Co za okropni ludzie chodziło jej po głowie. Ale nie miała zamiaru się na nich mścić bo siły na to nie miała. Płynęła nie czując już nóg, widząc jak jej paznokcie sinieją a żyły na dłoniach mają taki sam kolor jak reszta fioletowej skóry.
Ujrzała swą nadzieję! Dryfująca dziewczyna i jakiś chłopak, już mocno zmarznięty, ledwo utrzymujący się na powierzchni. Kobieta miała rude włosy, duże usta usta i ogólnie była... ładna. Nie, żeby Eve zazdrościła jej urody, ale z pewnością podobała się mężczyznom. Utrzymywała się na drewnianych drzwiach. Sama! choć obok niej było sporo miejsca. Dlaczego nie leżą na nich razem?
Lecz gdy podpłynęła bliżej ujrzała jasnowłosego chłopaka, z przystojną twarzą, o niebieskich oczach. Na czerwonych policzkach osadził się szron, z ust wydobywały się kłęby pary, a cały się trząsł z zimna... Lecz był piękny i zrobiło się Eve szkoda tego młodego mężczyzny.
Powoli, zmęczona pokonanym dystansem, zbliżyła się do nich, szukając tu ratunku. -Czy mogę?...- spytała mocno zachrypłym i słabym głosem.
A właściwie! Po co się pytać? Tu jest z daleka od Bractwa, od Valfden pewnie też. Walczy o przeżycie. Nie czekając aż dziewczyna coś odpowie, Eve wdrapała się na drzwi i widząc jak zziębnięty chłopak cierpi, kazała tamtej się przesunąć, po czym, ostatkiem sił, zepchnęła ją nogą do zimnej wody, a potem jeszcze odepchnęła ręką, żeby z powrotem tu nie weszła! Okropne. -I tak byś go nie uratowała- rzuciła do niej i odepchnęła ją od dryfujących drzwi. Nie zwracała uwagi na jej krzyki i szamotaninę. I tak bardziej szkoda jej było mężczyzny.
-Chodź, zmieścimy się razem- leżąc na drzwiach podała mu rękę i pomagała mu wciągnąć się na "pokład".