Tereny Valfden > Dział Wypraw
Serafin
Funeris Venatio:
- W najśmielszych snach nie oczekiwałem Twojego przybycia, mścicielu - odparł paladyn, widząc twarz i sylwetkę Lucasa. Myślał, że ten gdzieś wyruszył, lecz najpewniej wieść o natrafieniu na trop wspólnego przyjaciela zaważyła. Wstał zza drewnianej ławy i uścisnął po męsku rycerza - krótkim, lecz mocnym gestem. Wskazał mu miejsce za stołem i rozejrzał się po karczmie.
- Gdyby była jeszcze z nami panna Antarii, to gotów bym był wyruszyć z miejsca.
//Nie wiem co z Gornem - pytał się mnie, czy będą walki na tej wyprawie. Ktoś ma jakieś wskazówki odnośnie niego?
Stał niczym kamienny posąg trzymając w ręku książkę. Czarną niczym smoła. Któryś parobek z boku zaczął mu się przyglądać i w pewnym momencie jakby się ocknął. Wystrzelił szybko w stronę zielonookiego człowieka i wyrwał mu grymuar z ręki. Do tego odepchnął porządnie, aż ten poleciał kilka kroków do tyłu, lądując wreszcie w błotnistej brei zaczynającej pokrywać ulicę. Zakręciło mu się w głowie od uderzenia, lecz po chwili odzyskał jasność umysłu. Podźwignął się na kolana i zobaczył nadciągającego kierownika magazynu. Grubawy mężczyzna trzymał w ręku swoją nieodzowną pałkę. Przemoczony człowiek całkowicie zapomniał o woluminach, o odbiciu w kałuży i całym tym zamyśleniu. Jeszcze przed momentem docierało do niego coś nieuchwytnego, lecz teraz tylko widział zamach i kolisty ruch drewnianej lagi.
- Jak Ci na imię? - spytał lekko zachrypniętym głosem. Głosem, w którym pojawiła się nieskrywana, wyraźna nuta.
- Jak Ci na imię?! - powtórzył głośniej, rozdając kolejne razy przemoczonemu człowiekowi. Niepasująca nuta stała się całą kanonadą w strumieniu jego głosu. Zielonooki wreszcie ją nazwał.
Se... - zawahał się na moment, chcąc odpowiedzieć. Kierownik się przestraszył. Ogarnął go strach. Przed czym? Tego nie wiedział.
- Serafin! - wypalił wreszcie. Tylko czemu chciał powiedzieć Poeta?
Mogul:
Człowiek nawet nie podniósł się, tylko skinął głową na znak powitania.
//: prosto, wóz albo przewóz
Funeris Venatio:
//Myślę, że na wieczór można zarządzić wymarsz. Kto chętny, niech jeszcze wbija do karczmy.
Lucas Paladin:
Lucas usiadł we wskazanym przez Bethrezena miejscu. Ciekaw był co stało się z Funerisem, dlaczego tak długo nie było go w Bractwie, ani w mieście, co takiego powierzył mu Zartat. Sam na chwilę pogrążył się w swoich myślach, z których wyrwał go głos Hattona, który wspomniał coś o Evening. Tak, ukochana Funerisa byłaby niezbędna w tej kwestii, w końcu jego przyszła żona.
- Tak. - rzucił tylko - Myślę, że się zjawi, jak tylko usłyszy o tym, co się tu dzieje.
Funeris Venatio:
- Jedziemy do Utamin - podjął po chwili, gdy wszyscy się rozsiadli. - Lucasie, byłeś tam już, pomożesz nam znacznie. Musimy dostać się na miejsce możliwe nierozpoznani i wybadać sytuację. Mam nadzieję, że znajdziemy go tam.
Mężczyzna śnił. Pierwszy raz od... od kiedy, właśnie? Nie wiedział. Wydawało mu się, że śni pierwszy raz w życiu. Leciał przestworzami na wielkich białych skrzydłach, chłonąc zimne powietrze.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej