Tereny Valfden > Dział Wypraw

Elfi szlak, czyli dwunastu gniewnych ludzi.

<< < (4/10) > >>

Dragosani:
Przez krótki moment panowała cisza. Nie licząc, oczywiście, szumu deszczu. Potem tajemniczy przybysz coś powiedział. Niestety zagłuszył go grzmot. Musiał więc powtórzyć.
- Oczywiście chętnie je podam - powiedział. Zapewne to właśnie utonęło w huku grzmotu. - Jeśli tylko upewnię się, że i ty je znasz. Sama rozumiesz, kwestie wojskowe. - Taki z niego Hetman! Przybysz przetarł okno ręką, ale to nic nie dało. I tak niewiele przez nie widział. Jednak ten ruch sprawił, ze elfka mogła wyraźniej zobaczyć, iż jego kontur nie sugeruje noszenia jakiejś broni na plecach, jak to czyniło sporo osób na Valfden. Co, rzecz jasna, nie musiało znaczyć, że jest nieuzbrojony.
- Więc, jak ono brzmi? - zawołał jeszcze.

Nessa:
Nessa pacnęła się w czoło wolną dłonią. Były dwie opcje: albo za drzwiami stał przygłupi bandyta-prostaczek, albo ktoś zgoła inny. Jako że Tinuviel (cudowny pseudonim, prawda?) stała się ostatnio podejrzliwa, to obstawiała tę mniej optymistyczną możliwość. Czyli za drzwiami mógł stać ktoś tak przebiegły, że nawet przebiegły umysł nie może sobie tego wyobrazić. I chciał oczywiście teraz wyprowadzić elfkę na manowce, wymagając od niej podania hasła. Istniała oczywiście też możliwość, że on hasło znał i naprawdę chciał sprawdzić, czy długoucha również je zna. Lub go nie znał, twierdził, że zna, by Nessa pomyślała, że tylko zgrywa się, by pomyślała, że go nie zna, a tak naprawdę mówił, że je zna. A co jeśli było odwrotnie? Znał hasło tak, jak twierdził i chciał, by dziewczyna pomyślała, że go nie zna, próbując je od niej wydobyć, a chciał je usłyszeć od elfki po to, by dowiedzieć się, czy ona je zna. Cholera. Przecież nie było żadnego hasła!
- Przemądrzali giną pierwsi - syknęła cicho elfka. - To jest twoje hasło - dodała równie cicho. Człowiek, by tego nie usłyszał, ale wampir? Hmm...

Dragosani:
Wampir może niekoniecznie by usłyszał. Wokół padał deszcz, była burza, a i elfka nie mówiła zbyt głośno. Z tym, że ów ktoś na zewnątrz wcale nie musiał być zwyczajnym wampirem. Mógł być na przykład wampirem z taką trąbką, której używają starzy, głusi ludzie. Tacy, którzy wymagają krzyczenia do niej i potem z kolei wydzierają się na swoich rozmówców, że krzyczą, pytają się dlaczego to robią, bo przecież nie są głusi. Ale to byłoby raczej dziwne. Chociaż na wyspie pełnej magii i dziwacznych stworów to chyba akurat niewielkie dziwactwo.
- Przemądrzali giną pierwsi! - Głos powtórzył po elfce. - Teraz możesz powiedzieć swój odzew i mnie wpuścić. Jak widzisz, jestem swój. - Teraz to już ciężko było stwierdzić, czy tajemniczy przybysz sobie nie żartuje z elfki. Co było w sumie bardzo prawdopodobne, nawet mimo deszczu bębniącego o ściany chatki.

Nessa:
   Jeszcze tego brakowało. Głos ją usłyszał, a dla Nessy znaczyło to jedno - miała do czynienia z wampirem. Trochę spędziła wśród takich istot i wiedziała, jak czuły jest ich słuch. Swoją drogą była to ich najbardziej irytująca cecha zaraz po głodzie krwi i plamach na dywanie, które zostawiali w dzień. Elfka nie mogła też zapomnieć o tym, że kojarzyła ten głos. Skąd? Ciężko powiedzieć, bo nie miała do tego zupełnie pamięci, a i deszcz nie pomagał. Właśnie, burza. Wampir nie mógł stać tam zbyt długo, bo gdyby jego irytacja wzrosła, to Nessa mogłaby skończyć ususzona na wiór, a gdyby zapałał do niej choć odrobiną sympatii, to istniała nadzieja, że ubędzie jej może litr krwi. Nie więcej. W końcu jaką przeszkodą są dla niego te okna i drzwi.
   Niepewnie, choć szybko ruszyła do drzwi. Zanim odblokowała drzwi, wzięła łuk i jedną strzałę. Schowała sztylet i nakładając już strzałę na cięciwę, wykopała krzesło spod prowizorycznej klamki. Odsunęła się szybko na drugi koniec chatki, mierząc w miejsce, gdzie powinna pojawić się nieznana postać. Siląc się na pewny ton, krzyknęła swój odzew:
- Srebra ci u nas dostatek. Zapraszam, mości wąpierzu.

Dragosani:
Gdy wykopała krzesło spod drzwi i krzyknęła odzew usłyszała parsknięcie. Jakby śmiechu. Bardzo znajomego śmiechu. Oczywiście było to niezwykle irytujące, bo co się będzie wąpierz parszywy śmiał z zaczepnych okrzyków elfki? Jeszcze czego!
Nessa dostrzegła, że kontur postaci wampira zniknął z okna, kierując się w stronę drzwi. Prosto pod strzałę elfki. Przez moment słychać było tylko szum deszczu i grzmoty. A potem skrzypnięcie klamki jak i samych drzwi. Znów przyszło skojarzenie z trumną. Drzwi otworzyły się i w progu stanął On. Ciemny na tle nikłego światła padającego z zewnątrz. Ogień z kominka lekko go oświetlał, ukazując skrytek lekko półmroku elementy pancerza skórzanego. Tak znajomego pancerza skórzanego. Teraz jednak pozostawała ukryta w cieniu pod kapturem. Wampir zatrzymał się. Oczywiście w tej chwili gdzieś z tyłu uderzył piorun, zalewając upiornym blaskiem okolice i podkreślając zarys postaci wampira. I wtedy znajomy głos odezwał się, dochodząc spod kaptura.
- Nessa? - Mężczyzna zrobił krok do przodu i zdjął kaptur. Teraz elfka go poznała. Błyskawicznie dopasowała głos do twarzy. Stał przed nią wampir Dragosani, który na samym początku ich znajomości przedstawił się jej jako Severus. Wyglądał jak dawniej. Tylko we wciąż jasnych oczach krył się dziwny mrok. Jakby coś demonicznego.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej