Tereny Valfden > Dział Wypraw

Elfi szlak, czyli dwunastu gniewnych ludzi.

<< < (5/10) > >>

Nessa:
   Już miała mierzyć. Już miała wystrzelić. Już miała zabić. Ale nieee. Zawsze coś musi się skomplikować. Biednemu w końcu zawsze wiatr w oczu i chleb masłem do ziemi. Na przykład w miejscu nieznajomego krwiożerczego wampira pojawia się znajomy krwiożerczy wampir. To całkowicie zmienia postać rzeczy i utrudnia morderstwo. Szczególnie, gdy na twojej twarzy pojawia się zaskoczony uśmiech, opuszczasz łuk, by za chwilę go odłożyć i rzucasz się, by przytulić kogoś, komu jeszcze przed chwilą nieudolnie groziłaś śmiercią.
- Cortez! - Długoucha przytuliła wampira. Szybko i po przyjacielsku. Inaczej niż mają to w zwyczaju grube ciotki, które zostawiają na naszych koszulach ślady szminki i zapach okropnych perfum. Nessa odsunęła się i ponownie uśmiechnęła. Ciężko ocenić, czy był to szczery uśmiech. Zapewne dziewczyna sama tego do końca nie wiedziała. Spotkała przecież starego znajomego, ale nie chciała nikogo spotykać. W dodatku była to osoba, która mogła mieć pretensje do elfki za to, że zniknęła, gdy Trójprzymierze dopiero raczkowało.
   Kilka sekund wystarczyło, by Tinuviel (ciekawe, czy Dragosani wie o jej nowym przydomku?) zauważyła, że to nie jest ten sam krwiopijca, którego znała. Długowieczni i nieśmiertelni mają to do siebie, że się nie zmieniają z wyglądu. Pozornie oczywiście. Tak jak Severus nic się nie zmienił może poza długością włosów czy zarostu, tak i Nessa wyglądała identycznie jak kilka lat temu. Z obu stron były to jednak pozory. Wampir wyglądał bardziej tajemniczo i jeszcze bardziej nieludzko, o ile to w ogóle jest możliwe. Elfka natomiast wyglądała pewniej. Po prostu. W każdym geście czy słowie. Zniknęła gdzieś dziewuszka sprzed kilku lat. Pytanie tylko co to oznaczało dla innych.

Dragosani:
Gdy elfka radośnie rzuciła się na szyję wampirowi nie przewidziała jednego. Stał on w deszczu, wcześniej zapewne też szedł. Więc był mokry. Wampir, a w szczególności jego pancerz. I tak oto elfka wtuliła się w całą tę wilgoć zgromadzoną na wampirze. Niby kontakt był niedługi, lecz już mogła poczuć jak jej odzienie przyjmuje na siebie część wilgoci. Ktoś wredny najpewniej by powiedział, że Nessa zrobiła się wilgotna na widok Draga. Szczęśliwie wrednych osób tu nie było. Znaczy były, ale nie mówiły tego.
Drago zamknął za sobą drzwi, coby wiatr nie znosił do wnętrza krople deszczu, i spojrzał z uśmiechem na elfkę. Czy szczerym, ciężko powiedzieć. Wszak opuściła ona bez ostrzeżenia Trójprzymierze, gdy ono raczkowało. Jednak akurat ten wampir przejmował się Trójprzymierzem mniej więcej tyle, co pijany wujek na weselu tym, że robi z siebie (i całej rodziny) pośmiewisko. Czyli niewiele.
- Dragosani, jeśli łaska. Teraz już z nazwiskiem Antares. Tamto to był tylko pseudonim operacyjny, nie pamiętasz? - zapytał i obejrzał sobie elfkę od stóp do głów. Nie zmieniła się. Przynajmniej fizycznie. Jednak jej wzrok był inny. Bardziej twardy i silny.
- Widzę, że nieco zmężniałaś. Chociaż może zniewieściłaś się byłoby lepszym określeniem. No, wiesz o co chodzi. - Teraz już w świetle kominka Tinuviel (zacny przydomek) mogła sobie dokładniej obejrzeć Draga. Prócz dziwnej aury tajemniczości zyskał także nieco inne wyposażenie. Broń z czarnej rudy, szabla i sztylet. Do tego nowoczesny pistolet skałkowy z Ekkerund. Na szyi miał zaś naszyjnik z jakiś rogów. Mimo znajomości zwierząt elfka nie była w stanie ich zidentyfikować.
- Gdzieś ty się podziewała tyle lat? - zapytał wampir. Było to w sumie dość oczywiste pytanie po tak długim czasie nieobecności.

Nessa:
   Nessa jakoś zignorowała fakt, że zrobiła się mokra. W końcu długo pościła i wampir do najbrzydszych nie należał, a nawet pewna czarnoskóra piękność zwróciła na niego uwagę. Chociaż diabli wiedzą, co ma to wszystko wspólnego z deszczem. Skóra, w którą elfka była odziana, nie zdążyła nawet namoknąć. Mimo otrzepała się i cofnęła w głąb chaty. Po chwili jednak wróciła pod drzwi i podniosła krzesło. Wypada jakoś przyjąć towarzysza.
- Zmężniałaś? Tutaj w dziczy o wszystko trzeba walczyć, Severusie - zaśmiała się, ignorując to, jak przedstawił się jej wampir. W końcu żadnej łaski nie miała. Może chciała przyjacielsko utrzeć nosa panu szlachcicowi. Pamiętała, jak biegał po lesie z podstawową bronią jeszcze! Jednak to było dawno. Bardzo dawno jak widać. Najprawdopodobniejszym jednak powodem, dla którego Nessa w taki, a nie inny sposób zwróciła się do mężczyzny, była zwykła obserwacja. Obserwacja jego reakcji. Po czterech latach nawet najbliższy przyjaciel może być wrogiem.
   Uśmiech zszedł z twarzy elfki. Spoważniała, choć wciąż jej ton wydawał się obojętny, a może nawet beztroski:
- Musiałam przed kilkoma rzeczami i osobami uciec. A ty mnie tu przydybałeś. Co z tym zrobisz? - usiadła na krześle, kładąc rękę na tajemniczej książce, którą tak strasznie chciała przeczytać, i przyglądała się bystro Dragosaniemu. Znała odpowiedź. Spodziewała się, że powie, że nic z tym nie musi robić i nic mu do tego, ale i tak chciała ją usłyszeć. Bo czemu by nie? Zawsze to jakiś początek rozmowy.

Dragosani:
Drago pokręcił lekko głową, słysząc słowa Nessy o dziczy. Wszedł głębiej w chatę i usiadł na jakimś krześle. Jasnym było, że opuszczony dom nie należy do elfki, więc nie było co czekać na zaproszenie do tego. Skąd wampir wiedział, że elfka tutaj nie mieszka? Cóż, po pierwsze znał nieco okolicę i siedział, że ta chata stoi pusta. Między innymi dlatego postanowił dobijać się do drzwi. Deszcz był drugorzędną sprawą. Po drugie, życie z Visenyą nauczyło go, że kobiety miewają nieraz obsesję na punkcie porządku. Nessa bardzo prawdopodobnie również takową miała, a stan chaty do porządnych nie należał. Chociaż i tak mogło być zapewne o wiele gorzej. Przynajmniej nie było tutaj żadnego trupa. Chyba. Bo kto wie co się czai w szafie, czy pod podłogą. W takich miejscach lubią ukrywać się różne siły ciemności. Koty, myszy, bezdomni i trupy. Wszyscy to wiedzą. No, prawie, gdyż stare opowieści mówią o jakimś śniegu, który nic nie wiedział. Swoją drogą to dziwne, jak śnieg mógł wiedzieć cokolwiek. Przecież to tylko taka woda, tylko bardziej wkurzająca. Ale nikt nie mówił, że opowieści muszą mieć sens.
- Ja tutaj w dzicz przybyłem właśnie nieco odpocząć - wyznał. Nie mówił od czego. Ale elfka znała jego tryb życia, więc mogła się domyślać. Wysłuchał dalszych jej słów. Na wieść, że elfka musiała się przed czymś (i przed kimś) ukrywać, zmarszczył lekko brwi.
- Jeśli ktoś, lub coś, ci zagraża, wystarczy powiedzieć - odpowiedział zapewne zaskakując tym elfie dziewczę. Uśmiechał się kącikiem ust. - W razie potrzeby mogę pomóc. Doskonale wiem jak to jest ukrywać się i być ściganym. W sumie te sytuację od drugiej strony też znam... Więc, w czym problem? - zapytał. Chyba wyraźnie chciał pomóc dawnej znajomej. Ton głosu (może nieco zbyt pewny siebie i arogancki) sugerował, że uważa iż sprosta wszystkiemu, co może elfce zagrażać.

Nessa:
   Tego Nessa oczywiście nie przewidziała. Co on się taki pomocny zrobił? Jeszcze trochę i założy organizację, by zbierać na chore dzieci, skrzywiła się w myślach nieprzyjemnie, a w chatce pośrodku niczego przyjaźnie, pokazując drobne ząbki w uśmiechu. Mogła się tego spodziewać, ale oczywiście nie chciała. Przez te kilka lat odganiała myśli o swoich dawnych towarzyszach, a jeśli już się pojawiały, to starała się pamiętać ich niezbyt dobre strony. Jeśli takowe nie istniały, to je sobie dopowiadała. Dziwna metoda, by stać się mniej naiwnym, ale skutkowała. Zapewne tylko w przypadku elfki, bo u kogoś innego mogłaby powodować nienawiścią do świata i wszystkich dookoła. Ale nie u Nessy. Ona dalej się uśmiechała radośnie i pomagała wszystkim pokrzywdzonym. Z tą różnicą, że teraz spodziewała się noża w żebra za tę pomoc, ale i tak jej udzielała.
- Dziękuję ci serdecznie, Dragosani - Użyła aktualnego imienia wampira, choć dziwnie się z tym czuła. Zwykle wypowiadała je w kontekście pewnej ulicy w stolicy. Jednak nie było w tym kpiny. - Ale zapewne wiesz, że są rzeczy, z którymi musimy sobie radzić sami. Więc radzę sobie, jak mogę - uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami. Chatka, w której się znajdowali, w tym momencie prezentowała się jeszcze żałośniej. - Przepraszam cię za tę całą szopkę. Nie mam cię również czym tu poczęstować, a ze strachu robiłam się niestrawna, więc sam rozumiesz... Poza tym nie spodziewałam się spotkać tu nikogo dobrego. A na pewno nie ciebie wyglądającego jak... No jak ktoś! - Nie zabrzmiało to ani jak komplement, ani jak drwina. Ot taki stwierdzenie wypowiedziane, gdy elfce skończyły się epitety. - Więc wszystko, co mi opowiedziałeś jest prawdą i odzyskałeś dawną chwałę?
Umiejętnie próbujemy zmienić temat elfko. Oj umiejętnie!

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej