Autor Wątek: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy  (Przeczytany 19453 razy)

Description:

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Funeris Venatio

  • Arystokrata
  • ***
  • Wiadomości: 8062
  • Reputacja: 8788
  • Płeć: Mężczyzna
  • Im więcej wiem, tym więcej wiem, że nic nie wiem.
    • Karta postaci

Odp: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
« Odpowiedź #200 dnia: 08 Maj 2015, 01:05:18 »
No magia jako tako działała, ale przerzucenie takiej kupy gruzów, zwłaszcza jeżeli nie wiedziało się gdzie jest tak naprawdę jakaś wolna przestrzeń, nie miało najmniejszego sensu. Zresztą umiejętności telekinetyczne tej dwójki nie były wystarczające, by przy pomocy owych sztuczek sobie z całością radzić. Wrócili więc do rozwidlenia.
- Gotowa ruszyć przed siebie? Nadal nie wiemy, gdzie podział się Lucas, ale domyślam się, że nie cofnął się do domu.

Offline Lucas Paladin

  • Starszy redaktor
  • ***
  • Wiadomości: 2971
  • Reputacja: 2876
  • Płeć: Mężczyzna
  • Believer & Traveler
    • Karta postaci

Odp: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
« Odpowiedź #201 dnia: 08 Maj 2015, 09:39:41 »
Ulrich, Zawisza? Cóż to były za dziwne imiona? Ale cóż, Lucas musiał podjąć rękawicę czarnego rycerza. Był dobrym wojownikiem, potrafił sobie poradzić na Arenie przeciw groźnym potworom, to i rycerzowi da radę. Ponieważ mściciel musiał wyrównać zasięg broni, schował buzdygan i sięgnął po Seregil, swój srebrny miecz, przeznaczony na demony. Jego rywal nie budził w nim strachu, Lucas nie czuł, że budzi powszechny respekt, być może się mylił, ale jego prezencja na to nie wskazywała. Rycerz skłonił się "czarnemu", okazując mu w ten sposób szacunek przed honorowym pojedynkiem i z imieniem Zartata na ustach ruszył do przodu. Zaiskrzyło od skrzyżowanych ostrzy, kiedy dwaj dzielni wojownicy starli się po raz pierwszy. Lucas wykorzystując drugą rękę, obniżył zwarcie i uwolnił miecz i wyprowadził szybkie kopnięcie w tors, aby odsunąć rywala od siebie. Następnie znów przyjął postawę bojową i zaatakował ponownie. Ciął od ucha, czarny rycerz uniknął uderzenia, Lucas natomiast wykorzystując impet ciała zręczną woltą uniknął zdradzieckiego ataku przeciwnika, następny zablokował i wycofał się do tyłu. Tym razem to przeciwnik Lucasa był w natarciu. Zaatakował nisko, Lucasowi ledwo starczyło czasu na zwód. Ale teraz miał przewagę. Podbił rękę z mieczem, chwycił przeciwnika za ramię, mocno wygiął, a potężnym kopnięciem w zgięcie wytrącił przeciwnika z równowagi, następnie ciął na odlew, mocno i zdecyowanie. Czarny rycerz upadł, a zwycięzca pojedynku był jeden.

Forum Tawerny Gothic

Odp: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
« Odpowiedź #201 dnia: 08 Maj 2015, 09:39:41 »

Offline Funeris Venatio

  • Arystokrata
  • ***
  • Wiadomości: 8062
  • Reputacja: 8788
  • Płeć: Mężczyzna
  • Im więcej wiem, tym więcej wiem, że nic nie wiem.
    • Karta postaci

Odp: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
« Odpowiedź #202 dnia: 08 Maj 2015, 10:18:51 »
//Nawet nie zdążyłem Ci podać statystyk przeciwnika... Gdzie Ci tak śpieszno było? Skąd wiesz, co on potrafi? Na razie dałem Ci wstać, powinieneś docenić. Cofam akcję.

//1x Zawisza, stoi 6 metrów przed Tobą z wyciągniętą bronią. Walka jak z bossem. Mimo iż duch, to jest w pełni materialny i jego ciosy... bolą.

Offline Evening Antarii

  • Arystokrata
  • ***
  • Wiadomości: 3863
  • Reputacja: 4704
  • Płeć: Kobieta
    • Karta postaci

Odp: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
« Odpowiedź #203 dnia: 08 Maj 2015, 10:32:59 »
Obejrzała się za siebie tak jakby miała nadzieję zobaczyć Lucasa. Jak widać każde z nich musi radzić sobie samo... Martwiła się, ale też nie opuszczała ją nadzieja, że niedługo się pojawi. Nie z takich opresji wychodził.
-Ja tak- odpowiedziała uśmiechem widząc, że Fun jest tylko w lnianych spodniach.

Offline Funeris Venatio

  • Arystokrata
  • ***
  • Wiadomości: 8062
  • Reputacja: 8788
  • Płeć: Mężczyzna
  • Im więcej wiem, tym więcej wiem, że nic nie wiem.
    • Karta postaci

Odp: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
« Odpowiedź #204 dnia: 08 Maj 2015, 11:03:14 »
//Marysiu... ÂŚciągnąłem swój ekwipunek z martwego ciała. Nie przeczytałaś tamtego posta w ogóle?
Ruszyli więc przed siebie. Szli korytarzem, czując coraz mroczniejszą atmosferę, idąc ramię w ramię, z wyciągniętą bronią. Szli niczym dwaj starożytni wojownicy ze starych legend, para kochanków, maszyny do zabijania. Na ustach mieli swoje imiona, ale i imię Jego, Zartata, Pana ÂŚwiatła, dzięki któremu potrafili robić te wszystkie wspaniałe rzeczy, kończyć te wszystkie niepotrzebne i wypaczone demoniczne żywoty i przeganiać te wszystkie pomioty, które przyszły z Otchłani, by tylko siać śmierć i zniszczenie.
Korytarz był długi. Funeris utrzymywał nad głową kulę światła, która rozświetlała im mrok. Po chwili poczuli jakby... powiew świeżego wiatru. Zobaczyli światło. Ostrożnie, ale pewni i bez zawahania, parli naprzód. Nie widzieli śladu nikogo ani niczego, nie wiedzieli czego mogą się spodziewać. Funeris spędzał tutaj długie miesiące, lecz nie miał pojęcia, jak to się odbywało. Był omamiony potężną magią i spętany przez potworną moc. Nie wydawało mu się jednak, że znajdowało się tutaj to, co ujrzeli zaraz za następnych kilka metrów.

Kamienny korytarz się po prostu kończył i wychodził na plażę. Twarde i jednolite płyty ciemnej skały płynnie przeszły w kwarcową posypkę, która wyściełała wszystko w zasięgu wzroku. Gdzieś tam na horyzoncie, na granicy wzroku, majaczyła wielka woda, jakieś bliżej niezidentyfikowane morze. Niebo było zachmurzone, wielkie i ciężkie chmury kłębiły się, a oni tylko mogli się wpatrywać w tę piękną scenerię. Był jeszcze dzień, słońce stało w miarę wysoko, lecz tylko niewielkimi i nielicznymi promieniami przebijało się przez zasłonę. Gdzieniegdzie z piaszczystej plaży wybijały się na wysokość maksymalnie dwóch metrów skalne narosty, pozostałości po starym klifie, który dawno musiał zostać pochłonięty przez morze. To, co najbardziej jednak przyciągało uwagę, to potężny monolit przed nimi. Kamienny łuk, wielki niczym wieże w siedzibie Bractwa ÂŚwitu, szarawego koloru, podobny nieco fakturą i barwą do otaczającej go plaży. Między ramionami z kamienia majaczył, a raczej szalenie pulsował, portal. Widać, że niestabilny, słabo podtrzymywany, z dogasającą lub niewystarczającą mocą kryształów. Sprawiał wrażenie, jakby miał się za chwilę zapaść w sobie, implodować i pogrzebać wszystko wokół. Pod stopami anioła i Evening dało się dostrzec ślady. Mokry piasek z łatwością zostawił w swojej fakturze parę potężnych i demonicznych nóg, między którymi pozostał większy, mniej oczywisty ślad. ÂŚlad jakby... kogoś po ziemi ciągnięto. Podążając wzrokiem za tropami para dostrzegła płonącego skrzydlatego demona, który trzyma w swojej łapie bezwładne ciało człowieka. Zbliżali się do portalu.

//Do portalu mamy 500 metrów, demon tylko 80.

Offline Lucas Paladin

  • Starszy redaktor
  • ***
  • Wiadomości: 2971
  • Reputacja: 2876
  • Płeć: Mężczyzna
  • Believer & Traveler
    • Karta postaci

Odp: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
« Odpowiedź #205 dnia: 08 Maj 2015, 13:31:51 »
//Taką ładną walkę opisałem, a Ty mi to zepsułeś, hańba Ci! :(

Lucas trzymał buzdygan w dłoniach. Mylił się. Czarny Rycerz budził szacunek, jego poza świadczyła, że umiejętności walki są niemałe, a należał pewnie do kwiatu rycerstwa tamtych czasów. Mściciel zamierzał udowodnić, że on należał do kwiatu rycerstwa swoich czasów i pokazać temu ludowi walkę, jakiej jeszcze nie widzieli. Buzdygan Lucasa nie miał takiego zasięgu jak miecz Zawiszy, co mogło przeszkadzać w walce, niemniej jednak silny materiał jakim była czarna ruda stanowił przewagę nad bronią czarnego rycerza. Lucas delikatnie okrążał swojego adwersarza, jakby sprawdzając jego słabe punkty i prowokując do ataku. W końcu ruszył jako pierwszy, w myślach wzywając imienia Zartata, który miał wesprzeć jego ramię w tym pojedynku. Zaatakował szybkim ciosem od góry, uderzając trzonkiem w kierunku głowy Zawiszy, który zręcznie zablokował uderzenie buzdygana i natychmiast skontrował. Lucas musiał ratować się zgięciem ciała w tył i delikatnym odskokiem. Zawisza przeszedł do ofensywny, tnąc na odlew, mściciel wykonał dobrą paradę i wykonując woltę próbował ponownie uderzyć w głowę rycerza. Ten jednak uchylił się i wykonując sztych omal nie przebił swym ostrzem pancerza mściciela. Lucas zbił jego miecz buzdyganem i wyprowadził kopnięcie w klatkę piersiową, zyskując tym samym przewagę. Przechodząc do natarcia uderzył w rękę, mocno i zdecydowanie. Blachy pancerza Zawiszy zatrzymały cios, ratując go przed złamaniem kości. Rycerz wykorzystując moment zaatakował mieczem, tnąc po klatce piersiowej, cios dosięgnął Lucasa i zabolał. Ale mściciel nie zamierzał się poddać i instynktownie uderzył buzdyganem ponownie w stronę głowy. Tym razem uderzenie doszło do celu. I tym razem zabolało Zawiszę. Huk od uderzenia w głowę, musiał ogłuszyć czarnego rycerza. I Lucas przeszedł do intensywnego natarcia. I zaatakował. Raz, drugi, trzeci. Mocno i zdecydowanie. A Zawisza Czarny poległ w pojedynku.

Offline Evening Antarii

  • Arystokrata
  • ***
  • Wiadomości: 3863
  • Reputacja: 4704
  • Płeć: Kobieta
    • Karta postaci

Odp: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
« Odpowiedź #206 dnia: 08 Maj 2015, 15:22:28 »
  Bywały przyjemniejsze spacery w jej życiu.  Zdecydowanie. Przechadzki po ciepłym piasku, gdy fale morza obmywały jej stopy, a mewy skrzeczały nad głową, uganiając się za jakąś zdobyczą. Gdy zachodzące słońce nadawało skórze pomarańczowego koloru, a wiatr rozwiewał niesforne rozpuszczone włosy. Gdy liczyło się tylko tyle, czy zdoła się dobiec do latarni i z klifu patrzeć na wzburzoną powierzchnię wody. Ile muszelek nazbiera w swoje małe garści i w której najgłośniej będzie słychać charakterystyczny dźwięk.
  Kilkanaście lat później Eve kroczy ciemnymi korytarzami wypełnionymi złą magią, atakowana przez wyrafinowane wizje i demony zmieniające powłoki. Jakby z rzeczywistości tak łatwo dało się zadrwić.
  Z tego krótkiego zamyślenia wyrywał ją powiew powietrza. Rześkiego, świeżego, wcale nie zatęchłego jak w korytarzach. Wcale jednak nie przypominał tego o miłej woni jodu, utrwalonego w jej pamięci.
  Wyszli na plażę. Nie była ona jednak tak przyjemna, raczej niepokojąca. Takie uczucia budziło w Evening to miejsce. Ciemne chmury na horyzoncie dodatkowo wzmagały te emocje, napawając dziewczynę obawami. Słońce przebijało się niemrawo, choć był dzień, niewiele promieni docierało do ziemi.
  To wszystko schodziło jednak na drugi plan, gdyż na tym pustkowiu znajdował się ogromny monolit z kamienia.  Pulsował niebieskim światłem, jakby z kamieni magicznych, choć jego moc słabła. Portal niby wielki, zdawał się nietrwały.  Jego ogrom przytłaczał, a niestabilność jeszcze bardziej. Eve obserwowała go szeroko otwartymi oczami, kierując swój wzrok w górę.
  Lecz to nieco niżej czaiło się zagrożenie. ÂŚlady, po których stąpali, doprowadziły ich do płonącego demona wleczącego jakiegoś człowieka, jego ofiarę. Zapewne wyzionął ducha już dawno, a teraz demon wlókł jego bezwładne ciało w stronę jarzącego się na niebiesko portalu… Dokąd on prowadzi?
  Zerknęła na Funerisa. Ciekawe, czy myśli o tym samym co ona. Mianowicie - nie można pozwolić bestii przedostać się przez portal. Do nadrobienia był duży dystans, coś około pół kilometra, za dużo, żeby biec. Nie dotrą tam także pociski esencji.
  Decyzja była szybka. Eve wybrała miejsce przed samym portalem, u jego stóp. Jakieś 50 metrów od demona, po czym przemieściła się w wybrany punkt. Komórki jej ciała poukładały się z powrotem w poprawnym ułożeniu, tworząc dziewczynę jakby od nowa. A ona miała większe szanse na zatrzymanie potwora. Wystarczy tylko trochę wiary, boskiej cząstki w sobie, by pokonać zło.
Przygotowała się do rzucenia zaklęcia. Czekała na reakcję Funerisa.
« Ostatnia zmiana: 08 Maj 2015, 15:24:33 wysłana przez Evening Antarii »

Offline Funeris Venatio

  • Arystokrata
  • ***
  • Wiadomości: 8062
  • Reputacja: 8788
  • Płeć: Mężczyzna
  • Im więcej wiem, tym więcej wiem, że nic nie wiem.
    • Karta postaci

Odp: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
« Odpowiedź #207 dnia: 08 Maj 2015, 16:51:35 »
Evening przemieściła się w odpowiednie miejsce, Funeris wylądował niedużo dalej. Szybko okazało się, że biały demon niekoniecznie trzyma to ciało, lecz używa jakiejś formy magii, może telekinezy, by je za sobą wlec. Czyżby nie chciał go spalić? Równie szybko okazało się również coś innego. Tym ciałem było ciało Lucasa Paladina. Pomiot Otchłani zionął w stronę Funerisa swoim piekielnym ogniem, więc ten musiał odskoczyć do tyłu i jednocześnie udostępnić mu wejście do portalu. W stronę Evening poleciał identyczny płomień, również zmuszając ją do wycofania. Demon przedostał się w mgnieniu oka w pobliże portalu i wtrącił w niego ciało bezwładnego mściciela. Jak zauważył Funeris, między łukami utrzymywała się jakaś mgła, ale sam portal miał około sześciu metrów szerokości. Demon stanął przed portalem i czekał. Widocznie chciał go bronić.

1x biały demon, stoi z 15 metrów przed nami, nie atakuje, płonie jak sam skurwysyn, jak to biały demon. Odgradza nas od portalu, który ma niecałe 6 metrów szerokości.



//Lucas, wytłumacz mi coś. To ja jestem taki niezrozumiały czy ty nie czytasz ze zrozumieniem? Sprawa pierwsza: Twoja broń z czarnej rudy jest mocniejsza od jego broni z czarnej rudy? Tak wynika z Twojego opisu. Sprawa druga: Zazwyczaj walka z bossem polega na opisywaniu swojego ataku, nie ataku bossa i zabiciu go w jednym poście. A wyraźnie napisałem, że jest to walka z bossem. Nieprawdaż?

Offline Evening Antarii

  • Arystokrata
  • ***
  • Wiadomości: 3863
  • Reputacja: 4704
  • Płeć: Kobieta
    • Karta postaci

Odp: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
« Odpowiedź #208 dnia: 08 Maj 2015, 17:58:56 »
-Lucas!?- wyrwało jej się z przerażeniem, gdy ujrzała jego ciało wyraźniej po przemieszczeniu. Nie płonął, demon utrzymywał go w pewnej odległości od siebie. Była szansa, że jeszcze żyje, zachowany od płomieni.
Eve wiedziała, że musi się wykazać po pierwsze po to, by uratować swego brata, a po drugie, by sama przeżyć. Choć światy, które oglądała, zdawały się nierzeczywiste, to do walki trzeba stanąć naprawdę, dając z siebie wszystko.
Już od pierwszej sekundy biały demon nie dawał chwili wytchnienia. Od razu posłał w dziewczynę płonącą kulę, zmuszając ją do zmienienia pozycji bojowej. Uchroniła się przed zionięciem uskakując w bok, a potem jeszcze bardziej się przesuwając.
Gdy odzyskała równowagę po uniku wykrzyknęła słowa inkantacji Ashush upash! , uprzednio wzmacniając się energią Zartata. Otoczyła się ochroną przed żywiołem ognia. Dopiero teraz sięgnęła po srebrny kiścień, którym władała lepiej. Nie spodziewała się aż tak groźnych przeciwników… Miecz schowała do pochwy i wypowiedziała kolejne zaklęcie Anosh! – miało ono pozwolić świętej mściciel w większej skali wykorzystać jej zasoby magiczne i zwiększyć szansę na wygraną.
Wzmocniona i w pełni gotowa do starcia czekała na poczynania anioła.
Tymczasem biały demon pilnował wejścia do portalu, gdzie przed chwilą zniknął Lucas.


//łaska mocy, ochronny balsam
« Ostatnia zmiana: 08 Maj 2015, 19:11:38 wysłana przez Evening Antarii »

Offline Lucas Paladin

  • Starszy redaktor
  • ***
  • Wiadomości: 2971
  • Reputacja: 2876
  • Płeć: Mężczyzna
  • Believer & Traveler
    • Karta postaci

Odp: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
« Odpowiedź #209 dnia: 08 Maj 2015, 18:02:52 »
//Po pierwsze: nigdzie nie napisałem, że go zabiłem. Jeżeli walka z bossem polega wyłącznie na opisywaniu własnych ruchów wyłącznie, to przepraszam, skoryguję. Po drugie: mój buzdygan ma o 2 mniejszy obuch niż wytrzymałość jego miecza. A nigdzie nie zniszczyłem jego broni, ani nic.

Offline Funeris Venatio

  • Arystokrata
  • ***
  • Wiadomości: 8062
  • Reputacja: 8788
  • Płeć: Mężczyzna
  • Im więcej wiem, tym więcej wiem, że nic nie wiem.
    • Karta postaci

Odp: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
« Odpowiedź #210 dnia: 08 Maj 2015, 21:59:09 »
Funeris postąpił podobnie jak Evening. Zebrał w sobie część boskiej energii, skumulował ją myślą w postać zaklęcia i wypowiedział dwa słowa, które zadziałały jak katalizator, wyzwalając tę energię w eter. Jego ciało pokryło się ochronnym balsamem, niematerialnym, lecz odpowiednio skutecznym. Anioł tak pokierował zaklęciem, by ochronić się przed mocą ognia. Tym właśnie żywiołem władał biały demon. Wypowiedziane słowa brzmiały ashush upash. Piekielny pomiot cały czas pilnował wejścia do portalu, przyjmując obronną, lecz cały czas niebezpieczną postawę. Stał przed matrycą prowadzącą w nieznane, zionąc swoim piekielnym ogniem i próbując trzymać dwójkę wojowników na dystans. Funeris Venatio był jednak aniołem i miał kilka środków, które z powodzeniem mógł teraz wykorzystać. Szybko zebrał w sobie to, co było jego naturą, co kryło się głęboko w duszy i jednocześnie wszędzie w jego ciele. Przelał tę energię do swojej prawej dłoni, w której dzierżył Nelthariona. W momencie, gdy demon na ułamek sekundy skupił się na stojącej po drugiej stronie Evening, Wielki Kanclerz Bractwa rzucił swoim mieczem. Wykorzystał jednak do tego jedną z łask bojowych, której nauczył się od Zariel. Jego broń pomknęła po łuku w stronę korpusu demona, raniąc go dotkliwie i wytrącając z równowagi. Przebiła obojczyk, pokonała twardą skórę i przecięła diabelskie płomienie. Chwilę później demon zawył z wściekłości, gdy jego prawe ramię opadło na piasek przy portalu. Skracał dystans do Funerisa bardzo szybko, podrywając się w powietrze i atakując znowu płomieniami.



Walka była zacięta. Rycerz kontrował, atakował, wyprowadzał cięcia i sztychy. Używał wszystkich swoich sztuczek, jednak nie mógł uzyskać znaczącej przewagi nad swoim przeciwnikiem. Zdawało się nawet, że w pewnym momencie zaczyna się niecierpliwić, jakby ktoś stał nad nim z batem i kazał mu szybko skończyć pojedynek. Jakby coś się miało zaraz wydarzyć.
Gdy diabelski pomiot w powłoce Funerisa podniósł do góry rękę i przeniósł siebie i Lucasa do innego wymiaru, grał na czas. Wiedział, że pozbawi go niektórych przywilejów dostarczanych przy pomocy kontaktu z Zartatem, więc narzucił swoje warunki gry. I udało mu się odnieść połowiczny sukces. Gdy jednak poczuł, że ta cząstka świadomości, którą odebrali aniołowi, wyrywa się i chce połączyć się ze swoim prawdziwym gospodarzem, zmienił nieco taktykę. Usunął się z iluzorycznego wymiaru, dał wygrać Lucasowi, stracił swoje życie na tym świecie, ale zawezwał białego demona, który miał go przetransportować przez Komnatę. Wielki miał otworzyć jedną z wersji tego pomieszczenia, tę z niestabilnym portalem. Lucas miał jednak przeżyć.
Przeżył więc, chociaż mogło mu się wydawać nieco inaczej, gdy zaczął spadać. Z wielkiej wysokości, widząc pod sobą niewielką plamę, która po chwili okazała się wyspą. Powiększającą się w oczach.

//Jak chcesz, to opisz jakieś uczucia, pierdółki i takie tam. Nie pisz tylko, że uderzyłeś w ziemię, bo... bo nie.

Offline Lucas Paladin

  • Starszy redaktor
  • ***
  • Wiadomości: 2971
  • Reputacja: 2876
  • Płeć: Mężczyzna
  • Believer & Traveler
    • Karta postaci

Odp: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
« Odpowiedź #211 dnia: 09 Maj 2015, 09:35:52 »
Pojedynek był zacięty, Lucas nie spodziewał się, że trafi na tak silnego rywala jakim był Zawisza. Kiedy w końcu wydawało się, że mściciel rozwiązał tajemniczą zagadkę innego wymiaru, znów stało się coś, czego się nie spodziewał. I na pewno nie chciał. Zaczął spadać, bezwładnie, w dół, z ogromnej wysokości. Nie wiedział czy to wszystko jest prawdziwe, czy znów iluzją, ale mimo niematerialności ciosy Zawiszy bolały całkiem serio. Lucas przestraszył się nie na żarty. Cóż to za potężna siła władała tym miejscem? ÂŚmierć wydawała się rycerzowi na wyciągnięcie ręki, wystarczyło tylko zakończyć spadanie. Całe życie przeleciało w tym miejscu Lucasowi przed oczami. Jego dzieciństwo, śmierć rodziców, pierwsze kroki w Bractwie ÂŚwitu, przyjaciele, znajomi. Ukochane Valfden. Ale nie bał się, wiedział, że Zartat go uchroni przed śmiercią.

Offline Evening Antarii

  • Arystokrata
  • ***
  • Wiadomości: 3863
  • Reputacja: 4704
  • Płeć: Kobieta
    • Karta postaci

Odp: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
« Odpowiedź #212 dnia: 09 Maj 2015, 10:48:18 »
  Zaraz za ciosami Funerisa, gdy demon biegł w jego stronę, nie koncentrując się teraz na dziewczynie, mściciel wykorzystała ten moment by zaatakować. Płynęła w niej teraz boska moc, co  wyraźnie czuła i musiała spożytkować na walkę. Zaczęła szybko biec w stronę szarżującej białej bestii. Biegła za demonem, który z wściekłości zmierzał w stronę anioła. Odległość wystarczała, by posłać w przeciwnika kilka śmiercionośnych pocisków. Izeshar upishosh! wymówiła inkantację, wcześniej pobierając łaski od Zartata, i skierowała oślepiający słup światła w plecy białego demona. Zaklęcie z żywiołu życia powinno co najmniej mocno osłabić przeciwnika, albo chociaż nie pozwolić mu dopaść do anioła.
  Eve od pomiotu z otchłani dzieliło jakieś kilkadziesiąt metrów. Przemieściła się bliżej niego, wciąż przeraźliwie płonącego, wybierając miejsce 15 metrów od niego, omijając jego leżące ramię. Tam wprawiła kiścień w ruch. Uskoczyła jeszcze przed pędzącym w jej stronę ostrzem rozwścieczonego demona. ÂŚmiercionośna broń w jej dłoni obracała się szybko. Zmniejszyła swój dystans do kilku metrów i znalazła się z boku jego demonicznej nogi.
  Wkrótce Eve zaczęła obracać się z dużą prędkością, a jej broń wirowała razem z nią. Pomknęła przed siebie, obrazy zlewały się w jedno, ale wreszcie srebrny kiścień zetknął się z demoniczną skórą, raniąc dolną kończynę wiele razy.   Kolce rozrywały jego tkanki, gruchotały kości, pozostawiając po sobie jedynie wielkie spustoszenie.  Po wykonaniu tornada pożogi oddaliła się nieco, chroniąc się przed rozwścieczonym demonem. Nie chciała zostać zgnieciona, gdy ten upadnie.


//błysk niebios, przemieszczenie, tornado pożogi

Offline Funeris Venatio

  • Arystokrata
  • ***
  • Wiadomości: 8062
  • Reputacja: 8788
  • Płeć: Mężczyzna
  • Im więcej wiem, tym więcej wiem, że nic nie wiem.
    • Karta postaci

Odp: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
« Odpowiedź #213 dnia: 09 Maj 2015, 10:58:51 »
Bez ręki, bez nogi, lecz nadal śmiertelnie niebezpieczny. Na szczęście na obydwu wojowników nałożony był jeszcze ochronny balsam chroniący przed żywiołem ognia, który pozwolił chociażby zbliżyć się do demona. A na pewno nie pozwolił na spalenie się w jego obecności. Gdy kobieta zaatakowała jego dolne kończyny, a Funeris odrąbał prawą, demon na moment stracił równowagę. Chciał poderwać się do lotu, bijąc swoimi wielkimi skrzydłami, lecz nie dane mu to było. Anioł dopadł momentalnie, przemieszczając się obok niego. Wylądował z tej strony, gdzie nie miał ręki, żeby nie zostać momentalnie trafionym. Szybkim ruchem ręki wyprowadził cios, który rozpłatał czaszkę piekielnego.
Zerknął szybko na Evening czy nic jej nie jest. Była cała i zdrowa. Na szczęście. Za dużo tego wszystkiego...
- Musimy ruszyć za Lucasem. Ten portal zaraz się zarwie!

Offline Evening Antarii

  • Arystokrata
  • ***
  • Wiadomości: 3863
  • Reputacja: 4704
  • Płeć: Kobieta
    • Karta postaci

Odp: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
« Odpowiedź #214 dnia: 09 Maj 2015, 11:17:53 »
Płonąca bestia legła bezwładnie, niezdolna do lotu i zaatakowania dwójki z Bractwa ÂŚwitu. Teraz należało zająć się już tylko Lucasem, a wygraną bitwę z białym demonem odstawić na bok.
Razem z Funem szybko ruszyła w stronę zapadającego się portalu. Cokolwiek było po drugiej stronie nie miało znaczenia. Tylko odnaleźć Lucasa i zapewnić jemu i sobie bezpieczeństwo.
Ta niebieska poświata przerażała ją, ale wiedziała, że to jedyna droga. Wreszcie całe to światło ogarnęło ją i Eve znalazła się w portalu.

Offline Funeris Venatio

  • Arystokrata
  • ***
  • Wiadomości: 8062
  • Reputacja: 8788
  • Płeć: Mężczyzna
  • Im więcej wiem, tym więcej wiem, że nic nie wiem.
    • Karta postaci

Odp: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
« Odpowiedź #215 dnia: 09 Maj 2015, 12:03:06 »
No i przeszli.



Lucas spadał, na początku był wprawiony w ruch wirowy, lecz jakoś udało mu się, pewnie przypadkowo, ustabilizować lot.  Ziemia na początku zdawała się tylko niewielką kropką. Na tej wysokości wiało okropnie, było zimno i nie dało się oddychać. Niebo było bezchmurne i gdyby nie to, że mściciel zmierzał ku zderzeniu z twardym gruntem, mógłby delektować się tym widokiem. Wielka woda otaczająca wyspę nie wydawała się wzburzona, sam ląd zaś mienił się dwoma połaciami - zieloną i nieco bardziej szarawą, jakby rozlegle trawiastą. Po następnych kilku sekundach dało się rozróżnić od reszty wstęgę płynącej przez ten kraj rzeki, która na razie wydawała się niewielka. Później jakby szybciej i szybciej, ale pojawiały się następne szczegóły. Jakieś duże miasto, rozkopane połacie ziemi i chyba zamek, w stronę którego Lucas nieubłaganie zmierzał. Pędził przez niebo z niewiarygodną prędkością i dla istot na powierzchni lądu mienił się pewnie spadającą gwiazdą. Gdy już zaczynał rozpoznawać zarys murów, widzieć wyraźnie trzcinowiska przy meandrze rzeki i patrząc na małe miasteczko wyrosłe w pobliżu, coś porwało go pod ramiona. Uderzenie było silne, raczej mało subtelne, ale wytrąciło sporo z jego prędkości. Chwilę później runął do wody, niezbyt ciepłej.



Funeris i Evening zaczęli spadać. Anioł obejrzał się tylko za siebie i zobaczył, jak portal zapada się w sobie, niszcząc przejście. Kamienne łuki waliły się, z nieba zaczął sypać się żar i wreszcie wszystko implodowało, nie zostawiając po sobie śladu. Oni sami znaleźli się na podobnej wysokości co Lucas, w podobnym miejscu. Mężczyzna od razu pokazał swojej narzeczonej, żeby rozłożyła szeroko ręce i nogi. Zwiększało to jej powierzchnię, co sprawiało, że będzie wolniej spadać. On sam zaś odepchnął się skrzydłami i runął jak strzała w dół. Przemierzał metry z zawrotną prędkością, mając nadzieję wypatrzeć jeszcze gdzieś Lucasa. Nie miał zamiaru pozwolić mu runąć jak jajko o bruk. Wiedział, że ma małe szanse na dogonienie go, lecz nie miał wyboru. Musiał spróbować. Niczym jastrząb pikujący na swoją ofiarę, on pikował za swoim przyjacielem. Wreszcie nie tyle go zobaczył, co poczuł jego wiarę. Lucas zawierzał właśnie swoje życie Zartatowi, a on, Jego wojownik, nie mógł go zawieść. Starał się skoncentrować i przemieścić się nieco bliżej człowieka, lecz trudno na niebie wypatrzyć jakiś punkt, na którym można się skupić. Dostrzegł jednak dużo poniżej siebie jakiś niewielki obłoczek i uznał, że to będzie najlepszy punkt odniesienia. Jego komórki zmaterializowały się w tamtym miejscu, skąd dostrzegł spadającego Lucasa. Ten już był tuż tuż, za chwilę miał zderzyć się z ziemią. Funeris starał się przybrać jak najbardziej opływową pozycję, doganiając sukcesywnie mściciela. Wreszcie, niespełna kilkadziesiąt metrów nad ziemią, dopadł go i porwał pod ramiona. Zaczął bić swoimi skrzydłami najmocniej jak tylko mógł, żeby wytracić jego prędkość. Bezwładność była jednak tak mocną siłą, że aniołowi nie udało się zawisnąć z Lucasem w powietrzu. Popchnął go niemalże w stronę rzeki, która płynęła obok. Gdy Lucas wpadł w wodę, Funeris ledwo wymanewrował skrzydłami ląd pod sobą i ponownie pomknął w górę, po swoją ukochaną. Jej to już na pewno nie mógł dać się zabić. Nie przez niego.

//Marysiu, chcesz opisać jak lądujemy przy następnych zakolu rzeki? Będziemy łowić Lucasa, niestety wędki zostawiłem w Bractwie.

Offline Evening Antarii

  • Arystokrata
  • ***
  • Wiadomości: 3863
  • Reputacja: 4704
  • Płeć: Kobieta
    • Karta postaci

Odp: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
« Odpowiedź #216 dnia: 09 Maj 2015, 12:41:37 »
//no okej.


  Eve nigdy nie miała lęku wysokości. Jednak takie bezwładne spadanie z zapadniętego portalu fundowało sporą dawkę strachu. Wcześniej nie miała okazji znaleźć się w takiej sytuacji… Wiatr dudnił i poza nim słyszała raczej niewiele. Szargał jej płaszczem i bluzką, smagał skórę i rozwiewał włosy. Eve zamknęła oczy, by chociaż nie musieć patrzeć na miarowo zbliżającą się ziemię. Wietrzysko nie pozwalało na poczucie się jakoś swobodniej i wcale nie porównałaby tego do spokojnego lotu anioła. Jedyne co ujrzała otwierając na chwilę jedno oko, to Fun pikujący w dół. Leciał szybko, potem zniknął gdzieś w chmurach.
Dziewczyna spadała dalej z nadzieją, że nie zostanie po niej jedynie mokra plama. Zginąć w walce, w boju, od miecza godnego przeciwka… Ale nie tak, połamana, zmiażdżona przez siłę grawitacji, bezsilna wobec rządzących światem praw.
  Niespodziewanie sylwetka anioła znów była dla niej widoczna. I stawała się coraz większa. Funeris zbliżał się i mściciel wiedziała już, że za chwilę będzie bezpieczna. Nie będzie zdana na grawitację, ale na silne anielskie skrzydła.
W sporej odległości od ziemi Funeris pochwycił ją w swoje ramiona i sprawnie i spokojnie mogli wylądować w pobliżu rzeki. Domyślała się, że Lucas czeka już gdzieś na dole, bezpieczny i żywy. Jednak Funeris pospiesznie zaleciał w pobliże jednego z meandrów rzeki i postawił Eve (wreszcie!) na stabilnej ziemi. Dziewczyna dostrzegła swego brata… w wodzie. Widocznie coś musiało nie pójść po myśli anioła. Wszak lepsze zderzenie z wodą, niż z twardą ziemią.
-Jak go wyciągniemy?- spytała zaniepokojona.

Offline Funeris Venatio

  • Arystokrata
  • ***
  • Wiadomości: 8062
  • Reputacja: 8788
  • Płeć: Mężczyzna
  • Im więcej wiem, tym więcej wiem, że nic nie wiem.
    • Karta postaci

Odp: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
« Odpowiedź #217 dnia: 09 Maj 2015, 22:44:01 »
- Telekinezą? Jest nas dwójka, powinniśmy go przyciągnąć. Będzie płynął niedaleko, nie powinno być problemów. Poza tym wydawał się w pełni świadomy, więc sam raczej też będzie płynął ku brzegowi. W miarę możliwości oczywiście.

Offline Lucas Paladin

  • Starszy redaktor
  • ***
  • Wiadomości: 2971
  • Reputacja: 2876
  • Płeć: Mężczyzna
  • Believer & Traveler
    • Karta postaci

Odp: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
« Odpowiedź #218 dnia: 10 Maj 2015, 09:37:45 »
Uczucie gdy za chwilę miałeś przeżyć dosyć twarde lądowanie, nie należało ani trochę do przyjemnych. Jeszcze gorsza świadomość, że za chwilę umrzesz. A lot też nie był wcale przyjemny. W kulminacyjnym jednak momencie, najprawdopodobniej dzięki sile wiatru (oczywiście interwencji Zartata) Lucas znalazł się w zimnej wodzie. I tak, to też nie było przyjemne. Ale lepszy rydz, niż nic, taka alternatywa mścicielowi jak najbardziej odpowiadała. Po chwili wynurzył się z wody i rozejrzał dookoła, żeby mieć jakiekolwiek rozeznanie terenu. Gdy dostrzegł brzeg, postanowił dopłynąć do niego, aby wydostać się z wody. Szybko wyszedł na brzeg szukając ucieczki.
« Ostatnia zmiana: 10 Maj 2015, 19:27:44 wysłana przez Lucas Paladin »

Offline Funeris Venatio

  • Arystokrata
  • ***
  • Wiadomości: 8062
  • Reputacja: 8788
  • Płeć: Mężczyzna
  • Im więcej wiem, tym więcej wiem, że nic nie wiem.
    • Karta postaci

Odp: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
« Odpowiedź #219 dnia: 11 Maj 2015, 00:33:48 »
- Zartacie, nie ma go... - powiedział zaniepokojony Funeris. Lucas już powinien się pojawić w zasięgu wzroku. Nurt nie był jakiś strasznie silny, chociaż rzeka była dosyć szeroka i transportowała olbrzymie ilości wody. Czekali jeszcze chwilę, aż anioł wzbił się w powietrze. Szybko przeleciał linią brzegową i dostrzegł przyjaciela wychodzącego na brzeg kilkanaście minut drogi wcześniej, niż oni zakładali, że się pojawi. A raczej on zakładał.
- Lucasie, idź z prądem. Czekamy z Eve na następnym meandrze! - krzyknął do niego z powietrza, upewniając się uprzednio, czy mściciel na pewno go widzi i słyszy. Wrócił więc do Wieczorka.
- ÂŻyje. Wylądował po prostu wcześniej. Powinien być za kilka, góra kilkanaście minut.

Forum Tawerny Gothic

Odp: Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
« Odpowiedź #219 dnia: 11 Maj 2015, 00:33:48 »

 

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
top
anything