Tereny Valfden > Dział Wypraw

Elfi szlak, czyli dwunastu gniewnych ludzi.

(1/10) > >>

Nessa:
Nazwa wyprawy: Elfi szlak, czyli dwunastu gniewnych ludzi.
Prowadzący wyprawę: Dragosani
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: Pozwolenie prowadzącego
Uczestnicy wyprawy: Nessa, Dragosani [...]

   Astas. Pod tym jednym słowem kryły się niewyobrażalne zmiany. Niewyobrażalne, choć wciąż cykliczne i naturalne. Od wieków niezmienne dla drobnej wiewiórki, sfory wilków czy rolnika. Są rzeczy, których nic nie może zmienić. Słońce zawsze będzie wtedy grzać najmocniej, króliki będą się mnożyć, a jabłka czekać na zerwanie. Taka kolej rzeczy. A jak czeka na ciebie jeszcze kilkaset lub nawet kilka tysięcy takich pór roku, gdy hasanie nago po lesie nie jest możliwe, to musisz znaleźć na nie jakiś sposób. Szczególnie, że bogowie nie są nader przychylni i duchota, która panuje, sprawia, że nawet młoda i urodziwa elfka wygląda jak czerwony mokry ork.
   Południe już dawno minęło, a upał nie zelżał ani trochę. Słońce nie oświetlało już tak mocno malutkiej polanki, na której znajdowała się Nessa, ale niesforne promienie, które trafiały ćwiczącą elfkę, kąsały mocno. Każdy ruch, który narażał ją na muśnięcia tych pozornie niewinnych promyczków, był okupowany kolejnymi kropelkami potu. Już nawet woda z bukłaka niewiele dawała. Jednak Tinuviel zawzięcie ćwiczyła. Odłożyła na bok łuk, kołczan i wszystkie zbędne rzeczy, dzierżąc jedynie miecz. Mieczyk raptem, którego historii zresztą nie pamiętała, bo i nie była ona istotna. Używała go tylko w ostateczności, a i wtedy nie była zbyt pewna swoich ruchów.  Teraz natomiast próbowała sobie przypomnieć podstawy, których kiedyś się nauczyła, a które odrzuciła na kilka lat, gdy posługiwała się jedynie łukiem.
- Cholera - zdążyła jeszcze syknąć, zanim to elfie pośladki spotkały się z ziemią po tym, jak Nessa nie zdążyła przyjąć uderzenia wyimaginowanego przeciwnika. A tak po prawdzie zwyczajnie zaplątała się we własne nogi. Ciężko jest ćwiczyć, gdy trzeba kierować nie tylko jednym mieczem, a dwoma, z czego ten drugi nawet nie istnieje.
   Podniosła się. Przerzuciła broń z lewej dłoni do prawej. Tę sztuczkę, swoją drogą, uważała za swój największy wyczyn od początku miesięcznego treningu. Była oczywiście świadoma, że walka z powietrzem niewiele daje. W dodatku nikt nie stał z boku, by powiedzieć jej, czy piruet jest piruetem. Zresztą nie o to przecież chodziło, a o odrobinę ruchu i próbę odwrócenia uwagi od dziwnie znajomych lasów.
   Zdmuchnęła niesforny kosmyk zasłaniający jej cały świat i z lekką irytacją odwróciła wzrok od drzewa, na którego pniu jakiś chłystek wyrył pierwszą literę swojego imienia, czekając na towarzyszy. Dalszych nie zdołał, bo ktoś zdzielił go rękawicą. Skórzaną i sprawiającą, że dzieciak był markotny przez całe polowanie.
   Elfka wzięła oddech, przymykają powieki. Gdy je otworzyła, starała się nie patrzeć w stronę tamtego drzewa i jak najszybciej zebrać swoje rzeczy. Najdłużej zeszło jej oczywiście ze wszystkimi miksturami, króte różniły się jedynie kolorem, a właściwości wszystkim. Do zmierzchu jeszcze zostało trochę czasu, więc długoucha znalazłaby odpowiednie schronienie. Z dala od irytująco widocznego drzewa. Przecież całkiem sprytnie unikała tych rejonów przez ostatnie kilka lat, na bogów.  Zostawiając dawne dzieje za sobą i wybierając historyjki i imiona, jakie jej się podobały. Herosa nigdy nie zgrywała w swoich gierkach, bo aż tak dobrego warsztatu nie zdobyła. A i ciężko jest, jak to mówią, zrobić ze świni konia wyścigowego.
- Ale można zrobić bardzo szybką świnię - uśmiechnęła się, poprawiając łuk, który już był na swoim miejscu. Przecież bardzo dobrze wiedziała, kto się wtedy wściekł za tak bezsensowne niszczenie roślin. Poprawiła skórzaną rękawicę, która od tamtego wydarzenia, cztery lata temu,  nie musiała już nic chronić przed głupotą i znudzeniem.


--- Cytuj ---Warto jednakowoż zaznaczyć, że Nessa nazywała się Nessa, a nie żadna Nessa Tinuviel, gdyż albowiem nie miała tytułu szlacheckiego, więc nie mogła posługiwać się nazwiskiem, które towarzyszyło jej całe życie! W związku z tym przyjęła "Tinuviel" jako swój pseudonim!
--- Koniec cytatu ---

Dragosani:
Nessa otoczona była tylko przez las i jego zieleń. Wokół nie było żywego ducha. Przynajmniej nie w sensie innego elfa, człowieka, czy podobnej im istoty. Były tylko drzewa, ptaki i jakieś małe zwierzątka, kryjące się w zaroślach. I TO drzewo. Patrzące na elfkę oczami, których przecież tak naprawdę nie miało. Patrzące i oceniające. Szczęśliwie tylko ono "obserwowało" Nessę. Nikt więc nie widział jej popisów w mieczem. Nikt ich nie komentował. Może to i lepiej? Z drugiej strony owe komentarze mogły jej powiedzieć co robi źle. Jeśli, oczywiście, byłyby wygłoszone przez kogoś, kto miał jakiekolwiek pojęcie o technikach walki. Jednak nikogo takiego w najbliższej okolicy nie było. Tylko las i zwierzaki. I TO drzewo.
Zbliżał się powoli zmrok. Było jeszcze trochę czasu do niego, ale dało się to wyczuć. Las zaczynał inaczej reagować na otoczenie. No i słońce chyliło się coraz niżej ku zachodowi. Dobrym pomysłem było więc znalezienie jakiegoś odpowiedniego miejsca na nocleg. Jakiegokolwiek, rozłożystego drzewa, może nawet jakiejś polany. Nocowanie ot tak w lesie mogło okazać się niezbyt rozważne, nawet dla obeznanej z lasem elfki. Nocą żerują bowiem drapieżniki. Noc należy do istot mroku, nie do elfów. Długoucha zebrała więc swoje rzeczy i ruszyła na poszukiwania odpowiedniego miejsca. Zostawiła za sobą TO drzewo. W jej wyobraźni zapewne odprowadziło ono ją wzrokiem. Idąc przez las mogła nieco porozmyślać.
Mogła rozmyślać na przykład nad tym, co słyszała nieraz od napotkanych ludzi. O wielkich zmianach na świecie. O niezwykle istotnych wydarzeniach, które miały miejsce na wyspie i nie tylko. Nie mogła jednak ich potwierdzić, od dawna nie była w stolicy. Od dawna nie utrzymywała kontaktów z cywilizowanymi częściami wyspy. Co najwyżej te sporadyczne spotkania z wieśniakami, myśliwymi i skromnymi kupcami. Ale na ile można było wierzyć ich opowieściom? Może to były tylko plotki? Może nawet nie plotki, a durne wymysły młodych mężczyzn, którzy chcieli pochwalić się swoim obyciem w świecie przed zgrabną elfką? Ciężko było stwierdzić. Elfa szła i rozmyślała o swoich elfich sprawach. A wokół szumiał las.
Natrafiła w końcu na odpowiednie miejsce na nocleg. Odpowiednie na pierwszy rzut oka. Bliższe oględziny mogły to wykazać. Na niewielkiej polanie stałą chata. Mała, drewniana chatka. W połowie zarośnięta jakimiś chaszczami. Ni to drzewem, ni to krzewem. Okna były ciemne, z komina (który był już murowany) nie leciał dym. Wyglądała jak chatka myśliwego, drwala, czy innego gajowego. Opuszczona chata. Biorąc pod uwagę jej stan musiała zostać opuszczona stosunkowo niedawno. Lecz równe dobrze mogła mieć mieszkańca i być po prostu zaniedbana. Stanowiła jednak potencjalnie dobre miejsce na nocleg.

Nessa:
   Gdy tylko TO drzewo zniknęło elfce z oczu i mogła zaczął myśleć o elfich sprawach takich jak przetrwanie nocy, łuki, kolczyki pasujące do szpiczastych uszu czy kremy na zmarszczki. Bo widziałby ktoś elfa z takimi zagłębieniami. Wiekiem i zawartością mieszka nigdy nie warto się chwalić. Nessa o tym dobrze pamiętała i liczyła skrycie, że nic nie ubyło z jej skrytki w rozpadającym się domku gdzieś na podgrodziu Efehidonu. Grzywny były akurat dość dobrze ukryte, bo nauczyła się tego jeszcze w ÂŁowcach, gdzie z każdej strony otaczał ją jakiś złodziej.
   Zamyślona zahaczyła lekko o wystający korzeń i otrząsnęła się. Dalszą drogę pokonała, skupiając się wyłącznie na niej. Wychwytując delikatny wietrzyk, który dawał odrobinę ochłody i śpiew ptaków. Kojące i tak naturalne komunikaty skrzydlatych idealnie odganiały myśli Nessy od dawnych lat i TEGO drzewa. Liczyło się tylko to, co było teraz i co będzie dnia następnego. Zeszłe hemis? Nieistotne. Wiosenne polowania? A kiedy to było! Tinuviel oczywiście nie odrzucała przeszłości. Gdyby tylko mogła, schowałaby ją do pudełka ozdobionego drogocennymi kamieniami i z niemożliwym do otworzenia dla niepowołanych zamkiem. Ale nie mogła, więc szła dalej i brnęła w las, by odpędzić od siebie jakiekolwiek wspomnienia jak najdalej. Jakby odległość robiła jakiekolwiek znaczenie.
   Gdy po pewnym czasie wyszła z gęstwiny i ujrzała chatkę, westchnęła. Czy to ze zmęczenia, czy to w geście "Znowu to samo". Niebezpieczeństwo lubiło Nessę. Nessa nie lubiła niebezpieczeństwa. Chociaż w świecie bez niego zanudziłaby się na śmierć. Jednak wracając do potencjalnie opuszczonych chat, długoucha nie chciała ot tak zapukać do drzwi. To stwarzało ryzyko, że ktoś zdzieli ją patelnią i skracało możliwy czas ucieczki, choć biegać w lesie Tinuviel potrafiła jak mało kto, więc czuła się bezpiecznie bliżej drzew. Podeszła bliżej, licząc, że dojrzy cokolwiek lub kogokolwiek w jego wnętrzu. Choć okna nie dawały początkowy zbyt dobrego poglądu na sytuację wewnątrz.
- Dzień dobry! - krzyknęła. Nie za głośno oczywiście, by nie poruszyć całego lasu, ale wystarczająco, by ktoś we wnętrzu domku ją usłyszał. Nie musiała silić się na przyjazny ton, gdyż był on naturalny. Chciała w końcu tylko znaleźć schronienie. ÂŁuku nie ruszała, by nie przestraszyć możliwego właściciela, ale sztylet miała cały czas w pogotowiu.

Dragosani:
- Krrraaa! - odpowiedział jej wielki i paskudny kruk, który właśnie siadł na dachu chatki. Spoglądał na elfkę z wyższością, paciorkowymi oczami. Z wyższością nie tylko z racji zajęcia miejsca na dachu. Ale też z taką kruczą dostojnością, mówiącą każdej innej istocie, to ów ptak o niej myśli. - Krraaa! - powtórzył kruk, jakby chcąc podkreślić swoją opinię co do Nessy. Ten kruk w niczym nie przypominał Kruków, do których elfka kiedyś należała. Tamci byli całkiem sympatyczni dla swoich. Ten był niesympatyczny chyba dla każdego. - KraaaaAAA!!! - jeszcze raz wystawił elfce ocenę. Mimo iż tak naprawdę jej nie znał. Chociaż kto wie? Może śledził ją i obserwował z pobliskich drzew. Zawsze patrząc paciorkowymi oczami i zawsze oceniając. Oceniając w ciszy. I teraz przybył wydać osąd. Kurczy sędzia, zwiastujący nadejście czegoś nieokreślonego. Ptaszysko siedziało i obserwowało Nessę.
Z chatki zaś nikt się nie odezwał. Jeśli ktoś tam był, to zawołanie elfki zostało całkowicie zignorowane. Oczywiście było to niewypowiedzianie nieuprzejme ze strony ewentualnego gospodarza. Na jego usprawiedliwienie mogła działać wyłącznie jego nieobecność. Szybki rzut oka w okno sugerował, iż dom jest naprawdę opuszczony. Nessa mogła dostrzec jakiś zakurzone meble, wygaszony kominek, lecz ani śladu czegokolwiek co mogło przypominać jakąś osobę. Patelni też nie było nigdzie widać. Ale może to wina niezbyt dobrej widoczności. Wszak przez brudne okno i w mroku ciężej rozpoznać kształt patelni, niż człowieka. Wie o tym każdy, kto kiedykolwiek próbował to zrobić. A jeśli ktoś nie próbował, to musi uwierzyć na słowo.
- Kraaa! - odezwał się znów kruk, gdy słońce skryło się za jakąś chmurą i zrobiło się niespodziewanie ponuro.

Nessa:
   Nessa mruknęła tylko coś pod nosem. Kruki. Nie znosiła tych ptaków. Kojarzyły jej się ze szkodnikami i ze śmiercią. Ich upodobanie do padliny, było jednym z powodów, dla których oponowała, gdy zaproponowano przemianowanie Samotnych ÂŁowców na Krwawe Kruki. Ptaszysko nie miało w sobie nic z lekkości i beztroski innych skrzydlatych. Swoją obecnością potrafiły popsuć nawet najbardziej idylliczny krajobraz. Dlatego też długoucha rozejrzała się za jakimś kamieniem, a gdy go znalazła cisnęła nim w ptaka. Nie był to głaz, który mógłby mu coś zrobić. Elfka chciała jedynie odpędzić irytujące zwierzę i na potwierdzenie tego po rzucie nawet nie popatrzyła na dach, by dowiedzieć się, czy trafiła. Krakanie umilkło, więc może ptaszysko dało jej spokój. To było bez znaczenia. Liczyło się teraz jakiekolwiek miejsce, które uchroniłoby ją od możliwego deszczu. Liczyła, że w nocy choć trochę popada, bo duchota była nie do wytrzymania. W takich chwilach tęskni się za hemis. Ruszyła do drzwi.
   Były to zwyczajne drzwi. Lewe. Nie prawe i też nie obrotowe. Wchodziło się przez nie i wychodziło. Po równo. A przynajmniej taką miała nadzieję, bo nie chciała trafić na jakiegoś trupa w środku. Mogła go przecież jeszcze nie wyczuć. Na pająki i myszy już się nastawiła. Zastukała dość mocno i odczekała chwilę. Nikt się nie odezwał, więc uznała ciszę za wystarczające zaproszenie. Tym razem już bez skrępowania trzymała sztylet, pociągnęła za klamkę i ostrożnie weszła do środka, powtarzając jak mantrę:
- Dzień dobry...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej