Tereny Valfden > Dział Wypraw

Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy

<< < (5/53) > >>

Funeris Venatio:
Funeris usiadł na swoim siodle zdjętym z Yody i wyciągnął ręce w stronę pełgającego już ogniska. Dorzucił drewna, przegarnął żar i rozprostował plecy. Wtulona w niego Wieczorek dodawała otuchy. Niebo przemykające nad ich głowami ciemniało z każdą chwilą, słońce chyliło się ku zachodowi, swojej naturalnej kryjówce. Wielka gwiazda oddalona od nich o niezmierzoną ilość kilometrów ustępowała powoli miejsca dwóm księżycom. Jeden stał w nowiu, drugi był widoczny w połowie. Funeris próbował sobie przypomnieć jak się nazywa ten stan przejściowy między nowiem a pełnią, ale nie potrafił. Ostatnio jego pamięć szwankowała, jakby czymś blokowana. Wiedział, że znał pewne fakty, pamiętał różne szczegóły, ale jakby nie potrafił dotrzeć do odpowiedniej szuflady w tej starej i obszernej komodzie zwanej pamięcią. Potrząsnął tylko głową, jakby strzepywał coś z czupryny. Popatrzył się po wszystkich zebranych, analizując ich postawę i zadowolenie. Dopiero co zaczęli wyprawę, a Lucas już wydaje się wyobcowany, może nawet czymś przygnębiony. Evening, chyba jedyna normalna w towarzystwie, utrzymywała ich wszystkich przy uśmiechu. Derekowi mijała już pierwsza godzina warty, gdy dołączył do niego paladyn Monte. Mieli siedzieć na wzgórzu po cztery godziny, każdy patrzący w inną stronę świata i obejmujący łącznie całą okolicę swoim wzrokiem. Przesunięcie się pierwszej warty miało nie dopuścić do sytuacji, że obydwoje będą schodzić z posterunku w tym samym momencie.
- To nie do końca tak, że aniołem zostaje każdy po pewnym czasie, Wieczorku. Faktycznie należy ukończyć pewien etap szkolenia, ale jednak to nie jest jedyne wymaganie. Nawet z samą Patricią Zartat miał przez chwilę problem, gdy byliśmy razem w Niebiańskiej Przystani...

Evening Antarii:
Eve upiekła sobie kromkę chleba nad ogniskiem - tak żeby była chrupiąca o złocistym kolorze. Podgrzała też napar ziołowy. Przypominało jej to leśne wyprawy z ojcem. Nie były tak niebezpieczne jak ta. Grupa myśliwych wyposażonych w długie łuki, trąby i psy gończe przemierzająca las, to zupełnie coś innego niż rycerze zmierzający pokonać zło.
Jej kolacja była skromna, ale jakoś nie mogła jeść, choć wiedziała, że trzeba zbierać siły... Oparła głowę wygodniej na piersi Funerisa wsłuchując się w to, co właśnie powiedział.
-Dlatego jednocześnie nie mogę się doczekać, ale także się boję...- wyznała szczerze. Mniejsza o lęk wysokości! Albo o upadek z wysokości chmur... Eve szybko odgoniła od siebie te myśli.



//Przypomniałam sobie, że nie mam zbroi  :(

Funeris Venatio:
- Niczym się nie przejmuj. Zartat wezwie Cię do siebie gdy uzna, że jesteś gotowa do próby. Dopiero wtedy Twoja wiara i umiejętności zostaną poddane próbie. Poza tym nie myślmy o rzeczach nieokreślonych, mamy cel przed sobą, który trzeba zrealizować.

Evening Antarii:
-To nie jest rzecz nieokreślona. To całkiem niedaleka przyszłość, mam nadzieję...

Lucas Paladin:
Lucas uważnie przysłuchiwał się słowom Funerisa. Wszystko, co mogło być pomocne przy okazji otrzymania daru anielskiego od Zartata nie uszło uwadze rycerza. Jego wiara była czysta i silna, wręcz nie do zachwiania. Zartat był tym, który dał mu wszystko, jemu zawdzięcza swoje dotychczasowe, dobre życie. Umiejętności mogły być zaś sprawdzane w różny sposób, najistotniejsze było wykazać się przed Boskim Aniołem. Lucas był na to gotów od chwili gdy zobaczył Zariel, a potem jeszcze bardziej, gdy jego oczom ukazała się Kinraya. Aniołowie Zartata napełniali jego serce ciepłem, ale jednocześnie strachem. Funeris również. Skosztował znakomitej sprawy, popił wodą, po czym wstał i odszedł na bok rozprostować kości. Miał nadzieję, że Sekta Orwella nie okaże się potężnym rywalem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej