Tereny Valfden > Dział Wypraw

Elfi szlak, czyli dwunastu gniewnych ludzi.

<< < (2/10) > >>

Dragosani:
Kamień oczywiście nie trafił kruka. Wręcz haniebnie chybił. Ale też zapewne elfka niespecjalnie się starała, aby trafić ptaka. Miała go tylko spłoszyć. I spłoszyła. Ptaszysko poderwało się ciężko do lotu i wzniosło się w powietrze.
Drzwi domu otworzyły się ze skrzypieniem. Nie wiedzieć dlaczego, ale skojarzyło się ono z odgłosem zamykanej trumny. To było zabawne, bo przecież elfka otwierała drzwi!
Wnętrze było puste. Puste i zatęchłe. Czuć było kurz i szczurze bobki. Niestety nikt nie odpowiedział.
- KRAAA! - Prócz kruka. Ptaszysko nie dało tak sobą pomiatać. Spadło na Nessę z pazurami, gotowe do wydłubania jej ślicznych oczu.

Paskudny kruk x 1

Nessa:
   Atak zwierzęcia był na tyle niespodziewany, że elfka wpadła do chatki i nawet się nie rozglądała. Gdyby ktoś tam siedział, to stałby się widzem wybitnie zabawnego spektaklu. W roli głównej Nessa i Kruk. Reżyserem musiał być jakiś złośliwy chochlik. Ciekawe, czy był świadomy doboru postaci. Radosnej i urodziwej elfki i ponurego i według bajań zwiastującego wszystko co najgorsze ptaszyska. Swoją drogą samotny kruk to dość duży ewenement, więc długoucha mogła się spodziewać, że pojawią się jego koledzy. Mogła, ale oczywiście tego nie zrobiła, bo miała inne rzeczy na głowie.
   A konkretnie kruka. Blisko głowy elfki znajdował się ptak, który co chwila próbował ją dziobnąć, ale Tinuviel nieświadomie odpędzała go, machając sztyletem nad głową. W dodatku piszczała, a w przerwach rzucała słowa, które może dla krasnoluda byłyby delikatne, ale do elfa zdecydowanie nie pasowały. Były tam słowa na "ch", na "d", na "k" i nawet te na "y". Ventepi kiedyś jej to wybaczy, a tymczasem nie ma czasu myśleć o takich rzeczach. To sytuacja ekstremalna!
   Nessa wpadła do domku z zamkniętymi oczami, jakby miało jej to cokolwiek pomóc w zetknięciu z kruczymi szponami. Ptak zdezorientował ją wystarczająco. Machała sztyletem, krzyczała, piszczała i przez chwilę gotowa była nawet wylecieć z domku w popłochu. Ale nie! Postanowiła walczyć o swój nocleg. Zła była nie na żarty. Bardzo możliwe, że kruk po prostu trafił w zły czas miesiąca.
- Ja ci dam... - syknęła i zaczęła jeszcze szybciej wymachiwać sztyletem. Po chwili nawet odważyła się otworzyć oczy, drugą ręką wyciągnęła miecz i raz nim a raz sztyletem machała w kierunku kruka. Z boku musiało to wyglądać komicznie. Była członkini Kruków walczy z irytującym kruczkiem.
Dwa razy. Co najmniej tyle razy Nessa napotkała opór przy swoich machaniu. Nie wiedziała, czy zahaczyła o jakiś mebel, czy może o ptaszysko, które swoją drogą powinno się wynieść z zamkniętego pomieszczenia!
 

Dragosani:
Kruk był zdumiony. Nie spodziewał się takiej reakcji. Nie spodziewał się, że ktoś zaatakuje Jego. On mógł atakować innych, wszak był krukiem. Ale odwrotnie? Niedopuszczalne. I jeszcze te wrzaski! Mimo to atakował zawzięcie. Z tym, że to długouche coś wymachiwało ostrzami jak poparzone. Ciężko było dostać się do głowy. Nie mówiąc już o smakowitych oczach. Ale kruk próbował. I to była jego zguba. Miecz elfki spadł na jego grzbiet. Przypadkiem lub nie, któż to może wiedzieć? Kruk po raz ostatni zakrakał. Spadł na podłogę chaty. Martwy, broczący krwią. Ale wciąż dostojny. Wpatrywał się w Nessę paciorkowym okiem z wyrzutem.
Teraz elfka mogła rozejrzeć się po chacie. Była opuszczona, to pewne. Meble były zakurzone, było też sporo pajęczyn. Nessa zauważyła kominek. Obok było nawet trochę drewna. W chacie był też stół, dwa krzesła, jakaś spora szafa i kredens. W kącie stało czarne, metalowe coś, co mogło być piecykiem do podgrzewania posiłków. Było też łóżko. To co na nim leżało jednak już dawno przestało być materacem i pościelą.

Nessa:
   To prawda, że Nessa machała ostrymi rzeczami jak opętana. To prawda, że piszczała, jak mała dziewczynka i bluzgała niczym mała krasnoludzica. Jednak śmierć kruka zaskoczyła ją. Tak jakby spodziewała się, że będzie tak machać rękami i krzyczeć do końca swoich dni. Gdy wszystko ucichło, wpatrywała się w niewielkie truchło przez kilka minut w niemałym szoku. Po co zwierzę ją zaatakowało? Baby na wsi pewnie wspomniałyby coś o nadchodzącej wojnie, ale w takie bujdy elfka nie wierzyła. Wierzyła natomiast, że ptak, mimo że mógł być chory, powinien znaleźć się z dala od domku i polecieć do miejsca, do którego ptaki trafiają po śmierci. Wzięła więc coś, co już dawno przestało być pościelą, narzuciła na truchło i wyniosła z domku. Nie uszła nawet 50 metrów i znalazła ziemię, którą mogła rozkopać, pomagając sobie przy tym znalezioną gałęzią, i do niewielkiego dołu włożyła ptaszysko owinięte w skrawki materiału. Wcześniej wyrwała jednak jedno krucze pióro. Z sentymentu do organizacji, której była członkiem przez kilka lat zapewne. Odmówiła sobie prawienia zbędnych kazań. Kruk zginął, to zginął. Nie ma co drążyć tematu. A przynajmniej jego truchło nie przyciągnie żadnych drapieżników.
   Wróciła do domku i zaczęła przygotowywać się do nocy. Począwszy od rozpalenia w kominku, przeszukania wszystkich zakamarków aż po zablokowanie drzwi krzesłem. Nieśmiało liczyła, że nic już się tej nocy nie wydarzy...

pozyskuję 1 krucze pióro!

Dragosani:
I tak oto zakończyło się życie kruka. Kruka, który był bardzo szanowanym krokiem. I niezwykle dostojnym. ÂŻył wiele lat (jak na kruka) i widział wiele. Pokonał wielu kruczych rywali. Miał wiele kruczych piskląt. Przeżył wiele kruczych przygód. A teraz leżał tu, na nienazwanej polanie. Martwy. I bez jednego pióra. Jednak zginął śmiercią bohatera. Walcząc o własny honor. Walcząc o to, aby już żaden kruk nie był rzucany kamieniem. Wznieśmy więc puchary za pamięć o tym kruku! Ale wracając do spraw bardziej przyziemnych...
Elffka mogła teraz wrócić do chaty. Zmrok nadchodził, a wraz z nim ciemność. Niebo pokrywały też chmury. Jakby już samej nocy było mało. Chmury, z początku niewinnie, teraz robiły się coraz cięższe. Zakryły niebo. Szykował się deszcz. A może i burza. W każdym razie nie była to pogoda na nocleg pod gołym niebem. Znalezienie chaty było prawdziwym uśmiechem losu. Drewno rzucone do kominka było suche. Rozpaliło się szybko. Po chwili ogień płonął radośnie w kominku, oświetlając całą izbę. To odegnapo cienie i chata już nie wydawała się ponura. Nie aż tak bardzo. Przeszukanie jej zakamarków jednak niewiele przyniosło. Jedzenia elfka nie znalazła. A przynajmniej nie takiego, które nadawałoby się do spożycia. Nessa jednak miała wszak trochę własnego prowiantu. Może udałoby się jakoś go podgrzać? Natrafiła jeszcze na jakieś butelki w liczbie trzech. Były z ciemnego szkła, zakorkowane. Bez etykiety. W środku mogła być woda, piwo, jakieś wino, ale równie dobrze coś paskudnego. Przez korek i ciemne szkło ciężko było stwierdzić na pierwszy rzut oka. Ponad to Nessa znalazła jakieś szmaty, które kiedy były chyba ubraniami. I notes, oprawiony w skórę.
Za oknem robiło się coraz ciemniej. Zbliżała się noc, słońce już chowało się za horyzontem. Do tego niebo zakrywały ciężkie chmury. Możliwe, że naciągnął deszcz. Może nawet burza. Te przypuszczenia potwierdził odgłos grzmotu w oddali.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej