-Dobra... Muszę opowiedzieć ci to od początku- stwierdziła. Tak będzie chyba lepiej. I może będzie mu ciężko to zrozumieć, ale jej także nie jest łatwo. -Powróciłeś po wielomiesięcznej nieobecności. Kilka dni później wyruszyliśmy w to miejsce, gdzie cię więziono. Także aktywność sekty Orwell'a się zwiększyła. Dotarliśmy tutaj, potem krążyliśmy po podziemiach zmagając się z chorymi wizjami. Aż dotarliśmy do rozwidlenia trzech korytarzy. Czyli tu. W tym na lewo był chyba pokój Londona - bardzo chciałeś odczytać jego notatki. Na prawo właśnie to miejsce z którego wyszliśmy. Na wprost - jeszcze nie wiemy, ale mówiłeś... Mówiłeś, że tam czeka nas poważne starcie. Acha, i jeden z rycerzy się "zbuntował". Chciał zabić Lucasa i mnie, lecz pokonałeś go. To przez tą złowrogą aurę i przez to, że ktoś włada naszymi umysłami, co pewnie zdążyłeś zauważyć. Ciężko mi stwierdzić czy ty jesteś prawdziwszy, czy te zwęglone ciała... Być może to ten płonący demon, który wcześniej przyjął powłokę twojego ciała?- i tym pytaniem zakończyła swój monolog. Ona zaczynała wszystko przyjmować chłodno, coś jak sen, z którego wiedziała, że i tak się obudzi. Jednak ze wszystkimi "sennymi potworami" walczyła, by nie okazało się, że jednak znajduje się w rzeczywistości.