Tereny Valfden > Dział Wypraw
Serafin
Funeris Venatio:
Nazwa wyprawy: Serafin
Prowadzący wyprawę: Funeris Venatio
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: członkostwo w Bractwie ÂŚwitu lub bycie postrzeganym za przyjaciela Funerisa Venatio
Uczestnicy wyprawy: Funeris Venatio, Regash, Lucas Paladin
Bethrezen Hatton oczekiwał na członków Bractwa ÂŚwitu w Obieżyświecie w Efehidon.
//Dołączyć może każdy członek Bractwa ÂŚwitu lub osoba, która kiedyś uważała się za przyjaciela mojej postaci.
Lucas Paladin:
//Dopiero teraz mówisz? :(
Mogul:
Podobno ktoś oczekiwał na członków Bractwa w Obieżyświecie. Regash siedział już tam wcześniej i pił wcześniej zamówioną wodę.
Funeris Venatio:
Rytmiczne uderzenia młota kowalskiego wyrwały go wreszcie ze snu. Twarde posłanie, na którym spędził sporą część swojego nocnego życia, zaczynało mu coraz bardziej przeszkadzać. Malutka izdebka gdzieś na poddaszu sklepu rybnego śmierdziała tak samo jak całe miasto - rybami, owocami morza, uryną i nieczyszczonym nocnikiem. Na ścianie niedomyta plama od wymiocin zdradzała, że którego razu alkohol przeważył szalę i żołądek zażądał eksmisji lokatorów. Zarośnięta twarz mężczyzny potrzebowała golenia, lecz do pracy w magazynie nie było to wymagane. W oczy uderzyło ostre poranne światło, które ogarniało całą okolicę swoim blaskiem. Gwar na uliczkach już dawno osiągnął crescendo - a to jakiś elf został okradziony, a to jakaś przekupka starała się przekrzyczeć konkurencję, a to marynarze robili burdę pod najgorszą knajpą w dzielnicy. Dzień jak co dzień. Sobota.
Człowiek wreszcie dźwignął się całkowicie i potarł ręką plecy w miejscu łopatek. Swędziało go tam od zawsze, tak mu się przynajmniej wydawało, chociaż trudno mu było sięgnąć pamięcią do wydarzeń sprzed kilku miesięcy. Tak na dobrą sprawę to nie pamiętał nikogo bliskiego - co się z nimi stało, czy w ogóle istnieli. Ojca i matkę miał każdy. Mogli zginąć, mogli go porzucić, mogli gdzieś nadal wegetować albo zaginąć bez śladu. Nawet jeżeli dzieciak zostaje oddany do sierocińca czy wychowuje się na ulicy to jednak pamięta, że tak właśnie było. A on nie pamiętał absolutnie nic.
Narzucił na siebie znoszone ubranie i wyszedł przez okno na dach. Nie opłacało mu się schodzić na dół, gdyż trzy budynki dalej było jego miejsce pracy, do którego szybciej dojdzie po płaskich dachach niż zatłoczonych ciasnych uliczkach. Magazyn był miejscem gdzie spędzi następne dwanaście godzin. Jak będzie miał szczęście to nawet dostanie coś ciepłego do jedzenia...
Bethrezen Hatton wypatrzył Regasha i skinął na niego, by ten się dosiadł. Miał przed sobą cztery kufle i pełen dzban piwa. Nie wiedział kto zdąży odpowiedzieć na wezwanie.
Mogul:
- Regash, rekrut. Przywitał się krótko.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej