Tereny Valfden > Dział Wypraw

Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy

<< < (4/53) > >>

Funeris Venatio:
Jechali tak i gawędzili, zatrzymując się kilkukrotnie na popas i odpoczynek. Dojechali późnym wieczorem do miejsca, w którym stał kilkumetrowy pagórek osłaniający ich obozowisko przed wiatrem. Mieli go od zachodu, kilkanaście metrów od rozłożonego obozowiska. Wokół nich rosło kilka drzew i z wolna płynął strumień przecinający teren od wschodu do zachodu. Było już późno, niedługo powinno zacząć zmierzchać. Należało teraz nazbierać drwa, przygotować ognisko i wystawić straże.

Evening Antarii:
Evening była znużona kiwaniem się w siodle. Choć na Caledusie czuła się pewnie i wygodnie, to jednak długa podróż skutkowała bólem pleców i nóg. Wystarczyło jednak stanąć z powrotem na ziemi i rozprostować kości, by poczuć się lepiej. W tym właśnie momencie zamarzyła o skrzydłach, które mogłyby zastąpić jej każdy niewygodny sposób podróży. Już niedługo... dodała w myślach.
Zajęła się odpinaniem tobołków od konia, by przez noc mógł odpocząć także od ich ciężaru. Potem nakryła go derką.
Okolica wydawała się przyjazna. Spokojny strumyk, przyjazne otoczenie. Miejsce wydawało się idealne na noc.
Bycie jedyną kobietą w całym towarzystwie niosło ze sobą obowiązki. Postanowiła przygotować coś do jedzenia, gdy tylko zapłonie ognisko. Zaczęła szperać w torbach z prowiantem, by znaleźć coś smakowitego na kolację.
-Drób... pieczywo... ser kozi, suszone mięso, ryby... Co byście chcieli?- spytała całą resztę.




//Jest jesień, czy zima?

Funeris Venatio:
//Jest środek hemis (zimy). Znajdujemy się aktualnie kilkanaście kilometrów na południowy-zachód od granicy trzech gmin w dystrykcie Noran LINK!. Mamy +3 stopnie. Jest godzina 17.00.

Funeris zrobił mały zwiad powietrzny. Okrążył najbliższą okolicę, przecinając mroźne powietrze i zmagając się z podmuchami hemisowych wiatrów. Na szczęście nie było żadnych nieprzyjemnych wichur, ale na pewnej wysokości wszystko czuje się inaczej, mocniej. Krążył więc tak chwilę, bijąc swoimi wielkimi i śnieżnobiałymi skrzydłami, oglądając teren pod nim. Dostrzegł niewielki lasek na północy, a raczej kępkę drzew. Nic specjalnego tam się nie znajdowało z tego, co zdołał dostrzec. Na wschodzie, skąd ciągnął się niegdyś zdecydowanie szerszy strumień, widać było większe skupisko wysokich drzew, które już można było nazwać niewielkim lasem. Głównie rozłożyste graby, kilka dębów, wiele więcej już nie rejestrował. Z południa, skąd przybyli, oczywiście nie było nic nowego. Ich trakt biegł prosto na północ, dopiero później rozdzielając się na troje. Na zachodzie dostrzegł jakiś zniszczony budynek, lecz w ogóle nie skierował tam swoich lotów, jakby totalnie ignorując jego istnienie.
Powrócił wreszcie, wylądował obok grupki rycerzy i wystawił jednego z rycerzy na pierwszą wartę. Oczywiście najpierw rozkazał mu odebrać nieco prowiantu od Evening i zaczerpnąć wody.
- A wiesz, że sera to bym zjadł? - uśmiechnął się.

Lucas Paladin:
Lucas znalazł samotne miejsce w obozie, aby tam odpocząć i przygotować się duchowo na to, co czeka wszystkich uczestników wyprawy. Opróżnił juki Tancerza i spoczął na chwilę przy ognisku. Była Hemis, a mrozy na Valfden dawały się mocno we znaki. Mściciel łyknął troszkę wody i oddał się modlitwie do Zartata. Rozważania przerwał głos Evening, która zaproponowała coś do jedzenia. W sumie, była to miła odmiana, usiąść w towarzystwie przyjaciół i skosztować czegoś smacznego. Rycerz sam nie wiedział na co miał ochotę, zawsze lubił sobie dobrze zjeść, więc potrawa nie robiła różnicy, no... może za wyjątkiem ryby.
- Drobiu, pieczywa i ... czegoś do picia, poproszę siostro. - przy czym Lucas posłał najpiękniejszy uśmiech na jaki był w stanie się w tej chwili wysilić.

Evening Antarii:
-Już się robi! - odpowiedziała Lucasowi Eve takim samym szczerym uśmiechem. Wyciągnęła i ser, i mięso drobiowe, i naparu do picia oraz ciemny chleb.
-Proszę bardzo. Wedle życzenia...- rzekła dołączając do tego teatralny gest i zaśmiała się do mściciela.  -Chwila nad ogniskiem i będzie w sam raz - dodała jeszcze, bo w sumie nie wiedziała jak bardzo jej brat obyty jest kulinarnie. Podała też prowiant aniołowi.
-A właściwie... dużo zostało ci jeszcze awansu?- spytała Lucasa z czystej ciekawości. Jakoś ostatnio nie miała czasu na śledzenie postępów innych zakonników.
Sama przysiadła soę obok  Lucasa przygotowując sobie strawę. Musiała rozgrzać się ciepłym napojem. Albo wtulając się w Funa.  Najlepiej jedno i drugie! Jak to powiadają... szewc bez butów chodzi. A i ona niestety nie wyposażyła się w cieplejszy ubiór. Noce robiły się coraz chłodniejsze.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej