Tereny Valfden > Dział Wypraw

Elfi szlak, czyli dwunastu gniewnych ludzi.

<< < (3/10) > >>

Nessa:
   Burza. Tinuvel uśmiechnęła się delikatnie. Wybawienie przyszło. Może nie w postaci oddziału rycerzy na białych koniach, ale w postaci grzmotów, ogromnych kropel i cudownego zapachu lasu podczas deszczu. Długoucha nie myślała już o kruku. Może rzeczywiście zwierzę broniło swego honoru i honoru całego gatunku. A może miało to coś wspólnego z falą samobójstw, która zalała wyspę. Nessa nie wiedziała, bo i sama zbyt często nie myślała o śmierci. Była nią otoczona i uodporniła się na jej widok. Serce elfki wróciło już do swojego rytmu, a dziewczyna mogła zająć się przygotowywaniem do nocy.
   Zanim rozpaliła w kominku, przeszło jej przez myśl, by spędzić kolejną zimną noc bez ognia i z bólem całego ciała o poranku. Może to byłoby bezpieczniejsze? Nie chciała, by ktokolwiek odwiedził ją w obcej chacie pośrodku niczego. Ale ogień kusił i paradoksalnie również dawał jakieś poczucie bezpieczeństwa. Chata dzięki niemu nie wyglądała tak upiornie, a i drzwi wydawały się całkiem mocne. Jedynie okna były problemem, ale Tinuviel po nocach spędzonych na drzewie, budząc się na każdy szmer, chciała odpocząć. Może i była elfem i to myśliwym, ale udogodnienie w postaci ciepłego i suchego kąta było tym, czego Nessie brakowało najbardziej. No może zaraz za balią ciepłej wody.
   Skubnęła trochę wędzonego mięsa, które miała ze sobą i zaczęła otwierać znalezione butelki. Było to niegrzeczne, ale biorąc pod uwagę ilość kurzu, ich właściciel nie powinien się obrazić, o ile jeszcze żył. ÂŻaden korek nie był dla niej problemem, odkąd jeden z myśliwych w Ostoi (tak właściwie staruszek i pijaczyna, a nie prawdziwy myśliwy) zrobił jej wykład, jak pozbywać się korka, by potem nic nie wchodziło między zęby. Powąchała zawartość każdej butelki, a następnie chwyciła notes.
   Kobiety to cudowne stworzenia. Cudownie ciekawskie stworzenia.

Dragosani:
Ogień w komunku płonął radośnie odganiając wszelkie strachy, które mogła przynieść noc. Za oknem padał deszcz. Jego ciężkie krople uderzyły o okna, spadały na dach, wybijając równy rytm, który przeszedł w szum. Szczęśliwie dach był szczelny, nie przeciekał. Jeszcze tego by brakowało, aby na głowę elfki zaczął płynąć strumyczek wody niczym mocz prostytutki na głowę jakiegoś fanatycznego kultystę w czasie chorego rytuału. Nessa zapewne wolałaby tego uniknąć. Zarówno moczu prostytutki, jak i samego deszczu.
Korki butelek puściły bez oporów. Nauczyciel elfki spisał się doskonale. Trunek okazał się być winem. Raczej dość cienkim i zapewne nie pochodzącym z którejś z większych winnic na Valfden, lecz z produkcji własnej. Pachniało pozionkami. W sumie przez to nie było "winem", ale kto by zwracał uwagę na takie szczegóły?
Notes zaś okazał się czymś w rodzaju dziennika. Albo książki pisanej w takiej formie. Tę drugą opcję sugerowało to, że miał on tytuł. Napisany na pierwszej stronie lekko pochyłym pismem. Tytuł ten brzmiał "Dwunastu gniewnych ludzi". Elfka już miała zabrać się do zgłębienia tajemnic dziwnego notatnika, gdy usłyszała pukanie do drzwi.
- Jest tam ktoś? - Usłyszała głos. Znajomy głos. - Widzę ogień - powiedział jeszcze ów głos. Więc udawanie nieobecności raczej odpadało.


Nazwa: "Dwunastu gniewnych ludzi"
Opis: Dziennik spisany przez anonimowego autora zawierający wiele tajemnic.

Nessa:
   Wieczór i noc miały być przyjemne. Lekki posiłek, ciekawa lektura, brak moczu prostytutki i sen w ciepłym miejscu. Czego chcieć więcej? Może jeszcze tej balii z gorącą wodą, ale nie można mieć wszystkiego. Więc i wszystkiego Nessa nie wymagała, ale odrobiny spokoju, którego niemoralnie wręcz potrzebowała. Oczywiście, jak się czegoś chce, to się tego nie dostaje, zatem wyrwana z oglądania notesu elfka poderwała się na równe nogi. Zdążyła odwrócić jeszcze książkę, by ktoś niepowołany nie odczytał przypadkiem jej tytułu i zaczęła gorączkowo myśleć. O tej porze w środku lasu to mógł być każdy. Rabuś, zmęczony myśliwy, czy staruszek, który przed zmierzchem nie dał rady wrócić do domu. Nie miała oczywiście zbyt wiele czasu do namysłu, więc podkradła się pod jedną ze ścian, pod którą z żadnego z okien by jej nie zobaczono. Kto wie, może jej gość zacznie obchodzić chatkę, a blask kominka nie ułatwiał długouchej sztuki kamuflażu, której nauczyła się jeszcze  Krukach. Tak właściwie to tamten kamuflaż nie miał nic wspólnego z tą sytuacją, ale akurat Nessa przypomniała sobie o tamtej lekcji. Przypomniała sobie też przepis na pyszną jajecznicę, ale to również by jej nie pomogło.
   Fakt, że ów głos, który się odezwał, był Tinuviel (jakiż dźwięczny pseudonim!) skądś znany, nic nie ułatwiał. Właściwie tylko utrudniał, bo dziewczyna spodziewała się najgorszej możliwej szumowiny za tymi drzwiami. Może to ktoś jeszcze z Trójprzymierza? Słyszała, co się z nim stało i jak to okazało się, że druhowie od polowań potrafią nie mieć za grosz honoru. Podobnie zresztą jak elfka, która znika bez słowa pożegnania i zostawia wszystko nie patrząc za siebie. Zatem Nessa ściskając mocno sztylet, po odliczeniu do pięciu, krzyknęła niby od niechcenia, modulując głos najlepiej, jak potrafiła:
- Zdzichuuuu, weź się rusz! Przeca nie będę kiecy zakładać, by jakiegoś włoczęgę pogonić! Tałatajstwo toporem trzeba znowu potraktować- liczyła, że brzmiała przekonująco. W końcu często spotykała takie baby w wioskach. Ale wszystko zależało od tego, kto stał za drzwiami...

Dragosani:
Zza drzwi dało się słyszeć westchnięcie. I grzmot, bo wszak była burza. I oczywiście szum deszczu. Ktoś na zewnątrz nie pukał już.
- Nie włóczęgę i tałatajstwo, tylko Hatmana Koronnego i szlachcica Aqtos, jeśli już - zawołał dziwnie znajomy głos. Głos z przeszłości. Lecz wciąż ciężki do dopasowania do twarzy. - I nie przeganiać. Chcę tylko przeczekać deszcz. - Ów ktoś podszedł do okna. Nessa mogła dostrzec jego ciemny kontur. Miał na głowie chyba kaptur. Tajemniczy przybył zaś zajrzał przez okno. Nie dostrzegł jednak elfki, ta wszak sprytnie się schowała. Widział izbę, kominek, meble i tyle. Elfki nie. Jednak miał chyba też inne czule zmysły, gdyż kolejne co powiedział to:
- Poza tym wiem, że w środku jest tylko jedna osoba! - krzyknął. Znów uderzył gdzieś piorun i rozległ się grzmot.

Nessa:
   Nessa z trudem powstrzymała śmiech. Głos był znajomy, ale żadnego hetmana nie znała. ÂŚcisnęła mocniej sztylet, wzięła dwa wdechy i krzyknęła, by przedrzeć się przez dźwięku burzy:
- Hasło!
   Nic innego i bardziej rozsądnego nie przyszło jej do głowy. Obiecała sobie, że nie będzie wdawać się w dysputy przez drzwi z nieznajomym jegomościem, bo nie musiałby on być wielce przebiegły, by ją wykiwać lub wykorzystać jej dobroduszność. Skończyłoby się albo na popijaniu poziomkowych trunków, albo na chowaniu trupa przy domku. Z tym, że tylko jedno z nich by doczekało tego scenariusza. Teraz elfka po prostu chciała go sprowokować do jakiejkolwiek reakcji, która mogłaby ją naprowadzić na to, kim jest ów tajemniczy i już zapewne nieźle zmoknięty gość.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej