby nie zostać momentalnie trafionym. Szybkim ruchem ręki wyprowadził cios, który rozpłatał czaszkę piekielnego.
Zerknął szybko na Evening czy nic jej nie jest. Była cała i zdrowa. Na szczęście. Za dużo tego wszystkiego...
- Musimy ruszyć za Lucasem. Ten portal zaraz się zarwie!
Evening Antarii:
Płonąca bestia legła bezwładnie, niezdolna do lotu i zaatakowania dwójki z Bractwa ÂŚwitu. Teraz należało zająć się już tylko Lucasem, a wygraną bitwę z białym demonem odstawić na bok.
Razem z Funem szybko ruszyła w stronę zapadającego się portalu. Cokolwiek było po drugiej stronie nie miało znaczenia. Tylko odnaleźć Lucasa i zapewnić jemu i sobie bezpieczeństwo.
Ta niebieska poświata przerażała ją, ale wiedziała, że to jedyna droga. Wreszcie całe to światło ogarnęło ją i Eve znalazła się w portalu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej