Tereny Valfden > Dział Wypraw

Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy

<< < (42/53) > >>

Lucas Paladin:
//Taką ładną walkę opisałem, a Ty mi to zepsułeś, hańba Ci! :(

Lucas trzymał buzdygan w dłoniach. Mylił się. Czarny Rycerz budził szacunek, jego poza świadczyła, że umiejętności walki są niemałe, a należał pewnie do kwiatu rycerstwa tamtych czasów. Mściciel zamierzał udowodnić, że on należał do kwiatu rycerstwa swoich czasów i pokazać temu ludowi walkę, jakiej jeszcze nie widzieli. Buzdygan Lucasa nie miał takiego zasięgu jak miecz Zawiszy, co mogło przeszkadzać w walce, niemniej jednak silny materiał jakim była czarna ruda stanowił przewagę nad bronią czarnego rycerza. Lucas delikatnie okrążał swojego adwersarza, jakby sprawdzając jego słabe punkty i prowokując do ataku. W końcu ruszył jako pierwszy, w myślach wzywając imienia Zartata, który miał wesprzeć jego ramię w tym pojedynku. Zaatakował szybkim ciosem od góry, uderzając trzonkiem w kierunku głowy Zawiszy, który zręcznie zablokował uderzenie buzdygana i natychmiast skontrował. Lucas musiał ratować się zgięciem ciała w tył i delikatnym odskokiem. Zawisza przeszedł do ofensywny, tnąc na odlew, mściciel wykonał dobrą paradę i wykonując woltę próbował ponownie uderzyć w głowę rycerza. Ten jednak uchylił się i wykonując sztych omal nie przebił swym ostrzem pancerza mściciela. Lucas zbił jego miecz buzdyganem i wyprowadził kopnięcie w klatkę piersiową, zyskując tym samym przewagę. Przechodząc do natarcia uderzył w rękę, mocno i zdecydowanie. Blachy pancerza Zawiszy zatrzymały cios, ratując go przed złamaniem kości. Rycerz wykorzystując moment zaatakował mieczem, tnąc po klatce piersiowej, cios dosięgnął Lucasa i zabolał. Ale mściciel nie zamierzał się poddać i instynktownie uderzył buzdyganem ponownie w stronę głowy. Tym razem uderzenie doszło do celu. I tym razem zabolało Zawiszę. Huk od uderzenia w głowę, musiał ogłuszyć czarnego rycerza. I Lucas przeszedł do intensywnego natarcia. I zaatakował. Raz, drugi, trzeci. Mocno i zdecydowanie. A Zawisza Czarny poległ w pojedynku.

Evening Antarii:
  Bywały przyjemniejsze spacery w jej życiu.  Zdecydowanie. Przechadzki po ciepłym piasku, gdy fale morza obmywały jej stopy, a mewy skrzeczały nad głową, uganiając się za jakąś zdobyczą. Gdy zachodzące słońce nadawało skórze pomarańczowego koloru, a wiatr rozwiewał niesforne rozpuszczone włosy. Gdy liczyło się tylko tyle, czy zdoła się dobiec do latarni i z klifu patrzeć na wzburzoną powierzchnię wody. Ile muszelek nazbiera w swoje małe garści i w której najgłośniej będzie słychać charakterystyczny dźwięk.
  Kilkanaście lat później Eve kroczy ciemnymi korytarzami wypełnionymi złą magią, atakowana przez wyrafinowane wizje i demony zmieniające powłoki. Jakby z rzeczywistości tak łatwo dało się zadrwić.
  Z tego krótkiego zamyślenia wyrywał ją powiew powietrza. Rześkiego, świeżego, wcale nie zatęchłego jak w korytarzach. Wcale jednak nie przypominał tego o miłej woni jodu, utrwalonego w jej pamięci.
  Wyszli na plażę. Nie była ona jednak tak przyjemna, raczej niepokojąca. Takie uczucia budziło w Evening to miejsce. Ciemne chmury na horyzoncie dodatkowo wzmagały te emocje, napawając dziewczynę obawami. Słońce przebijało się niemrawo, choć był dzień, niewiele promieni docierało do ziemi.
  To wszystko schodziło jednak na drugi plan, gdyż na tym pustkowiu znajdował się ogromny monolit z kamienia.  Pulsował niebieskim światłem, jakby z kamieni magicznych, choć jego moc słabła. Portal niby wielki, zdawał się nietrwały.  Jego ogrom przytłaczał, a niestabilność jeszcze bardziej. Eve obserwowała go szeroko otwartymi oczami, kierując swój wzrok w górę.
  Lecz to nieco niżej czaiło się zagrożenie. ÂŚlady, po których stąpali, doprowadziły ich do płonącego demona wleczącego jakiegoś człowieka, jego ofiarę. Zapewne wyzionął ducha już dawno, a teraz demon wlókł jego bezwładne ciało w stronę jarzącego się na niebiesko portalu… Dokąd on prowadzi?
  Zerknęła na Funerisa. Ciekawe, czy myśli o tym samym co ona. Mianowicie - nie można pozwolić bestii przedostać się przez portal. Do nadrobienia był duży dystans, coś około pół kilometra, za dużo, żeby biec. Nie dotrą tam także pociski esencji.
  Decyzja była szybka. Eve wybrała miejsce przed samym portalem, u jego stóp. Jakieś 50 metrów od demona, po czym przemieściła się w wybrany punkt. Komórki jej ciała poukładały się z powrotem w poprawnym ułożeniu, tworząc dziewczynę jakby od nowa. A ona miała większe szanse na zatrzymanie potwora. Wystarczy tylko trochę wiary, boskiej cząstki w sobie, by pokonać zło.
Przygotowała się do rzucenia zaklęcia. Czekała na reakcję Funerisa.

Funeris Venatio:
Evening przemieściła się w odpowiednie miejsce, Funeris wylądował niedużo dalej. Szybko okazało się, że biały demon niekoniecznie trzyma to ciało, lecz używa jakiejś formy magii, może telekinezy, by je za sobą wlec. Czyżby nie chciał go spalić? Równie szybko okazało się również coś innego. Tym ciałem było ciało Lucasa Paladina. Pomiot Otchłani zionął w stronę Funerisa swoim piekielnym ogniem, więc ten musiał odskoczyć do tyłu i jednocześnie udostępnić mu wejście do portalu. W stronę Evening poleciał identyczny płomień, również zmuszając ją do wycofania. Demon przedostał się w mgnieniu oka w pobliże portalu i wtrącił w niego ciało bezwładnego mściciela. Jak zauważył Funeris, między łukami utrzymywała się jakaś mgła, ale sam portal miał około sześciu metrów szerokości. Demon stanął przed portalem i czekał. Widocznie chciał go bronić.

1x biały demon, stoi z 15 metrów przed nami, nie atakuje, płonie jak sam skurwysyn, jak to biały demon. Odgradza nas od portalu, który ma niecałe 6 metrów szerokości.


//Lucas, wytłumacz mi coś. To ja jestem taki niezrozumiały czy ty nie czytasz ze zrozumieniem? Sprawa pierwsza: Twoja broń z czarnej rudy jest mocniejsza od jego broni z czarnej rudy? Tak wynika z Twojego opisu. Sprawa druga: Zazwyczaj walka z bossem polega na opisywaniu swojego ataku, nie ataku bossa i zabiciu go w jednym poście. A wyraźnie napisałem, że jest to walka z bossem. Nieprawdaż?

Evening Antarii:
-Lucas!?- wyrwało jej się z przerażeniem, gdy ujrzała jego ciało wyraźniej po przemieszczeniu. Nie płonął, demon utrzymywał go w pewnej odległości od siebie. Była szansa, że jeszcze żyje, zachowany od płomieni.
Eve wiedziała, że musi się wykazać po pierwsze po to, by uratować swego brata, a po drugie, by sama przeżyć. Choć światy, które oglądała, zdawały się nierzeczywiste, to do walki trzeba stanąć naprawdę, dając z siebie wszystko.
Już od pierwszej sekundy biały demon nie dawał chwili wytchnienia. Od razu posłał w dziewczynę płonącą kulę, zmuszając ją do zmienienia pozycji bojowej. Uchroniła się przed zionięciem uskakując w bok, a potem jeszcze bardziej się przesuwając.
Gdy odzyskała równowagę po uniku wykrzyknęła słowa inkantacji Ashush upash! , uprzednio wzmacniając się energią Zartata. Otoczyła się ochroną przed żywiołem ognia. Dopiero teraz sięgnęła po srebrny kiścień, którym władała lepiej. Nie spodziewała się aż tak groźnych przeciwników… Miecz schowała do pochwy i wypowiedziała kolejne zaklęcie Anosh! – miało ono pozwolić świętej mściciel w większej skali wykorzystać jej zasoby magiczne i zwiększyć szansę na wygraną.
Wzmocniona i w pełni gotowa do starcia czekała na poczynania anioła.
Tymczasem biały demon pilnował wejścia do portalu, gdzie przed chwilą zniknął Lucas.


//łaska mocy, ochronny balsam

Lucas Paladin:
//Po pierwsze: nigdzie nie napisałem, że go zabiłem. Jeżeli walka z bossem polega wyłącznie na opisywaniu własnych ruchów wyłącznie, to przepraszam, skoryguję. Po drugie: mój buzdygan ma o 2 mniejszy obuch niż wytrzymałość jego miecza. A nigdzie nie zniszczyłem jego broni, ani nic.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej