Tereny Valfden > Dział Wypraw
Myśliwskie rewolucje
Evening Antarii:
Okolica się uspokoiła. Już nic nie czaiło sie na dhampira. Rodzinka kresharów została unieszkodliwiona.
Nawaar:
Silvaster miał teraz chwilę spokoju i z tego wszystkiego usiadł sobie i odsapnął. Wziąwszy kilka głębokich oddechów ruszył w pierw odzyskać swoje bronie, a przy okazji zaciągnąć martwe kershary w jedno miejsce i je oskórować. Dhampir najpierw wziął swoją kuszę i zupełnie przypadkiem natknął się na srebrny sztylet, a potem przyciągając poszczególne krshary wyciągnął z nich swoje noże, które jeszcze nadawały się do użytku. Teraz klękając nad rodzinką zwierząt zaczął staranie ściągać skórę, pazury i kły. Już wcześniej zdał sobie sprawę z tego, że nie uda mu się wszystkiego pozyskać, ale tak czasami bywa. Gdy już skończył zbierać trofea schował je do swojej torby, by następnie ściągnąć kuszę i umieścić w niej kolejnego bełta.
Pozyskuję :
76 pazurów kreshara
10m2 skóry kreshara
16 kłów kreshara
// Odjąłem te pazury z jednej łapy i kły, które rozwaliłem.
Evening Antarii:
Wydeptana dróżka prowadziła na zachód a potem na południe - z powrotem na polanę gdzie swoją chatkę miał niziołek. ÂŚcieżkę przecinały czasem strumienie, choć teraz, w czasie lata, wody było mniej i spokojnie można było przeskoczyś taką niebieską żyłkę. Krajobraz skał i suchych łąk kończył się za zakrętem.
Dalsza okolica nie była już tak niebezpieczna. Między drzewami chowały się już tylko jakieś wiewiórki i inni roślinożercy. Silva mógł się przejść tą malowniczą drogą, albo wrócić tą samą ścieżką którą przyszedł.
Nawaar:
Dhampir postanowił skorzystać z tej malowniczej dróżki wydawała się taka spokojniejsza i miła. Właśnie teraz Silvaster potrzebował tego spokoju i ciszy, która mogła mu dać odpoczynek od tych ciągłych walk. Dlatego dziarskim krokiem ruszył do przodu, ale nadal nie będąc wszystkiego pewien wciąż trzymał kuszę w dłoni. Tak sobie chodząc rozglądał się na boki, ale na początku poza skałami i trawami niczego szczególnego nie dojrzał, no może małe strumienie rzeki wydawały się ciekawsze, bo to zawsze jest zabawa kiedy się je przeskakuje z jednego brzegu na drugi. Takie widoki skończyły się, kiedy minął zakręt i powróciła sielska aura lasu. Dziecku świtu krajobraz przypadł do gustu jeszcze bardziej nie wyczuwał już niebezpieczeństwa, a między drzewami chowały się jedynie nei groźne wiewiórki i inne ssaki. Dokładnie zero drapieżników dlatego bez większych nerwów szedł sobie dalej od czasu do czasu nucąc sobie.
Evening Antarii:
Po pół godzinie spokojnego spaceru, dhampir wreszcie dotarł do polanki i niziołka.
Ale to co tam ujrzał, zapewne mocno go zdziwiło.
Ciało niziołka leżało przed domem na niewysokich schódkach. Miał rozszarpany brzuch i po prostu nie żył. Wywleczone na wierzch wnętrzności stały się kąskiem dla samotnego wilka, który stał nad trupem, z pyska kapała mu krew swej ofiary. W powietrzu unosił się zapach krwi właśnie, trochę żelazny i słodki.
Wilk, gdy spostrzegł dhampira, zaniepokoił się, nastroszył futro i zmierzył go zielonyi oczyma. Oceniał, czy da radę Silvasterowi. Warknął złowrogo i był gotowy do obrony siebie i swej zdobyczy.
Drzwi do domku były otwarte.
1x wilk jakieś 70m od Silvastera, czai się ale jest gotowy by się bronić. Nie atakuje pierwszy
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej